Trzech geniuszy w Zurychu

Autor: Patryk Prokulski | 12.01.2015 13:52 | komentarzy: 28 | kategoria: Okiem kibica |

W Internecie póki co spokojnie. Ale to prawdopodobnie cisza przed burzą. Już za kilka godzin eksperci, kibice, Hala i Visca Dzieci będą przerzucać się argumentami (ci ostatni zapewne też jadem) na temat słuszności wyboru zwycięzcy Złotej Piłki. A tak naprawdę, dużo ciekawsza rywalizacja dotyczyć będzie osoby Trenera Roku.

Chociaż nagroda ta istnieje dopiero od kilku lat, nie umniejsza to faktowi, że będzie to najbardziej pasjonujący wybór w historii tej kategorii. W żadnym z poprzednich sezonów finałowa trójka kandydatów nie miała tak równo rozłożonych zasług.

Spójrzmy na finałową trójkę za rok 2010. Statuetka wędruje do Jose Mourinho, który wraz z Interem zdominował klubową piłkę, zdobywając potrójną koronę. Rywalizację w tamtym plebiscycie mógł z nim podjąć tylko Vicente Del Bosque, który miał wtedy na koncie Mistrzostwo Świata z La Furia Roja. Pep Guardiola? Wygrana La Liga, a także mało prestiżowe Superpuchary Hiszpanii, Europy i KMŚ. Po pierwsze, Superpuchary  są (przynajmniej w moim odczuciu) niejako przedłużeniem poprzedniego sezonu, a nie owocem ciężkiej pracy w kampanii 09/10, a przede wszystkim, Pep poległ w bezpośrednim starciu z Mourinho, w półfinale Champions League. Widać więc, że z finałowej trójki tylko dwóch kandydatów miało realne szanse na triumf.

Rok następny – podobna historia. Zwycięża Guardiola, który wziął odwet na Portugalczyku, wyrzucając go w półfinale Ligi Mistrzów i wygrywając ligę z Barceloną. Drugi jest Ferguson, który co prawda triumfował z Czerwonymi Diabłami w Anglii, ale już w finale najważniejszych klubowych rozgrywek musiał uznać wyższość Dumy Katalonii. The Special One, który zdobył tylko Puchar Króla, jest w finałowej trójce trochę z braku laku. Jak widać, zwycięzca mógł być tylko jeden.

Nagrodę za rok 2012 zgarnął Vicente Del Bosque, i nic dziwnego, skoro ani drugi Mourinho, ani Guardiola, nie zdobyli nawet Ligi Mistrzów. Portugalczyk mógł się pochwalić imponującym mistrzostwem Realu (100 punktów i 121 zdobytych goli, rekordy w historii ligi), ale na tym koniec. Pep miał tylko Puchar Króla i znów, mało znaczące Superpuchary. Zwycięstwo kogokolwiek innego niż Sfinksa byłoby skandalem.

Ostatnia gala to również oczywiste zwycięstwo Juppa Heynckesa, który zdystansował Jürgena Kloppa, podobnie zresztą jak w Lidze Mistrzów i Bundeslidze. Trzecie miejsce zajął odchodzący na emeryturę Sir Alex, który w mało zachwycającym stylu zdobył Mistrzostwo Anglii.

Obecnie w finałowej trójce jest trzech silnych kandydatów. Reprezentacja Niemiec Joachima Löwa po prostu przejechała się po rywalach w Brazylii, a gwałt na gospodarzach przejdzie do historii wszystkich Mistrzostw Świata. Die Mannschaft grali nie tylko skutecznie, ale także ładnie dla oka, a Low osiągnął to, co nie udało się poprzednio Jürgenowi Klinsmannowi. Uczeń przerósł mistrza.

Carlo Ancelotti spełnił sen całego madridismo, sięgając po 10. Puchar Europy. Niezależnie od tego, ile jeszcze potrwa kariera Włocha na Santiago Bernabeu i czy będzie pełna sukcesów, czy nie, Carletto na stałe zapisał się w historii Realu Madryt. Pod jego wodzą Los Blancos stali się najlepszą drużyną w Europie, również jeżeli chodzi o styl gry. Włoch przyczynił się także do tego, że Barcelona po raz pierwszy od dobrych kilku lat skończyła sezon bez żadnego z najważniejszych trofeów (Liga, CdR i LM), ogrywając Katalończyków w finale Copa del Rey na Estadio Mestalla.

