Händel zabrzmi po raz kolejny, zaczynamy Ligę Mistrzów!

Autor: Bartłomiej Misztal | 16.09.2014 07:00 | komentarzy: 0 | kategoria: Felieton |

Każdy sezon Ligi Mistrzów przynosi coś nowego. Nie inaczej będzie i tym razem. Najsilniejsi, najbardziej nieprzewidywalni, skazani na porażkę i debiutanci rozpoczną ciężką batalię tylko po to, aby w czerwcu przyszłego roku wznieść Puchar Europy w Berlinie.

Tradycja ponad wszystko...

 

Emilio Butragueno w jednym z wywiadów powiedział, że drużyny z tradycjami prędzej czy później wracają do czołówki. Wprawdzie te słowa dotyczyły reprezentacji Polski, ale idealnie pasują do Realu Madryt i ich mozolnej walki o to, by po 12 latach po raz dziesiąty w swojej historii wznieść wymarzony Puchar Europy.

 

Przykładów drużyn z tradycjami jest mnóstwo. Ajax Amsterdam czekał ponad 20 lat na najbardziej pożądane trofeum klubowe na świecie. Manchester United, pod wodzą Sir Alexa Fergusona, udowodnił, że dziedzictwo Sir Matta Busby'ego nie poszło w zapomnienie. Juventus Turyn powinien zdobyć już dawno 5 Pucharów Europy. Mają dwa tryumfy, ale szanse jak zawsze wielkie. Johann Cruyff dał FC Barcelonie to, czego nie udało im się osiągnąć mając w składzie takie legendy jak Ladislao Kubala, a Frank Rijkaard i Josep Guardiola kontynuowali to, co zaczął wielki holenderski zawodnik.

 

…, a pieniądze na dalszym planie

 

Gołym okiem widać, że przez fazę finałową przechodzą najbogatsi. Nie zawsze idzie to w parze z jakością prezentowanej gry, ale warto pamiętać o tym, że w dzisiejszym futbolu biedni nie mają czego szukać w europejskich pucharach, chyba, że ich drużyna składa się z samych zawodników, którzy co mecz „zostawiają płuca na boisku”. Duży budżet może jednak zadziałać odwrotnie.

 

Najlepszym tego przykładem jest AS Monaco. Trochę dziwne jest spisywanie ich od razu na porażkę, ale ich obecny poziom gry nadaje się do pokazów dla młodych piłkarzy, a nie do walki o Puchar Europy. Bogaty prezes, piłkarze, którzy mogą z łatwością omijać podatki i teren księstwa, który przyciąga największe persony z całego świata. Czego chcieć więcej? Może piłkarzy na najwyższym poziomie? Może trenera, który poukłada wszystkich graczy? A może po prostu skupiliby się na osiąganiu zakładanych wyników?

 

Lewy, czyli panaceum na bezradność Bayernu

 

W zeszłym sezonie Bayern Monachium został tak naprawdę zmieszany z błotem. Real Madryt zrewanżował się za porażkę w półfinale w 2012 roku. Ostatnio, pomimo tego, że „Gwiazda Południa” zbroi się co sezon niczym wojowniczy rycerz na wojnę, to ekipa z Bawarii zanotowała spadek formy.

 

I właśnie tutaj pojawia się postać Roberta Lewandowskiego, który w końcu wyjawił, gdzie go poniesie kariera. Bayern ubił na polskim napastniku interes życia, gdyż udało im się nabyć go, nie płacąc złamanego grosza. Sam Lewy jest wyceniany na kwotę 50 mln euro, więc „Bawarczycy” spisali się na medal. Szkoda tylko, że nie przekłada się to na wyniki. Josep Guardiola zakładał, że pozyskanie Lewego pomoże udoskonalić jego taktykę. Hiszpan narzekał na obojętność w tej sprawie Mario Mandżukicia, więc bez żalu pozwolił Chorwatowi przenieść się do Atletico Madryt.

 

Jaka jest więc rola Lewandowskiego w Bayernie? Przede wszystkim, ma strzelać bramki i to dużo. Od króla strzelców oczekuje się naprawdę wiele. Bez względu na to, czy Lewy nagle stanie się ultra-defensywnym napastnikiem, lub skrzydłowym, z założenia wszyscy będą go rozliczać ze zdobytych goli. Choćby nie wiadomo jak bardzo trener Guardiola próbował wpoić Lewandowskiemu swój pomysł na mecz, on i tak będzie musiał pozwolić sobie w niektórych momentach na odrobinę egoizmu. Oby pomógł Bayernowi, bo lepsze wyniki w klubie, wpłyną na lepsze wyniki w kadrze.

 

Kto więc wygra?

 

Angielskie zespoły grają dobrze, ale nierówno. Niemieckie są solidne, ale tylko dwa z nich nadają się na tyle, aby wywołać wielką radość na twarzach kibiców. Włosi mają silne drużyny, ale nie wydaje się, aby długo pograły. Francuzi już się zepsuli. Pozostawiono, tak naprawdę”tylko PSG, które jest zależne od jednego gracza. Kto więc nadaje się do zwyciężenia w całym turnieju? Warto poczekać na ten moment jeszcze trochę czasu. Na pewno każda z drużyn odwdzięczy się swoim fanom grą na najwyższym poziomoe.

Czytaj więcej o: Liga Mistrzów, Anglia, Hiszpania, Niemcy, Włochy

Podziel się tym artykułem ze znajomymi

Skomentuj przez Facebooka

Treści o podobnej tematyce:

  • „The Citizens” zagrali ekonomicznie, ale skutecznie

    W spotkaniu rozgrywanym pomiędzy Manchesterem City, a Feyenoordem faworyt mógł być tylko jeden. „Obywatele” zrobili swoje i zgarnęli kolejne trzy „oczka”.

    czytaj więcej
  • Napoli wygrywa u siebie, gol Zielińskiego

    Napoli grało u siebie z Szachtarem Donieck, o ile do przerwy utrzymywał się bezbramkowy remis, o tyle w drugiej połowie worek z bramkami posypał się tylko dla jednej drużyny. Swoją bramkę zdobył także Piotr Zieliński.

    czytaj więcej
  • Tottenham zwycięski, przełamanie Aubameyanga

    Na Signal Iduna Park Borussia Dortmund podejmowała lidera grupy, Tottenham. W tym spotkaniu gospodarze grali o "być albo nie być", w piękny sposób swoją niemoc strzelecką przełamał odsunięty ostatnio od składu, Pierre-Emerick Aubameyang. Pomimo tego to "Koguty" wrócą do domu w znacznie lepszych nastrojach.

    czytaj więcej
  • Niesamowity come back Sevilli. Liverpool stracił trzy bramki przewagi

    Każdy ma swój Milan. W pamiętnym finale Ligi Mistrzów, kiedy to Liverpool przegrywał 0:3 do przerwy, wydawało się, że wszystko jest rozstrzygnięte. Tak samo było we wtorkowym spotkaniu z Sevillą, jednak tym razem to "The Reds" roztrwonili pewne prowadzenie.

    czytaj więcej

Komentarze (0)

Komentarze są domyślnie ukryte dla niezalogowanych

Pokaż komentarze