Gwiazda tygodnia: Lionel Messi

Autor: Martyna Dębińska | 26.03.2014 00:20 | komentarzy: 11 | kategoria: Gwiazda tygodnia |

„Gdzieś tam poza Ziemią, na innej planecie musi istnieć życie, bo Messi jest za dobry, a my dla niego po prostu za słabi” - tymi słowami Jürgena Kloppa chyba najlepiej można podsumować postać piłkarza FC Barcelony. Zaledwie tydzień temu został najlepszym strzelcem swojego klubu po strzeleniu hat-tricka Osasunie, teraz dokonał tego samego, ale w El Clásico.

Tym razem nie będziemy zajmować się przeszłością Argentyńczyka, tym, jak przebiegała jego kariera do dnia dzisiejszego. Ponad rok temu również został wybrany „Gwiazdą tygodnia” i opisałam to wszystko tutaj. Skoncentrujmy się na jego ostatnich wyczynach.

Jeszcze nie tak dawno był krytykowany za swoją grę, nabawił się kontuzji, która wykluczyła go na kilka miesięcy i przegrał batalię o Złotą Piłkę. Dodatkowo doszły problemy osobiste, takie jak zamieszanie podatkowe, czy niesnaski z żoną. Leo Messi jest tylko człowiekiem, a chyba każdemu z nas ciężko byłoby się skoncentrować na swojej pracy w obliczu takich okoliczności. Ale... czy Messi aby na pewno jest człowiekiem? Bo patrząc na jego ostatnie popisy na boisku można by pomyśleć, że jest on z innej planety. Piłkarz z opisanej sytuacji podniósł się niczym feniks z popiołów. Strzela gola za golem i znów znalazł się na ustach całego piłkarskiego świata, jednak teraz zawdzięcza to tylko i wyłącznie swojemu niepodważalnemu talentowi.

Po rundzie jesiennej, Leo Messi zgromadził w lidze zaledwie osiem trafień. Było to spowodowane kontuzją, lecz mało kto wtedy przypuszczał, że piłkarz zdoła dogonić w rundzie wiosennej swoich rywali o tytuł najlepszego strzelca Primera División. Diego Costa i Cristiano Ronaldo odskoczyli mu daleko. Ale czy dla Argentyńczyka są rzeczy niemożliwe? Od początku lutego strzela jak na zawołanie prawie w każdym ligowym spotkaniu (nie udało się jedynie w tym przegranym z Realem Valladolid). Od tego czasu z ośmiu bramek zrobiło się... 21! Jak tak dalej pójdzie, z łatwością przeskoczy Diego Costę i pozostanie tradycyjny już pojedynek o koronę króla strzelców z Cristiano Ronaldo.

Leo Messi ma za sobą dwa fantastyczne tygodnie. Najpierw, 16 marca odbyło się na Camp Nou spotkanie między FC Barceloną a Osasuną, które zakończył się prawdziwym pogromem. „Katalończycy” urządzili sobie festiwal strzelecki, głównym bohaterem był rzecz jasna Messi. Atakujący wpisał się trzykrotnie na listę strzelców i tym samym wpisał się również na karty historii Barcelony, jako najlepszy strzelec klubu. Wcześniej to miano należało do Paulino Alcántary, który grał dla „Blaugrany” w latach 1912-1927 i zdobył 369 bramek. Messi w meczu z „Los Rojillos” dobił do 371 goli.

Następnie przyszedł czas na niezwykle oczekiwane El Clásico. Wszyscy przed tym starciem byli zgodni - to miał być najlepszy klasyk od lat. I po części taki też był. Na Santiago Bernabéu padło aż siedem bramek, a trzy z nich zdobył właśnie Leo Messi, który zapewnił Barcelonie zwycięstwo. Dzięki temu hat-trickowi Argentyńczyk pobił rekord swojego rodaka, Alfredo Di Stéfano - został najlepszym strzelcem w historii pojedynków między Realem Madryt a FC Barceloną.

Za umiejętnościami Messiego przemawiają także opinie innych wspaniałych piłkarzy, którzy nie szczędzą mu słów pochwał. I tak Zlatan Ibrahimović, który niezmiennie i nieskromnie postrzega właśnie siebie za najlepszego, o czym niejednokrotnie głośno mówił, na temat zawodnika Barcelony wypowiedział się niezwykle krótko, jako o „prawdopodobnie najlepszym piłkarzu w historii”. Zapytany o to, którego gracza najbardziej lubi oglądać Wayne Rooney, Anglik przyznał, że Messiego. Kogo jeszcze możemy zaliczyć do zwolenników „Atomowej Pchły”? Lista jest bardzo długa, ale znajdują się na niej między innymi: Paolo Maldini, David Silva, Gianluigi Buffon, Ruud van Nistelrooy, Henrik Larsson, Gennaro Gattuso, Gerd Müller, Ottmar Hitzfeld oraz Jürgen Klopp.

Wielu jest zdania, że to on jest najlepszym zawodnikiem na świecie, a nie Cristiano Ronaldo. Dlaczego? Nie ulega żadnym wątpliwościom, że Leo Messi urodził się ze swoim talentem, natomiast CR7 wszystko zawdzięcza ciężkiej pracy. Zresztą Portugalczyk potwierdził to po odebraniu w styczniu Złotej Piłki, kiedy oznajmił, że jego dążenie do perfekcji nie jest bułką z masłem, ponieważ musi sobie wielu rzeczy odmawiać. Oczywiście, obaj strzelają mnóstwo goli, prześcigając się nawzajem, ale również motywując. Czy jeden osiągnąłby tyle bez drugiego? Wątpię. Jednak głosy (nawet kibiców z Madrytu) donoszą, że to, w czym wyróżnia się Messi, to trudne momenty, w których umie wziąć grę zespołu tylko i wyłącznie na swoje barki i w ostateczności rozstrzygnąć losy spotkania. Potrzebuje do tego swojego charakterystycznego rajdu z piłką przyklejoną do nogi, zejścia do środka i uderzenia na bramkę rywali. Czy Wy zgadzacie się z taką opinią?

Cóż, jedno jest pewne - gdyby nie Cristiano Ronaldo, Leo Messi nie miałby godnego siebie konkurenta, a gdyby nie Leo Messi, Cristiano Ronaldo osiągnąłby perfekcję już dawno temu. A tak? Wciąż obaj starają się, aby być lepszym od swojego konkurenta. Doskonale obrazują ten stan rzeczy słowa cracka z Portugalii: „Konkurencja bardzo pomaga mi, ale to nie jest tylko Messi. Jest wielu innych wspaniałych graczy takich jak Luis Suárez, Iniesta, Neymar, Bale, Diego Costa i Falcao. Messi i ja gramy w tej samej lidze. Obaj chcemy, aby nasze występy były jak najlepsze. Myślę, że rywalizacja jest dobra, bo pomaga nam się doskonalić”. Myślę, że nie trzeba dodawać nic więcej. Cieszmy się, że przyszło nam żyć w latach gry takich piłkarz, którzy będą wspominani jeszcze przez wiele, wiele lat i nie prędko znajdzie się kolejna dwójka takich gigantów.

Czytaj więcej o: FC Barcelona, Hiszpania, Lionel Messi, Argentyna, Gwiazda tygodnia

Podziel się tym artykułem ze znajomymi

Skomentuj przez Facebooka

Treści o podobnej tematyce:

Komentarze (11)

Komentarze są domyślnie ukryte dla niezalogowanych

Pokaż komentarze