Chociaż jestem fanem Realu i miniony rok mogę od strony kibicowania im zaliczyć do bardzo udanych, uważam, że najlepszym trenerem ostatnich 12 miesięcy był Diego Simeone i to jemu należy się ta nagroda. Robota, którą Argentyńczyk wykonuje na Vicente Calderon oraz fakt, że Atletico od grudnia 2011 roku nieustannie odnotowuje progres, jest po prostu zachwycająca. Oto klub z dużo mniejszym budżetem od gigantów rozbił hiszpański duopol. Wygrana w pojedynczym meczu z Realem czy Barceloną to sukces, ale wyprzedzenie ich na przestrzeni 38 kolejek to już wielki wyczyn. Pokazuje to, że Simeone stworzył zespół zdolny do powtarzalności i automatyzmu, a nie tylko pojedynczych zrywów.

Dodatkowo Los Rojiblancos wstrząsnęli całą Europą, docierając aż do finału Ligi Mistrzów i tak naprawdę zabrakło sekund, by o kandydaturze Ancelottiego nie było nawet co myśleć. Ot, piękno futbolu i dowód, że to gra detali. Simeone toczy zresztą z trenerem Realu bardzo wyrównane pojedynki – Włoch był górą w Champions League i Pucharze Króla, Argentyńczyk wygrał Superpuchar Hiszpanii, miał też lepszy bezpośredni bilans starć w Primera Division. A wszystkie te sukcesy osiągnął mając do dyspozycji gorszych piłkarzy niż Ancelotti  i Löw. Albo inaczej: to Simeone sprawił, że jego piłkarze osiągnęli poziom gwiazd Realu i Niemiec.

Nie mówię, że brak wygranej Cholo będzie złym wyborem. Każdy rezultat przyjmę ze zrozumieniem, bo to piekielnie wyrównana stawka, a każdy ma mocne argumenty, by sięgnąć po trofeum. I za to, jako pasjonaci futbolu, możemy być wdzięczni – w minionym roku oglądaliśmy trzy kapitalne zespoły, prowadzone przez wybitnych trenerów.

Czytaj więcej o: Carlo Ancelotti, Nagrody, FIFA, Diego Simeone, Joachim Löw

Podziel się tym artykułem ze znajomymi

Skomentuj przez Facebooka

Treści o podobnej tematyce:

  • Duet Mandżukić - Ronaldo dał Juve trzy punkty

    Poprzednie spotkanie między zespołami miało miejsce w kwietniu. Wówczas lepsi okazali się „Błękitni”, którzy wygrali 1:0 po golu Kalidou Koulibalego. Dzisiejsza potyczka zakończyła się po myśli „Zebr” z Turynu.

    czytaj więcej
  • Napoli rozpędza się powoli; dublet Milika

    „Błękitni” szukają punktów w Serie A. Lekarstwem na nieskuteczność piłkarzy Carlo Ancelottiego miała być potyczka z Parmą. Zgodnie z oczekiwaniami lepsza okazała się ekipa spod Wezuwiusza.

    czytaj więcej
  • „Los Colchoneros” skuteczni jak nigdy

    Atlético Madryt na Wanda Metropolitano mierzyło się z czerwoną latarnią La Ligi, Hueską. Gospodarze zaprezentowali kibicom prawdziwy piłkarski spektakl. Dominacja „Atléti” była dostrzegalna niemal w każdym aspekcie gry.

    czytaj więcej
  • Słaba, choć zwycięska potyczka Napoli

    „Fiołki” gościły dziś na Stadio San Paolo, gdzie Napoli chciało odkupić swoje winy za przegrane spotkanie z Sampdorią. Podopiecznym Carlo Ancelottiego udało się co prawda wygrać z Fiorentiną, ale ponownie nie zachwycili kibiców.

    czytaj więcej
  • Przez Neapol, Paryż, Liverpool... i Belgrad

    Spotkania grupowe Ligi Mistrzów zbliżają się wielkimi krokami. W grupie C zmierzą się ze sobą drużyny z Paryża, Liverpoolu, Neapolu oraz Belgradu. Mistrzowie Serbii awansowali do elitarnych rozgrywek po raz pierwszy od momentu założenia Champions League.

    czytaj więcej

Komentarze (28)

Komentarze są domyślnie ukryte dla niezalogowanych

Pokaż komentarze