Zdrajcy z Gross-Rosen?

Autor: Rafał Bedlewicz | 14.03.2014 23:16 | komentarzy: 9 | kategoria: Po ostatnim gwizdku |

,,(...) Spoza szeregów bloków wyłonił się plac obozowy, na którym - o dziwo - najzwyczajniej w świecie rozgrywano mecz piłki nożnej. Chłopcy osłupieli. Puszcza, dalekie odludzie, obóz i unoszące się nad nim widmo śmierci, urągały widowisku sportowemu (...)''*

Kubek słodowego piwa

W latach 1943-44 niedzielne popołudnia były wolne. Baraki zamykano, więźniowie kręcili się bez celu, rozmawiali, szukali jedzenia, handlowali - tytoniem, marmoladą z brukwi, zupą ze ślimaków, spleśniałym chlebem. Niewielu było na to stać. Co dwa tygodnie wysyłano listy, schemat był narzucony. W odpowiedzi przychodziły paczki, zanim dotarły do więźnia, przechodziły przez ręce Niemców i funkcyjnych. Funkcyjni to również więźniowie, głównie Niemcy, z różnych przyczyn - uprzywilejowani. Trzymali porządek, mieli  przy tym nieograniczoną władzę. Gdy paczka docierała do adresata, znajdował tam już tylko resztki.

Futbol zmienił więźniom niedziele. Treningi piłkarzy odbywały się w dni powszednie na oddzielnym boisku, w niedziele natomiast mecze (w ramach liczącej nawet kilkanaście drużyn obozowej ligi). Wokół boisk gromadzili się niemal wszyscy zdrowi, doping był dozwolony. Obozowi krawcy szyli piłkarzom koszulki i spodenki. Buty stanowiły wyzwanie - regulamin KL Gross-Rosen mówił o chodakach, wyłącznie. Stefan Grzechowiak to jeden z szewców, którzy je przerabiali. Efekt? Buty piłkarskie, które w zestawieniu z obozową codziennością były nie do uwierzenia.

25 kwietnia 1943 roku. W Nowym Żmigrodzie gestapowiec Wilhelm Schuhmacher zabija 16 niepełnosprawnych Żydów, Romów i Łemków. Polska zrywa stosunki dyplomatyczne z ZSRR w związku ze ,,sprawą katyńską''. W Gross-Rosen: drużyna Polen I pokonuje w półfinale Lowen Wüste 9:3, wiadomość trafia do gazetki ,,Das Gross-Rosener Sport Echo''. W finale Polacy ulegli zespołowi Khaki. To prawdopodobnie przed tym spotkaniem Lewandowski jako kapitan, wręczył rywalom wystrugany z drewna puchar, do którego przypomocowano blaszkę z dedykacją. Niemcy w rewanżu, zaprosili pokonanych na kubek słodowego piwa i wspólną kąpiel w łaźni.

Dwa światy

Przez obóz koncetracyjny w dzisiejszej Rogoźnicy przeszło 125 tysięcy więźniów. 40 tysięcy zginęło. Jeńców radzieckich mordowano od razu. Umierano z wycięczenia (bo praca w kamieniołowie trwała kilkanaście godzin na dzień), głodu, chorób, bo nie było opieki lekarskiej. Prawie wszystkie odstępstwa od regulaminu karano śmiercią. 80% Żydów zginęło. Buty straconych układano na kilkumetrowym stosie u stóp bramy głównej. Obóz koncentracyjny Gross-Rosen to jeden z najokrutniejszych spośród wszystkich wzniesionych przez Nazistów w trakcie II Wojny Światowej.

Futbol kwitł w tej ponurej jaskini lwa jakby wyrwany z innego świata. Jak to możliwe? Norwegia, Finlandia, Francja, Bałkany, Europa Środkowa - w większości krajów okupowanych przez Nazistów zawieszano wszelkie rozgrywki piłkarskie. Regionalne, pokazowe mecze, odbywające się z rzadka, stanowiły najwyżej pretekst do mordowania pokonanych. Regularny sport pod butem Hitlera brzmi jak mrzonka, a w obozie koncentracyjnym wydawałyby się wręcz groteskowym absurdem. A jednak to prawda.

