Po radę do ubogich Greków

Autor: Rafał Bedlewicz | 07.03.2014 22:13 | komentarzy: 13 | kategoria: Felieton |

Na meczach United najsmutniej patrzeć w oczy Davida Moyesa. W osiem miesięcy spróchniały do cna. Zgasł w nich dorosły facet, król drużyny, a pozostał przerażony jąkała, który trafił pod szkolną tablicę i nie bardzo wie, co dalej. Po 28 kolejkach targania krzyża, na którym sam pewnie w maju zawiśnie, i on i cały sułtańsko bogaty Manchester oddałby wszystko ateńskiemu Panathinaikosowi. Za co? Za ugrane właśnie 3:0 nad Olympiakosem.

Król z europejskim kompleksem

Real i Barca zwinęły 54 z 82 (66%) hiszpańskich tytułów. Benfika i Porto 59 z 79 (75%). Rangersi i Celtic zgarnęli całą pulę, ale tam liga to dopiero 15-letni osesek. Palma pierwszeństwa wśród europejskich duopoli należy się pewnie parze Dynamo – Szachtar, bo z 22 tytułów uciekł im jeden.

Ale w czołówce upchniemy też Greków – Olympiakos i Panathinaikos oddały tylko 17 z 77 tytułów (78%). Robi wrażenie? Musi, choć jest tu pewna nieścisłość, co naturalne bo nawet zbłąkany włóczęga, który w progi futbolowego świata trafia co 4 lata (przy okazji Mundialu) wie, że statystyka ma się do piłki nożnej jak prawo międzynarodowe do rosyjskiego karnawału na Krymie.

Ta nieścisłość to fakt, że grecki duopol jest niesymetrzyczny – Olympiakos wytargał równo dwa razy tyle tytułów, co ,,Koniczynki’’ i brnie po kolejne. Pochłonął trzy ostatnie, a pod wodzą wypędzonego z Sevilli Michela rozpędził się do 74 punktów w 27 kolejkach. Bilans bramek: 66 na plusie. Niemal 3 razy tyle, co drugi w tabeli Atromitos Ateny, którego walec Michela zawstydził  19 punktami dystansu.

Sielanka obu greckich potworów nie jest bezkresna – oba bledną, gdy otwierają się europejskie salony. Fazę pucharową Ligi Mistrzów zwiedzały dotąd 7 razy.  Na 13 meczów wygrały 3 – z naszą Legią, z Barceloną i – aż palec drży – parę dni temu z drużyną przebraną w koszulki Manchesteru United. Na tę górę wlazł – któż by inny – Olympiakos, po czym wrócił do kraju, by zebrać laury. Laurów nie było, były baty, sensacyjne, bo pierwsze w sezonie. 0:3 w Pierusie od… Panathinaikosu.

Lekcja pokory

Są kraje, gdzie Stadion Karaiskákisa trzeba by zaryglować, otoczyć płotem i czym prędzej spalić, zdarzyły się tam wszak rzeczy diabelskie, bo co najmniej niemożliwe. ,,Koniczynki’’ obecnie to zespół z prowadzącej czwórki najlichszy, przed meczem – z 27-punktową stratą do lidera. Od lat gnębią go iście Rangerowskie problemy finansowe, które w zeszłym roku zepchnęły go na przykrą szóstą lokatę i pierwszy raz od 16 lat zatrzasnęły drogę do europejskich pucharów. W pogoni za oszczędnościami włodarze najpierw poprosili o wcześniejsze godziny spotkań, by uciec przed płaceniem za oświetlanie 70-tysięcznego giganta, a w tym sezonie wyprowadzili się na niespełna 17-tysięczny przytułek Apostolos Nikolaidis.

Chciałoby się pisać poematy o taktyce i nośnych zrywach, którymi dzielni Ateńczycy rozszarpali przeznaczonych do zwycięstwa pogromców sierot z Old Trafford. Tego nie było. Była dyscyplina i pomysł prosty jak filozofia futbolu według Pepe. Olympiakos ,,wygrał’’ jak to czasem Barcelona – miał piłkę, miał okazje, miał strzały, auty, rożne, wszystkiego więcej od rywali, zabrakło bramek. Te zdobyli goście, dwie po kontrach szybszych niż ręce Germana Burgosa w ostatnich derbach Madrytu. Jedną po stałym fragmencie.

Olympiakos zagrał identyczną jedenastką, co przeciwko United. Inne, ciut bardziej ofensywne było ustawienie, ale to żadna niespodzianka w formacji, gdzie Greków jest tylko trzech, a Hiszpanów i przybyszów z Ameryki Południowej - pięciu. Yannis Anastasiou, którego trenerski staż liczy sobie kilka miesięcy przygotował truistyczną receptę – podarował piłkarzom z Pireusu trującą pewność siebie. A gdy się nią zachłysnęli, atakował, szybko i zdecydowanie. Ściąga jest, Panie Moyes.

Czytaj więcej o: Manchester United, Olympiakos Pireus, Anglia, Grecja

Podziel się tym artykułem ze znajomymi

Skomentuj przez Facebooka

Treści o podobnej tematyce:

Komentarze (13)

Komentarze są domyślnie ukryte dla niezalogowanych

Pokaż komentarze