Jak Hiszpanie kupili finał

Autor: Rafał Bedlewicz | 19.05.2014 00:15 | komentarzy: 25 | kategoria: Felieton |

Żadne tam wojaże dzielnego, acz ubogiego zespołu z prowincji piłkarskiego świata, który ruszył użynać łby tyranom Ligi Mistrzów. Przygoda Atletico Madryt to raczej rejs na Madagaskar za oszczędności całego życia. Bez biletów powrotnych, bo na nie już nie starczy.

Droga złotem usłana

Kiedy finał kojarzy ze sobą takie zjawiska, zdaje się, że oto będzie oda do futbolu. Nic piękniejszego nie mogło się przecież zdarzyć. Dzieci tej samej ziemi, hiszpańskiej, czyli piłkarsko najśliczniejszej. W jednym narożniku – ojciec futbolowej Europy, w drugim – parias chętny wywrócić hierarchię do góry nogami. Kto wygra? Pieniądze. Bo to one obu ich tam zagnały.

Wśród awantury o słuszność kar, jakie Finansowe Fair Play zgotowało Manchesterowi City i PSG, zapominamy kto właściwie zaczął rozbijać banki. Transferowy bilans Realu Madryt za sezon 2009/10 to 170 milionów na minusie. Rok później – 83 miliony, dalej - 47 milionów. Do finału najchętniej rzucono by skład: Casillas (0mln), Pepe (30 mln), Ramos (27mln), Coentrão (30mln), Arbeloa (4mln), Modrić (35mln), Di Maria (25mln), Alonso (35mln), Benzema (35mln), Ronaldo (93mln) i Bale (91mln). Razem: 405 mln.

Naprzeciwko kolosa na dolarowych nogach, klub drugi. Kupuje taniej, ale wynagradza ponad swój lichy stan. Cztery lata zakupów i gaż przyniosły złoty sezon... z rachunkiem na kwotę 540 mln. Taki dług, a przy tym żadnych szans na podwyżki dla całej armii, która niebawem wyfrunie z gniazdka, bo pensje to na Vicente Calderon średnio 30% tego, co w Realu i Barcelonie. Właściciele będą przekonywać pieniędzmi z pucharów i od sponsorów. Skutek mizerny, bo to ciągle mało. Atletico jest ,,zwycięzcą jednego sezonu'', klubem bez struktury finansowej.

Rykoszetem od FFP

Co znaczy ,,struktury finansowej''? Manchester United - dla przykładu - ma oficjalny samochód,  maszynkę do golenia, piwo, przewoźnika, firmę telekomunikacyjną, pościel, nawet wodę mineralną. Plus masę kibiców, którzy kręcą biznes. To właśnie są argumenty. Madrytczycy tego nie zbudują, bo na plecach jest garb długu, a Finansowe Fair Play ,,broni’’ przed długoterminową zewnętrzną inwestycją, czyli - dajmy na to - świętym petromikołajem z kraju kataropodobnego. I przed jego pieniędzmi. Koło się zamyka.

Inna sprawa, że tak to już jest z FFP – piękna idea w założeniu, w rzeczywistości paskudna karykatura. Zamurowała status quo zamykając drogę do szczytów wszystkim, którzy u progu góry rozglądali się za jedyną ścieżką – hojnym zewnętrznym inwestorem. A ze szczytu śmieją się mistrzowie Anglii i Francji, którym pucharów nikt nie zabierze, z Ligi Mistrzów też nie wyrzuci, co najwyżej postraszy 20 milionami kary, którą nota bene wpłacą właściciele…

Czytaj więcej o: Atletico Madryt, Real Madryt, Hiszpania

Podziel się tym artykułem ze znajomymi

Skomentuj przez Facebooka

Treści o podobnej tematyce:

Komentarze (25)

Komentarze są domyślnie ukryte dla niezalogowanych

Pokaż komentarze