Mix Arta czyli subiektywne podsumowanie tygodnia

Autor: Paweł Linert | 09.02.2015 22:54 | komentarzy: 31 | kategoria: Okiem kibica |

Blamaż Realu Madryt, porażka Arsenalu z Tottenhamem, przełamanie Borussii czy owocne wypożyczenia Ajaxu czyli co sprawiło, że rozmowy o piłce były w zeszłym tygodniu takie ciekawe.

Biały to kolor porażki, biały to kolor kapitulacji, biały to kolor Realu Madryt. Wprawdzie Królewscy wygrali zaległy mecz z Sevillą w tygodniu wlewając optymizm w serca swoich kibiców i budując przewagę nad Barceloną do czterech punktów, ale wszystko w sobotę posypało się jak domek z kart. Otóż mecz z Atletico pokazał, że Real jest kompletnie bez formy i bez pomysłu na grę, a brak kilku zawodników niszczy całą koncepcję Ancelottiego. Załamanie formy Królewskich widać od początku roku, a korzystne wyniki z ligowymi średniakami i słabeuszami jedynie przesłaniają prawdziwy obraz gry Realu. Najistotniejsze w ocenie formy Los Blancos są pojedynki z silnymi rywalami, a te zakończyły się porażkami na Estadio Mestalla, a także dwukrotnie na Estadio Vicente Calderón. Do ostatniego derbowego pojedynku Real nawet nie wyszedł z szatni, a Złoty Ronaldo chyba wciąż myślami był na przymusowym urlopie po boiskowym MMA w meczu z Cordobą. Tymczasem rywal zza miedzy po wygranej zaciera ręce bo to już tylko 4 punkty straty. 

Jeszcze lepsze nastroje w Barcelonie, gdyż strata do lidera to już tylko jeden punkt. Ktoś powie że to wciąż punkt i liderem jest Real, ale patrząc na grę obu zespołów nie mam wątpliwości, że to kwestia czasu aż Barcelona wyjdzie na czoło stawki i prędko pierwszego miejsca nie odda. Messi bowiem znów jest liderem drużyny jakiego Realowi brakuje w osobie bezbarwnego Ronaldo. Czy to wina trenera czy może brak motywacji spowodowany przesytem nagród i wyróżnień?

 Dużo mniej emocji w Premier League. Tej samej Premier League, którą zawsze uważałem za najbardziej nieprzewidywalną i w której zawsze najwięcej się działo. Przyzwyczajamy się bowiem do tego, że Chelsea pewnie zmierza po tytuł, że Yaya Toure poza kadrą City oznacza porażkę lub remis klubu z Etihad Stadium, że United nie potrafią grać (szczególnie nie potrafią grać na wyjeździe), że Arsenal znów powalczy jedynie o Top 4, a nie o Mistrzostwo...

Chelsea w tym sezonie
Może to za wcześnie koronować klub ale wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że to The Blues wygrają ligę angielską. Jako kibicowi United ciężko mi wybierać między nimi, a City, ale patrząc na formę i indywidualności w zespole, to tytuł należy się ekipie ze Stamford Bridge. Boli natomiast to, że walka o ten tytuł może się tak szybko rozstrzygnąć, chociaż tli się we mnie nadzieja, że gdy wróci Yaya i zagra Wilfried to może być jeszcze ciekawie. Czy ktoś się do tej walki włączy? Oczywiście że nie! Wojna będzie o miejsca 3 i 4 i to na kilku frontach. Mamy przecież Southampton, Manchester United, Tottenham, Arsenal i Liverpool. Święci kroczek po kroczku, może nawet po cichu ale skutecznie zdobywają kolejne cenne punkty. Zastanawiam się czy starczy im sił na koniec sezonu bo jeszcze sporo spotkań, a ławka wcale aż tak imponująca nie jest. United – tu o bezradności można napisać pracę magisterską, ba doktorską nawet. Zespół naszpikowany mega gwiazdami, z mega kontraktami i z mega (co trzeba uczciwie przyznać) umiejętnościami gra jak ligowy średniak. Zespół, który się męczy z drużyną z środka tabeli CZWARTEJ ligi, który ledwo remisuje z WHU w ostatnich sekundach spotkania nie zasługuje na grę w Lidze Mistrzów. Di Maria zagrał w tym roku cztery mecze i w żadnym nie strzelił bramki ani nawet nie asystował (dobitka jego strzału z Leicester asystą nie jest). Rooney zagrał w 2015 roku 5 spotkań w Premier League i nie oddał nawet celnego strzału na bramkę, asysty też nie zaliczył. Ba, od czasu gdy ostatni raz Anglik celnie strzelał w lidze angielskiej, do siatki trafiło aż dziesięciu obrońców w innych klubach, a Real zdążył przegrać już trzy razy swoje pojedynki. Gdzie boiskowa inteligencja, która podpowiada by zagrać inaczej skoro trenowany schemat okazuje się w danym meczu do dupy? Gdzie te umiejętności skoro Di Maria strzela z dokładnością 20%, a podaje jeszcze gorzej bo na 12%? Wiem, może podnieść im zarobki!? Wyższe zarobki nie są potrzebne Kogutom, które pokonały Kanonierów znów bez Wojtka w składzie. Tottenham ma dość ciekawą drużynę, która głodna jest sukcesów, a najważniejszym graczem jest Harry Kane. Ten sam, który w wieku ośmiu lat rozwijał się w szkółce ...Arsenalu. Ten sam, którym już podobno interesuje się niejaki Real Madryt. Świetne derby północnego Londynu rozbudziły mój apetyt przed derbami Merseyside. Wszakże to ostatni taki mecz Gerrarda, wszakże do składu The Reds wrócił Sturridge, wszakże tam wciąż jest Balotelli. Liczyłem na gromy i wielkie widowisko, ale srogo się zawiodłem. Bezbarwne spotkanie z którego nie pamiętam ani jednego momentu i o którym nie da się więcej pisać.

