Zapomniane gwiazdy: David Ginola

Autor: Bartłomiej Misztal | 28.03.2014 10:00 | komentarzy: 3 | kategoria: Zapomniane gwiazdy |

W latach 90tych Francja miała swojego idola, a był nim Eric Cantona. Nie każdy jednak pamięta, że w tych czasach grał również inny piłkarz, który nie dość, że błyszczał nad Sekwaną, to jeszcze na angielskich boiskach zrobił niemałe zamieszanie.

Urodziłem się, aby grać

David Ginola przybył na świat 25 stycznia 1967 roku. Miejscem urodzenia przyszłego piłkarza była mała miejscowość Gassin, położona na Lazurowym Wybrzeżu. Od samego początku można było dostrzec w nim materiał na futbolistę, dlatego zaczął grać w lokalnych drużynach. Z biegiem lat coraz lepiej radził sobie na boisku, a to zaowocowało pierwszym profesjonalnym kontraktem w 1983 roku z OGC Nice. Pech jednak chciał, że w tym klubie nie zagrał nawet minuty. Po sezonie zdecydował się przenieść do SC Toulon gdzie grał na pozycji pomocnika.

Przenosiny do miasta, które słynie ze znanej na całym świecie drużyny rugby, okazały się dobrym rozwiązaniem. Ginola swój pierwszy mecz w Ligue 1 zanotował 30 listopada 1985 roku. Toulon wygrał wówczas na wyjeździe z FC Metz. Francuski pomocnik nie był często wybierany do pierwszej drużyny. Dopiero następny sezon był dla niego bardziej owocny, gdyż rozegrał 35 spotkań. Brakowało mu tylko jednego – pierwszego gola we francuskiej ekstraklasie. Udało mu się to jednak osiągnąć aż 4 razy w sezonie 87/88. Toulon zajął 5 miejsce w tabeli, ale Ginola chciał osiągnąć więcej. Po zakończeniu sezonu, opuścił Prowansję.

Pomocną dłoń wyciągnął do niego Paryż. W stołecznym Racingu, Ginola miał szansę grania u boku takich sław jak Luis Fernández, Enzo Francescoli czy Maxime Bossis. Wielkie nazwiska nie były jednak w stanie zapewnić mistrzostwa Francji. Co gorsza, Racing prawie spadł do Ligue 2. Na szczęście drużynie z Paryża udało się utrzymać we francuskiej ekstraklasie. Dla Ginoli był to owocny sezon pod względem bramek, gdyż trafił aż 7 razy do siatki. W sezonie 89/90 trenerem pierwszej drużyny Racingu został Henryk Kasperczak. Nie zdołał zatrzymać w zespole największych gwiazd. Jedynie Ginola został, bo liczył, że tym razem stołeczny klub osiągnie coś więcej. Tak się jednak nie stało. Racing był skazany na grę w Ligue 2, a Ginola przeniósł się z Paryża, do Bretanii.

Dla Davida nastały dobre czasy. Michael Platini powołał go do kadry Francji, a w Stade Brestois poznał swoich późniejszych przyjaciół; napastnika Stephana Guivarc’ha i bramkarza Bernarda Lamę. Początek układał się świetnie. Ginola został jednym z najlepszych graczy w drużynie. Niestety, nad Stade Brestois i Davidem zawisły czarne chmury. Platini nie był przekonany do umiejętności francuskiego pomocnika i nie powoływał go już do reprezentacji kraju. Co więcej, klub Ginoli, podobnie jak Girondins Bordeaux, oraz OGC Nice, miał spore zadłużenia. Francuska Federacja Piłkarska zdecydowała się zdegradować wyżej wymienione kluby do Ligue 2. Ginola, tak jak w Racingu Paryż, zdecydował się zostać na kolejny sezon. Po jego zakończeniu, postanowił wrócić do Paryża, do miasta, w którym rozpoczynał najlepszy okres w swojej karierze.

Nadchodzi „El Magnifico”

Paris Saint-Germain miał wielkie aspiracje na początku lat 90tych XX wieku. W roku 1992 sprowadził bardzo zdolnych piłkarzy, takich jak: świetny obrońca Alain Roche, fenomenalny napastnik George Weah, bardzo dobry pomocnik Vincent Guérin, oraz olbrzymi bramkarz Bernard Lama. W takim gronie teraz obracał się David Ginola. Znał Lamę z czasów gry w Breście, więc o aklimatyzację w PSG nie musiał się martwić. Pozostało tylko czekać na efekty pracy tej drużyny.

