Na prawo cele, na lewo mundial

Autor: Rafał Bedlewicz | 01.06.2014 16:32 | komentarzy: 1 | kategoria: Po ostatnim gwizdku |

To historia o meczu rozegranym nad głowami 40 tysięcy torturowanych więźniów (może ciut mniej, część wywieziono w ostatniej chwili). Barażu o udział w Mistrzostwach Świata. Na którym pojawiła się tylko jedna drużyna. Brzmi absurdalnie? Mecz się odbył, strzelono bramkę, a zwycięzcy pojechali na mundial. Oto reżyser tego spektaklu.

Tajemnica bohatera

Mutford to mała wieś, w hrabstwie Suffolk, 160 km na północny wschód od Londynu. Znana z tego, że u progu XX w. urodził się tam Stanley Rous. Powszechna niepamięć o nim najbardziej przeraża chyba takich jak Sir Alex Ferguson. Dowodzi, że krótka pamięć futbolowego świata w pół wieku zdoła odsunąć w cień każdego.

Rous był piłkarzem, bez sukcesów. Później sędzią – tu było lepiej. W 1934 roku, gdy J. Lipski podpisywał niemiecko-polską deklarację o nieagresji, on prowadził finał Pucharu Anglii - City pokonało Portsmouth 2:1. Przed końcem roku został sekretarzem generalnym FA, skąd nie ustąpił przez prawie 30 lat. Współtworzył UEFA, stał za wejściem Anglii do piłkarskiej wspólnoty międzynarodowej, a w 1961 r. na 13 lat został szefem (później honorowym) FIFA. To on stoi za pomysłem żółtych i czerwonych kartek.  Stoi też za najokrutniejszym meczem w historii Mistrzostw Świata.

Bez dokumentów

11 września 1973 roku ginie Salvador Allende, chilijski prezydent socjalista/komunista, wspierany przez ZSRR. Władzę w wyniku puczu przejmuje Augusto Pinochet, ku uciesze zachodu. Już dwa tygodnie później generał i dyktator może symbolicznie dowieść wyższości swojej radykalnej konserwatywno-liberalnej ideologii nad komunizmem – w Moskwie reprezentacja ZSRR podejmie w barażu interkontynentalnym o udział w MŚ 1974 Chile.

Gościom cenny remis 0:0 zapewnia sędzia, prawdopodobnie przekupiony. Zwycięzcę miał wyłonić mecz w Ameryce Południowej. To był ostatni oddech, jaki w tej historii wydał futbol, dalej była już polityka. 64-tysięczny obiekt Estadio Nacional de Chile Pinochet wybrał od razu. Tuż po puczu, to tu zorganizowano obóz koncentracyjny dla więźniów politycznych, gigantyczny. Przetrzymywano, torturowano i mordowano tysiące ludzi. Reprezentację ZSRR upokorzoną już remisem przed własną publicznością chciano zmusić do gry w miejscu, gdzie ukrzyżowano komunizm. Rosjanie zaparli się, nie było słowa o ideologii, twierdzili za to, że widowisko sportowe w tak makabrycznym miejscu jest niehumanitarne. Decyzję miała podjąć FIFA.

Stanley Rous, który w 1980 r. dostał nagrodę Fair Play UNESCO, a cztery lata później Złoty Order Zasługi FIFA dał zielone światło. Na wizytację wysłał zastępcę – Abilio D’Almeidę i Helmutha Kasera, sekretarza generalnego. Pinochetowi nie udało się ukryć śladów wszystkiego, co działo się tam w ostatnich dniach, ale nie było się czego bać. Oficjele napotkawszy część torturowanych więźniów, w raporcie opisali ich w sposób ujmujący: ,,aresztowani bez dokumentów’’.

Czarny dzień futbolu

Rosjanie odmówili przyjazdu. FIFA jednak zezwoliła na spotkanie, dlatego 21 listopada przy 18 tysiącach kibiców reprezentacja Chile, wraz z sędziami i sztabem szkoleniowym pojawiła się na murawie. Odegrano hymn, rozpoczęto spotkanie, Francisco Valdes, późniejszy najlepszy strzelec w historii tamtejszej ligi, zdobył gola (choć ze spalonego…). Chwilę później arbiter przerwał mecz, Chile przyznano walkowera i to Amerykanie z Południa pojechali na mundial.

Radość wśród kibiców była ogromna, nawet mimo porażki 0:5 w sparingu, który po meczu ,,zwycięzcy barażu’’ rozegrali z Santosem. Chilijska prasa rozpisywała się o wielkim sukcesie, niechętnie i na marginesie dodając, że Rosjanie nie dotarli na spotkanie.

40 tysięcy dusz za jeden mecz

Dlaczego wielka postać światowego futbolu, niemal tak wielka jak Wiliam McGregor, czy Oscar Cox poświęca pamięć 40 tysięcy skazańców dla jednego meczu? U szczytu ,,zimnej wojny’’ prawa człowieka pozostawały tylko wybiórczo używanym hasłem. Brak zgody na baraż byłby jednoznaczny z potępieniem przewrotu, który od początku wspierał przecież Zachód. Tryumfowałby komunizm, którego obawiano się najbardziej. Po drugie, o czym mówi się rzadziej – Rous liczył, że urażone ZSRR wycofa z mundialu wszystkie reprezentacje krajów satelickich. W tej sytuacji powstałoby miejsce dla Anglików, upokorzonych brakiem kwalifikacji do tamtych Mistrzostw.

W ubiegłym roku minęło 40 lat od meczu, w którym polityka i narodowe interesy wygrały nie tylko z futbolem. Wygrały z elementarną ludzką etyką. Nie pierwszy raz piłka nożna stała się narzędziem rozgrywania brudnych interesów. Pierwszy jednak raz za narzędziem stał człowiek, którego odnajdziemy w każdym sportowym podręczniku historycznym. Bogu dzięki, tylko tam.

Czytaj więcej o: Po ostatnim gwizdku

Podziel się tym artykułem ze znajomymi

Skomentuj przez Facebooka

Treści o podobnej tematyce:

Komentarze (1)

  • strunka_zg Uczestnik LM
    to ten sam Pinochet do którego jeździli nasi prawicowi politycy gdy był w areszcie w Anglii.brawo prawy sektor

Twój komentarz

Zaloguj się, aby komentować. Nie masz konta? Zarejestruj się, szybko i wygodnie.