Zupełnie jak spotkanie o Puchar Afryki między Wybrzeżem Kości Słoniowej a Ghaną. Był to finał, o którym marzyłem od początku turnieju ale chyba stawka meczu przerosła piłkarzy obu drużyn. Karne zaś wynagrodziły wszystkie minuty patrzenia w ekran bo takich emocji dawno nie widziałem. I tylko Gervinho na pełnym luzie jakby w swoim świecie...

W serie A Juventus znów nadrobił punkty nad Romą więc o tym nie ma co się zbytnio rozwodzić. Jak widać przed Milanem jeszcze długa droga by myśleć o powrocie do czołówki. O drugim miejscu w lidze coraz częściej myślą za to w Neapolu. Cztery wygrane mecze z rzędu i już tylko cztery punkty straty do bezbarwnej ostatnio Romy. Dodatkowo świetnie wkomponował się w drużynę Gabbiadini co zapowiada pasjonującą walkę o fazę grupową LM. Świetna forma także Torino, które również może pochwalić się czterema wygranymi pojedynkami z rzędu, zatem puchary europejskie coraz bliżej. Ciekawostką jest również to, że drugim obecnie najlepszym strzelcem w Serie A jest Mauro Icardi z Interu. Argentyńczyk strzelił 13 bramek z wszystkich 33 jakie Nerazzurri zdobyli w tym sezonie. Ostatni mecz podopieczni Manciniego wreszcie wygrali i kto wie, może to jest te przełomowe spotkanie dla Mediolańczyków. Na pewno ostatni tydzień był policzkiem dla Podolskiego, którego trener nie zgłosił do meczów Ligi Europy. Cóż Poldi, nie zagrasz w finale z Legią...

Przeszedł czas na Bundesligę, w której wreszcie wygrała Borussia i to w meczu na szczycie (swoich możliwości). Wygrała ale zaliczyła też porażkę co w ogólnym bilansie pozwoliło jedynie na awans o dwie pozycje. Przykro było patrzeć na to jak bezradni obrońcy motali się we własnym polu karnym gdy bramkę zdobywał Bobadilla, przykro było patrzeć na trenera Kloppa, który musiał ucinać spekulacje o swoim odejściu. Wrócił Błaszczykowski, Reus podobno ma jednak zostać w Dortmundzie więc może to będą sygnały dla całej drużyny by walczyć. Walczyć musi też Lewandowski, który zaraz zacznie grzać ławę jak Szczęsny albo Milik. Bayern nie zachwyca po przerwie zimowej, a Polak to już zupełnie odstaje od zespołu, czyżby syndrom Ronaldo? Tylko jakby nagród troszkę mniej od Portugalczyka...

I jeszcze zagwozdka: Zespół aspirujący do mistrzostwa kraju nie potrafi wygrać od trzech spotkań. Wreszcie w czwartym kolejnym odnosi zwycięstwo w 88. minucie spotkania bo błędzie bramkarza drużyny przeciwnej, który jest tam wypożyczony właśnie z owego zespołu. Można? No można!

Czytaj więcej o: AC Milan, Arsenal FC, Chelsea FC, Atletico Madryt, FC Barcelona, Bayern Monachium, Inter Mediolan, Juventus Turyn, Liverpool FC, Manchester United, Real Madryt, AS Roma, Tottenham Hotspur, Ajax Amsterdam, Borussia Dortmund, Manchester City, Everton, Southampton, SSC Napoli, Okiem Arta

Podziel się tym artykułem ze znajomymi

Skomentuj przez Facebooka

Treści o podobnej tematyce:

Komentarze (31)

Komentarze są domyślnie ukryte dla niezalogowanych

Pokaż komentarze