,,Kto uwierzy, gdy powiem, że strzeliłem więcej bramek niż Pele?’’ cz. 2

Autor: Rafał Bedlewicz | 10.12.2014 01:50 | komentarzy: 0 | kategoria: Po ostatnim gwizdku |

Dzisiejsi snajperzy od Bicana mogliby się nauczyć dwóch rzeczy. Że to nie statystyki otwierają drogę do serc i pamięci kibiców. I że z pokorą nie wolno się rozstawać, bo nigdy nie jesteś tak dobry, by z czasem również o tobie nie można było zapomnieć.

Prawda o gwiazdorze

Pierwszą część artykułu przeczytacie tutaj

W historiach o jego dzieciństwie właściwie można przebierać – taka mnogość wersji. Światowe dziennikarstwo sportowe rozsmakowuje się w tandetnych nowelach o ubogich piłkarzach, którzy w przerwach między katorżniczą pracą w kamieniołomie, bez butów na nogach doskonalili kunszt, który po latach miał podziwiać każdy, kto rozumie słowo ,,football’’. Czy tak było z Jozefem Bicanem?

Pełnej biografii człowieka przywitanego przez życie dwiema wojnami światowymi, nie sposób ustalić. Skoro dziś tylu jest historyków, co odpowiedzi na pytanie o liczbę strzelonych przez niego bramek, to tym trudniej dociec, czy rzeczywiście karierę rozpoczynał w wiedeńskiej Hercie, mając 12 lat.

Tego się jednak trzymajmy. Podobnie tego, że nim trafił do Rapidu, zwiedził Schustek i Farbenlutz. W Rapidzie miał rozwinąć skrzydła, szybko przejmując dowodzenie w drużynie i zapewniając sobie bilet na mundial 1934 – jeden z najperfidniej ustawionych w całej historii. Ugrał tam czwarte miejsce, a po powrocie zgarnął mistrzostwo Austrii. Później był epizod w Almirze Wiedeń, skąd czmychnął do czeskiej Slavii Praga.

Spodobało mu się. Mając na uwadze czeskie korzenie, przyjął tamtejsze obywatelstwo, z hukiem wlatując najpierw do reprezentacji Czechosłowacji, a później – wskutek wojennych zawirowań – Czech i Moraw. Podania karzą wierzyć, że każdemu kolejnemu ruchowi towarzyszył progres umiejętności – podczas II Wojny miał być już tak skuteczny, że o jego grę w reprezentacji III Rzeszy zabiegał ponoć sam Adolf Hitler. Piłkarz – jak wieść dalej niesie – bohatersko odmówił, tak jak i po wojnie włoskim drużynom, obawiając się, szerzącego się tam komunizmu.

Przed końcem kariery odwiedził jeszcze FC Vitkovice Zelazarna i Hradec Klarove, by ostatecznie wrócić do Pragi. Gdy jako 42-latek kończył karierę, na koncie miał ponoć 805 bramek w oficjalnych meczach – tak przynajmniej podaje Rec.Sport.Soccer Statistics Foundation. Wynik, dodajmy, lepszy niż Gerd Muller, Ferenc Puskas, Romario, czy sam Pele. 

Prawda o człowieku

Pojutrze mija 13 lat od jego śmierci, zapomnianej, jak i cała jego kariera. Wojna sprawiła, że osiągnięcia Bicana zeszły na drugi plan, sprawy nie ułatwiały migracje między klubami i reprezentacjami, do których nie raz był zmuszany. Nie robił kariery w erze futbolowego rozkwitu, nie urodził się w piłkarskim raju, nie strzelał bramek topowym rywalom., zespoły, w których występował dawno przestały się liczyć. A co najważniejsze, powiesił buty na kołku ponad pół wieku temu - dość dawno, by słuch o nim zaginął.

Gdy w latach 60' karierę robił Pele, Bicanem znów się zainteresowano - z uwagi na jego strzeleckie rekordy. Byli tacy, co sugerowali że zdobył 5000 bramek. Przez lata niedoceniany snajper zachłysnął się całym zamieszaniem tak bardzo, że chyba sam uwierzył w tę liczbę. Pytany, dlaczego dotąd nie chwalił się imponującą sumą goli, z rozbrajającą szczerością przekonywał, że najzwyczajniej nikt by w to nie uwierzył. 

Los nieco mu dopiekł,  karząc piłkarza za próżność. Ostatnie lata życia spędził świadomy kolejnych wyróżnień graczy takich jak Pele - jeszcze za życia Bicana, Brazylijczyk był dwukrotnie odznaczany, grał w filmach, zgarnął tytuł najlepszego sportowca XX w, został twarzą Coca-Coli, czy Pumy.

W  historii Josefa Bicana widać dowód na ulotność wspomnień o graczach, którzy nie mieli boiskowego charakteru, nie wyróżniali się widowiskową techniką i nie wyciągali z futbolu całego jego piękna. Pragmatycy przekonują jednak, że do lamusa odesłał go wróg nas wszystkich, również tych, którzy dziś okopali się na szczytach - czas. 

Bican zmarł 12 grudnia 2001 roku w Pradze. Legendą futbolu pozostając tylko wśród Czechów.

* Bohater tekstu to na zdjęciu drugi piłkarz od prawej strony

Czytaj więcej o: Czechy, Austria, Po ostatnim gwizdku

Podziel się tym artykułem ze znajomymi

Skomentuj przez Facebooka

Treści o podobnej tematyce:

Komentarze (0)

Brak komentarzy, bądź pierwszym komentującym

Twój komentarz

Zaloguj się, aby komentować. Nie masz konta? Zarejestruj się, szybko i wygodnie.