Futbol do Gross-Rosen wprowadzili funkcyjni. Dotknięci rutyną z jednej strony, z dużymi uprawnieniami z drugiej. Z początku mecze rozgrywali między sobą, dość szybko się to znudziło. Pierwsze starcia z niedożywionymi, chorymi, wciśniętymi w pasiaki rywalami nie były wyzwaniem. Znali przeszłość osadzonych, w obozie nie brakowało byłych piłkarzy. Z czasem drużyny wybierały co lepszych, gdy tylko docierał kolejny transport. Polskich funkcyjnych, którzy najlepiej radzili sobie z poszukiwanami było kilku - Ali Książkiewicz, Paul Morgała, Józef Doliński. Otwierali bramy do Raju, bo futbol w tych realiach dawał tyle, ile nigdy wcześniej ani później w całej swojej historii.

Obudzić w człowieku Diabła

Opieka załogi, swoboda, życzliwość kucharzy wynikały z popularności, którą cieszyły się obozowe gwiazdy futbolu. Przywileje poszły o krok za daleko, gdy zawodnikom zaczęto przydzielać funkcje. Być może nie każdy blokowy lub kapo stawał się katem, ale wystrzegli się tego nieliczni.

Wspomniany Książkiewicz ,,miał rękę jak młot'', najczęściej kopał ,,może dlatego, że był piłkarzem''. Kidacki jednego razu pobił więźnia za ,,zbyt ciche meldowanie się''. Zawodnicy często pełnili funkcje z tą samą dawką sadyzmu, co Niemcy. Prawie wszyscy brutalnie i bez skrupółów korzystali z nagle nabytych uprawnień. Nie musieli, nie było presji, nie oczekiwano, by funkcyjni demonstrowali siłę na każdym kroku, a tym bardziej Polacy. Szybko jednak stali się częścią prominentów, którzy - dodajmy - mają ,,odpowiadać za co najmniej tyle śmierci w obozie co sami Naziści''.

We wspomnieniach piłkarzy temat jest przemilczany. Nieliczne, solidnie prowadzone dzienniki więźniów (doszukałem się dwóch), jeśli o futbolu wspominają w ogóle, to w kontekscie rozrywki lub wręcz patiotycznych uniesień. Tak - osadzeni mieli ponoć głośno dopingować Polaków, a w ewentualnych zwycięstwach drużyny Polen I czy Polen II dopatrywać się wróżby wyswobodzenia. Druga twarz futbolowych gwiazd Gross-Rosen umknęła również muzuem obozu, które w zeszłym roku prezentowało wystawę na ten temat.

Zdawkowe informacje zebrał Piotr Weiser w jedynej bodaj książce, która dotyka sprawy - ,,Mecze piłki nożnej w KL Gross-Rosen''. Więcej odpowiedzi przynosi mozolna lektura dokumentów i zapisków zebranych w archiwum obozu, ale pełna analiza wymaga dużo więcej spędzonego tam czasu niż mogłem poświęcić. Nie mniej próbowałem skonfrontować zdobyte informacje z obrazem piłkarzy, który w swojej książce chcąc nie chcąc stworzył Piotr Weiser (zaznaczam, że chylę czoła przed pracą, jaką w nią włożył). Umówiliśmy się na rozmowę - ku mojemu zmartwieniu, nigdy do niej nie doszło.

Tymczasem temat wymaga wyjaśnienia. Wszystko, co mówi się i pisze o futbolu w Gross-Rosen zaczyna bezzasadnie nosić znamiona patriotycznych uniesień. Niezwykle trudno oceniać moralność ludzi zmuszonych do przetrwania w tak potwornych warunkach. Ale przypisywanie im bohaterstwa to oszustwo wobec prawdziwych sportowców-bohaterów, których w II Wojnie Światowej nie brakowało. Pamiętajmy o tym.

*Cytat pochodzi z ,,Rdzawej strugi'' Zygmunta Janickiego. Źródłem pozostałych wtrąceń są ,,Mecze piłki nożnej w KL Gross-Rosen'' P. Weisera, na podstawie których w dużej mierze powstał artykuł.

**Tym tekstem wraca cykl ,,Po ostatnim gwizdku''. Od teraz artykuły o tematyce historyczno-sportowej będą się ukazywały w każdym miesiącu

Czytaj więcej o: Po ostatnim gwizdku

Podziel się tym artykułem ze znajomymi

Skomentuj przez Facebooka

Treści o podobnej tematyce:

Komentarze (9)

Komentarze są domyślnie ukryte dla niezalogowanych

Pokaż komentarze