Sezon 92/93 był dla „Paryżan” bardzo owocny. W lidze zajęli wysokie 3 miejsce, zdobyli Puchar Francji, a dodatkowo zostali zapamiętani za kapitalną grę w Pucharze UEFA. Szli jak burza, pokonując kolejnych rywali. W ćwierćfinale natrafili jednak na zespół z górnej półki, Real Madryt. W pierwszym starciu na Santiago Bernabeu przegrali 3:1. Ginola zdobył wtedy honorowego gola. Grając przeciwko takim piłkarzom jak Emilio Butragueño czy Iván Zamorano było niezwykle ciężko. Piłkarze z Paryża potrafili jednak odwrócić losy dwumeczu w rewanżowym spotkaniu. Gospodarze prowadzili w pierwszej połowie po golu George’a Weah. Ci, którzy widzieli ten mecz, z pewnością nie zapomną dramaturgii jaka miała miejsce w ostatnich 10 minutach tego spotkania. Najpierw kapitalnym trafieniem popisał się Ginola, 7 minut później Raí podwyższył wynik i Real był w opałach. W 89 minucie Zamorano przechylił szalę zwycięstwa na korzyść „Los Blancos”, ale po chwili to PSG było w siódmym niebie. Po dośrodkowaniu z rzutu wolnego, w polu karnym pojawił się Antoine Kombouaré, który strzałem głową dał swojej drużynie awans do 1/2 finału Pucharu UEFA. W półfinale „Paryżanie” skończyli swoją przygodę. Juventus Turyn okazał się zbyt mocnym rywalem. To jednak pokazało, że PSG może zdziałać jeszcze więcej w następnym sezonie.

Ginola już został ulubieńcem kibiców z Parc des Princes. Kibice chcieli jeszcze więcej. „Paryżanie” nie zawiedli ich. Sezon 93/94 przyniósł stołecznemu klubowi upragnione mistrzostwo kraju. Ginola zakończył go z 13 trafieniami i nagrodą dla Najlepszego Piłkarza Francji. To musiało zadziałać mobilizująco. W kolejnym sezonie PSG mogło pokazać się w Lidze Mistrzów. W tych rozgrywkach pokazali bardzo dobry futbol, grając pod wodzą bardzo dobrze znanemu Davidowi, z czasów gry w Racingu Paryż, Luisa Fernándeza. W grupie B wygrali wszystkie spotkania, chociaż za rywali mieli Spartaka Moskwę, Dynamo Kijów i Bayern Monachium. Ginola swoje pierwsze trafienie w Lidze Mistrzów zanotował w ostatnim meczu fazy grupowej. Było to starcie ze Spartakiem. W 1/4 finału przyszło im się zmierzyć z FC Barceloną. Hiszpańska drużyna została odprawiona z kwitkiem. Wprawdzie w rewanżu bliższa awansu była „Blaugrana”, ale Raí i Guerin zapewnili „Paryżanom” awans. Kibicom najbardziej zapadła w pamięć gra Ginoli, który raz za razem niepokoił defensywę „Dumy Katalonii”. Miał spory udział w zdobyciu bramek przez PSG, a prasa hiszpańska ochrzciła go mianem „El Magnifico”, czyli „wspaniały”. „Paryżanie” zakończyli rozgrywki na 1/2 finału, po porażkach z AC Milan. Tytułu mistrzowskiego we Francji nie udało im się obronić, ale Puchar Francji i Puchar Ligi Francuskiej należał do nich. Ten sezon był jednak ostatnim dla George’a Weah i Davida Ginoli. Zdobywca Złotej Piłki powędrował do AC Milan, a francuski pomocnik pojechał do Anglii, do Newcastle United.

A co z reprezentacją?

Zanim Ginola rozegrał pierwsze spotkanie na angielskich boiskach, miał miejsce w jego życiu przykry epizod. W momencie przybycia na Parc des Princes, Francuz dostał szansę powrotu do kadry narodowej. Ówczesny szkoleniowiec Gérard Houllier postawił na niego wiedząc, jak długą przerwę miał w barwach „Trójkolorowych”.

Francja rozgrywała spotkania eliminacyjne do Mistrzostw Świata, które miały odbyć się w Stanach Zjednoczonych. W grupie musieli walczyć o swoje, gdyż wygrane nie przychodziły im łatwo. O awansie miał zadecydować wynik spotkania z Bułgarią, która była wówczas bardzo mocna. Mecz był rozgrywany we Francji, więc gospodarze mieli małą przewagę.

