Gwiazda tygodnia: Yaya Touré

Autor: Martyna Dębińska | 08.04.2014 10:00 | komentarzy: 4 | kategoria: Gwiazda tygodnia |

W minionym tygodniu nie mieliśmy ewidentnych bohaterów, którzy w znacznym stopniu zapracowaliby sobie na miano „Gwiazdy tygodnia”. Natomiast swoje cegiełki systematycznie przez cały sezon dokłada Iworyjczyk, który w meczu z Southampton zdobył swojego osiemnastego gola.

Urodzony w Sekoura Bouaké Yaya Touré, piłkarską karierę zaczynał w juniorskim zespole ASEC Abidżan, a pierwsze kroki jako profesjonalny gracz stawiał w KSK Beveren. Następnie przyszedł czas na takie kluby, jak Metałurh Donieck, Olympiakos Pireus oraz AS Monaco. Jednak pomocnik największe triumfy święcił w FC Barcelonie, do której trafił w letnim oknie transferowym w 2007 roku. Włodarze „Dumy Katalonii” zdecydowali się wyłożyć za Iworyjczyka 12 milionów euro, a w klauzuli odstępnego wpisano mu kwotę... 90 milionów euro. Obie strony przystały na czteroletni kontrakt. Piłkarz przywdział wówczas koszulkę z numerem 24.

Toure&Leo

Na sukcesy w nowej drużynie nie trzeba było długo czekać. W sezonie 2008/2009 (czyli premierowym sezonie Josepa Guardioli w roli trenera pierwszego zespołu), Touré pomógł Barcelonie w wywalczeniu potrójnej korony. Warto wspomnieć, że jedną z trzech zdobytych w tamtym sezonie bramek strzelił w finale Pucharu Króla, w którym „Blaugrana” zmierzyła się z Athletikiem Bilbao i pewnie wygrała 4:1. Kolejne wielkie osiągnięcia przyszły wraz z kolejnym udanym sezonem. „Katalończycy” nie mogli zacząć lepiej – Superpuchar Hiszpanii, Superpuchar Europy oraz Klubowe Mistrzostwo Kraju. To były z pewnością dwa najbardziej udane lata w karierze zawodnika z Wybrzeża Kości Słoniowej. Nic więc dziwnego, że piłkarz często myśli o „Dumie Katalonii” i wspomina ją słowami: „Barca to klub mojego życia i kocham Barcelonę. Gdybym mógł wrócić, byłoby świetnie”.

Dlaczego więc zdecydował się na opuszczenie zespołu, który tak kocha? Dlaczego wciąż myśli o powrocie? Tak samo, jak w przypadku Zlatana Ibrahimovicia, tak i w przypadku Iworyjczyka, głównym i jedynym powodem jest ówczesny szkoleniowiec Barcelony, Pep Guardiola. Obaj piłkarze zarzucają trenerowi brak komunikacji, przez co byli wręcz zmuszeni opuścić hiszpański klub. Sam Touré podkreśla: „Chciałem zostać w Barcelonie i zostałbym, jeśli Guardiola by o to poprosił, ale drzwi do jego biura zawsze były zamknięte. Nie rozmawiałem z nim podczas ostatniego roku mojego pobytu w klubie. Nie było żadnej komunikacji. W końcu Guardiola się ze mną skontaktował, ale początkowo nie mówił nic. Nie wierzył we mnie i nie chciał mnie w swoim zespole. Ja chciałem zostać, on tego nie chciał. Pozostawił mnie zażenowanego”.

Toure&Pep

2 lipca 2010 roku ogłoszono, że Yaya Touré został zawodnikiem Manchesteru City. „Obywatele” byli skłonni zapłacić Barcelonie 36 milionów euro, a umowa została zawarta na pięć lat. W 2013 roku kontrakt został przedłużony do 2017 roku, a piłkarz zwiększył dzięki temu swoje zarobki do 220 tysięcy funtów tygodniowo. Wówczas Iworyjczyk mówił: „To jest klub, w którym chcę grać. Kiedy trafiłem do City, podczas snu śniłem o trofeach. Teraz jesteśmy faworytami w każdych rozgrywkach, w których bierzemy udział”. Od czasu przybycia do Anglii, Touré wywalczył z nową drużyną mistrzostwo kraju oraz Tarczę Wspólnoty w sezonie 2011/2012. 2 marca 2014 roku wygrali również Capital One Cup, no i dla dociekliwych, nie wolno zapominać o zwycięstwie w turnieju Premier League Asia Trophy.

Niestety, są to jedyne trofea, jakie z drużyną Manchesteru City wywalczył Touré. Nadal, mimo licznych transferów, na które wydawane są kosmiczne sumy, „Obywatele” nie są w stanie ugrać niczego więcej w Lidze Mistrzów. Poprzednie rozgrywki kończyli na etapie fazy grupowej, w obecnym sezonie była to 1/8, gdzie ulegli w dwumeczu byłemu klubowi Iworyjczyka, FC Barcelonie. Wydaje się jednak, że pomocnikowi brak zespołowych sukcesów nie przeszkadza. Dobrze czuje się w Manchesterze, co potwierdza chociażby bieżący sezon, który w kwestii indywidualnych osiągnięć należy do najlepszych w karierze Touré.

Odkąd zawodnik przybył do Manchesteru City, zyskał większą swobodę na boisku, a od momentu, w którym w klubie pojawił się Manuel Pellegrini o Touré możemy mówić jako o prawdziwym przywódcy. I to nie Sergio Agüero, dotychczasowy snajper zespołu, czy któryś z nowych nabytków, Álvaro Negredo/Stevan Jovetić są najlepszymi strzelcami drużyny, lecz właśnie środkowy pomocnik. Do tej pory Yaya Touré zdobył 18 goli w lidze, dołożył także jedno trafienie w Lidze Mistrzów oraz dwa w Capital One Cup. I chociaż w klasyfikacji króla strzelców Premier League zajmuje trzecie miejsce, a do liderującego Luisa Suáreza traci 11 bramek, to mamy tu do czynienia  prawdziwym fenomenem. Jest to także absolutny rekord Iworyjczyka w dotychczasowej karierze. A do końca rozgrywek pozostało jeszcze siedem spotkań, w których z pewnością dorzuci jeszcze kilka trafień.

Pod ogromnym wrażeniem piłkarza jest również Manuel Pellegrini, który nie szczędzi słów pochwał pod adresem Touré. Co więcej, szkoleniowiec Manchesteru City jest zdania, że w tym roku piłkarzem sezonu w Premier League zostanie właśnie jego podopieczny. Chilijczyk twierdzi, że jedynym warunkiem ku temu jest wygranie przez „Obywateli” mistrzostwa kraju. Cóż, wydaje się, że jedynymi konkurentami pomocnika do tego tytułu są Luis Suárez i Eden Hazard. Choć rywale są świetnymi graczami, to nie ulega wątpliwościom, że wyczyn Iworyjczyka robi największe wrażenie. I nawet, jeśli nie doprowadzi swojego Manchesteru City do wygrania ligi angielskiej, albo sam nie zdobędzie nagrody dla piłkarza sezonu, my postanowiliśmy docenić go już teraz, przyznając tytuł „Gwiazdy tygodnia”.

Czytaj więcej o: FC Barcelona, Anglia, Manchester City, Yaya Toure, Gwiazda tygodnia, Wybrzeże Kości Słoniowej

Podziel się tym artykułem ze znajomymi

Skomentuj przez Facebooka

Treści o podobnej tematyce:

Komentarze (4)

Komentarze są domyślnie ukryte dla niezalogowanych

Pokaż komentarze