Spotkanie już na samym początku musiało zostać przerwane, gdyż na boisku pojawił się kogut. Kilkoro graczy próbowało złapać go, ale sprytnie uciekał zawodnikom. W końcu opuścił plac gry i można było kontynuować starcie.

Pierwszy do siatki, po zgraniu piłki przez Papina, trafił Cantona. Radość francuskich kibiców była ogromna, gdyż taki wynik dawał im pewne miejsce na Mistrzostwach Świata. Mecz potoczył się jednak inaczej. Bułgaria zdołała bardzo szybko wyrównać wynik za sprawą Emila Kostadinowa. Remis nadal dawał awans ekipie francuskiej, ale w 90 minucie czarne chmury zawisły nad podopiecznymi Gérarda Houlliera. Bułgarzy przeprowadzili szybką akcję prawą stroną, a Kostadinow strzelił pięknego gola dającego awans drużynie z Bałkanów.

Po tym spotkaniu, media główną uwagę skupiły na Davidzie Ginoli, który nie upilnował bułgarskiego napastnika w końcówce spotkania. Gérard Houllier do dzisiaj powtarza, że to złe zachowanie francuskiego skrzydłowego sprawiło, że Francja nie awansowała do Mistrzostw Świata.

– David to urocza osoba. Nigdy nie miałem nic przeciwko jego zgraniu z drużyną. Nie żałuję tego, że użyłem słowa „zbrodnia” w kontekście działania Ginoli. Szczerze, lubię go, ale to jak się zachował pod koniec spotkania, to zbrodnia – powiedział Houllier.

– Moje życie ma się sprowadzać do 10 sekund? W jednej chwili wszyscy zaczęli mnie postrzegać jak bestię? Żenada. Zbrodnia? To jest śmieszne. Houllier powiedział mi, że jestem idiotą, draniem i popełniłem przestępstwo przeciwko reprezentacji Francji – odpowiedział Ginola, broniąc się na łamach Le Parisien.

A było tak blisko

W Newcastle United Ginola rozpoczął nowy epizod w swoim życiu. Od samego początku stawiano na jego umiejętności. Trener Kevin Keegan mógł tylko przecierać oczy ze zdumienia. Dzięki dobrej grze całego zespołu, ekipa Newcastle była bliska sięgnięcia po tytuł mistrzowski w Anglii.

Przełom nastąpił w meczu Pucharu Ligi Angielskiej przeciwko Arsenalowi Londyn. Ginola był trudny do upilnowania, ale „The Gunners” nic sobie z tego nie robili i raz za razem faulowali Francuza. Ginola w końcu nie wytrzymał i uderzył łokciem Lee Dixona. Z miejsca otrzymał czerwoną kartkę. To nie był jednak koniec. Angielska Federacja ukarała go zawieszeniem na kilka spotkań. Po powrocie na boisko, David nie był już tak skuteczny jak w rundzie jesiennej. Co gorsza, Newcastle zaczęło tracić punkty, a Manchester United walczył, i wywalczył pierwsze miejsce w tabeli. „Sroki” musiały zadowolić się drugą pozycją w lidze, a tytuł był tak blisko.

W następnym sezonie do Newcastle zawitali dwaj fantastyczni napastnicy, Anglik Alan Shearer, oraz Kolumbijczyk Faustino Asprilla. To wzmocniło zdecydowanie siłę ataku „Srok”. Ginola po raz kolejny pokazywał swój kunszt. W spotkaniu przeciwko Manchesterowi United popisał się pięknym uderzeniem z woleja. W Pucharze UEFA również błyszczał. Wszystko się zmieniło, gdy nowym trenerem został Kenny Daglish. Ginola nieraz się z nim kłócił i było oczywiste, że po sezonie zmieni otoczenie. Po raz kolejny mógł cieszyć się wicemistrzostwem kraju, ale w Pucharze UEFA, Newcastle nie dało rady AS Monaco w 1/4 finału.

Może okres gry w Newcastle nie był taki wspaniały jak się wydaje, ale niektórzy z sentymentem patrzą na to, jak ważnym zawodnikiem był Ginola.

– Spełniło się moje marzenie, gdyż David Ginola i Faustino Asprilla grali w jednej drużynie – powiedział w jednym z wywiadów Leszek „Eldoka” Kazimierczak, warszawski raper i wielki fan talentu Davida Ginoli.

Trofea na osłodę

Z Newcastle Ginola powędrował do Londynu. Tam reprezentował barwy Tottenhamu Hotspur. On sam prezentował się bardzo dobrze, dlatego razem z Jürgenem Klinsmannem pokazali się jako najlepsi gracze w drużynie. Pech jednak sprawił, że „Koguty” nie potrafiły wygrywać regularnie. To sprawiło, że wylądowali na 14 miejscu w tabeli. Kolejne dwa sezony były już lepsze, nie tylko dla Tottenhamu, ale dla Davida. W 1999 roku zdobył Puchar Ligi, a dodatkowo został wybrany najlepszym piłkarzem sezonu. Niestety, popadł w konflikt z trenerem Georgem Grahamem i było pewne, że opuści Londyn. Tak się stało latem 2000 roku.

W sezonie 00/01 dołączył do Aston Villi. W drużynie z Birmingham znowu błyszczał, pomimo tego, że miał już 33 lata. Jego determinacja i dobra gra sprawiły, że „The Villans” zajęli 6 miejsce w Premiership. Kolejny sezon był praktycznie zmarnowany przez liczne kontuzje, jakich doznawał Ginola. Zimą zarówno on, jak i włodarze Aston Villi zdecydowali się na rozwiązanie umowy.

David, czy też Davie G, jak lubili go nazywać kibice angielscy, przeniósł się do Evertonu. W drużynie z Liverpoolu zaliczył jedynie 5 spotkań. Problemem było to, że Ginola miał już najlepsze lata za sobą. Po zakończeniu sezonu, otrzymał zgodę od ówczesnego trenera Evertonu, Davida Moyesa na opuszczenie klubu.

Wielu zastanawiało się, jak dalej potoczy się jego kariera. Kibice francuscy liczyli na jego powrót do OGC Nice, ale Ginola zadecydował inaczej. Po epizodzie w Liverpoolu, postanowił zakończyć swoją piłkarską karierę.

Trzeba wykorzystać swoją sławę

Po rezygnacji z gry w piłkę nożną, Ginola zaczął zupełnie nowy epizod w swoim życiu. Pojawiał się w stacjach telewizyjnych, oraz występował w filmach. Podkładał głos we francuskiej wersji „Gdzie jest Nemo?”, zagrał kaprala w filmie wojennym „Ostatni Zrzut”, oraz brał udział w jednej z edycji „Tańca z Gwiazdami”.

Jest przykładnym ojcem dwójki dzieci, lubi grać w golfa i udziela się charytatywnie. W 2007 roku popierał kandydaturę Nicolasa Sarkozy na prezydenta Francji. Ma własny program telewizyjny poświęcony piłce nożnej, oraz wypowiada się w angielskich radiostacjach.

W 2010 roku złożył nawet publiczną skargę na Gérarda Houlliera za słowa, jakich francuski trener użył przeciwko Ginoli. Ta historia toczy się aż do dnia dzisiejszego. Wprawdzie mecz z Bułgarią nadal się za nim ciągnie, ale to i tak wspaniały i godny uwagi piłkarz, o którym nie wolno zapominać.

Czytaj więcej o: Francja , Tottenham Hotspur, Paris Saint-Germain, Newcastle United, Everton, Stade Brestois 29, Zapomniane gwiazdy, David Ginola

Podziel się tym artykułem ze znajomymi

Skomentuj przez Facebooka

Treści o podobnej tematyce:

Komentarze (3)

  • JuveT Triumfator
    Świetny artykuł :) Ani na chwile nie oderwałem się od czytania. Ciekawą postacią był i wiele osiągnął w swojej karierze.
  • frimeur Uczestnik LM
    nikt nie wspomnieł tu jeszcze o takim gościu co nazywał sie Patrice Loko.Ten to był agent/co weekend la Scala, Duplaix/Szkoda chłopa bo to taki drugi Sypniewski,ale ilu takich gości przegrało kariere.w Polsce .Znam co najmniej takich ananansków kilku/K Baran,Deyna albo Slawek Wojciechowski ,Buncol, Rudy itp.Szkoda gadać
  • Alekej Uczestnik LM
    Gdyby nie ten świetny artykuł,nie wiedziałbym nawet kto to jest David Ginola

Twój komentarz

Zaloguj się, aby komentować. Nie masz konta? Zarejestruj się, szybko i wygodnie.