Bariera nie do przejścia? Czas wziąć odwet za wcześniejsze niepowodzenia

Autor: Bartłomiej Misztal | 30.04.2015 23:00 | komentarzy: 13 | kategoria: Analiza |

Najwyższa pora zrewanżować się za porażki sprzed lat, za półfinał z sezonu 02/03, za 1/8 finału z sezonu 04/05, a przede wszystkim, za niemoc w starciach z Juventusem Turyn. Real pragnie tego i wydaje się, że tym razem im się powiedzie.

Cofnijmy się o kilka lat. Jest rok 2003. Do półfinału Ligi Mistrzów dostają się Real Madryt, po wygranej w starciach z Manchesterem United oraz Juventus Turyn, który wyeliminował wcześniej FC Barcelonę. Tym razem wcześniej wymienieni zwycięzcy musieli zmierzyć się ze sobą w walce o awans do ostatniej fazy rozgrywek o Puchar Europy. Na Santiago Bernabeu Real wygrywa 2:1, ale na Stadio dele Alpi wszystko mogło się zmienić. I tak też było. Najpierw do siatki trafił David Trezeguet, kolejny był Alessandro Del Piero, a kiedy Pavel Nedved strzelił gola nikt nie miał wątpliwości, że to Juventus zagra w wielkim finale na Old Trafford i nawet honorowa bramka Zinedine’a Zidane’a nie była w stanie nic zdziałać. Dwa lata później było podobnie. Wygrana w Madrycie 1:0 po golu Ivana Helguery, a w Turynie David Trezeguet daje nadzieję trafiając z przewrotki. Tym, który zapewnia miejsce w ćwierćfinałach jest Marcelo Zalayeta. Starcia tych drużyn w fazie finałowej prawie zawsze były niekorzystne dla „Królewskich", ale teraz to się może zmienić.

Jak obie drużyny podchodzą do rywalizacji o Puchar Europy na ten moment? Patrząc na Juventus można odnieść wrażenie, że całą swoją energię i najlepszych zawodników trener Allegri będzie chciał wykorzystać właśnie w półfinale Ligi Mistrzów. Tylko cynik powiedziałby, że mistrzem Włoch w tym sezonie zostanie np. Lazio. Juventus ma zbyt dużą przewagę na ten moment. Wiedząc, że trofeum mistrzowskie zostanie tam, gdzie było przez ostatnich kilka lat, można zawalczyć o europejskie puchary. „Bianconeri” od czasu afery Calciopoli musieli przywrócić swój blask oraz udowodnić wszystkim, że da się odbudować wszystko. Od 5 lat włoskie kluby są tak naprawdę „rywalem z przymusu” dla tych, którzy mają wygrać Ligę Mistrzów, czyli muszą grać, bo jakimś cudem udało im się znaleźć w danym gronie tzw. elity europejskiej, ale z marszu są skazani na porażkę. Widać przełom. W europejskich pucharach grają Juventus, Napoli i Fiorentina, a za nimi mogą pójść kolejni.

W Madrycie zawsze wymaga się bardzo, bardzo dużo od piłkarzy Realu. Mnóstwo sukcesów na krajowym i międzynarodowym podwórku, wielkie nazwiska sprowadzane za astronomiczne kwoty i kilka innych czynników spowodowały, że kibice „Los Blancos” po prostu przyzwyczaili się do takiego stanu i nie można im wmówić, że teraz trzeba oszczędzać, puchary kiedy indziej się zdobędzie, a niższe miejsca na podium La Liga też są przyjemne. Bzdura! Real zawsze musi być pierwszy. To może być trudne, przy założeniu, że FC Barcelona będzie grała tak, jak dotychczas. Skoro pierwsze miejsce w lidze nie jest pewne, to może warto skupić się na obronie tytułu najlepszej drużyny Europy? I tak znajdą się w przyszłorocznej edycji Ligi Mistrzów, więc walka o finał w Berlinie może smakować lepiej niż sukces w Hiszpanii. Real ma ogromną szansę na obronę Pucharu Europy i zapisania się w historii futbolu jako pierwsza drużyna, która tego dokonała.

Na papierze, Juventus nie jest w stanie poradzić sobie z Realem w tym momencie. Siła ofensywna, bardzo dobre rozegranie, szybkie ataki, zwarta obrona i motywowanie piłkarzy przez Carlo Ancelottiego to coś, co daje „Los Blancos” przewagę w tym dwumeczu. „Bianconeri” również nie wypadają źle. Brakuje im jednak tego czegoś, co pozwoliłoby im skutecznie pokonywać kolejnych rywali, bez względu na ich poziom. Już w ćwierćfinale było widać, że Juventus popełnia błędy i to takie, które spokojnie mogłyby ich pogrążyć i wyeliminować z dalszych rozgrywek o Puchar Europy. Podopieczni Massimiliano Allegriego mogą dziękować opatrzności, że AS Monaco nie wykorzystało w pełni swoich okazji. W meczach z Realem nie mogą sobie już pozwolić na błędy, bo tutaj ważą się losy awansu do finału w Berlinie.

„Los Blancos” mają przewagę, ale to wcale nie oznacza, że nie muszą niczego poprawiać, ani wystrzegać. Przede wszystkim, widać w drużynie wyraźny brak Luki Modricia. Chorwat dawał tą kreatywność, której teraz Realowi trochę brakuje. Co więcej, w ofensywie nie jest tak kolorowo, jakby sobie tego wszyscy życzyli. Javier Hernandez wprawdzie pokazał się z dobrej strony zastępując Karima Benzemę, ale Gareth Bale nie może pokazać pełni swoich możliwości, a Cristiano Ronaldo chyba sam uważa, że jego gra mogłaby wyglądać zdecydowanie lepiej. Spotkania z Atletico Madryt w ćwierćfinale są najlepszym dowodem na to, że jeżeli rywal ma dobrze grającą defensywę, to dotychczasowe pomysły Realu na strzelenie gola były po prostu nieskuteczne. Muszą lepiej je wykorzystywać, jeżeli chcą zawczasu  zdobyć zaliczkę w pierwszym meczu z Juventusem, a następnie kontrolować grę po swojemu.

Liga włoska przeżywa mały renesans i dobrze, bo nic tak nie cieszy jak zespoły, które mogą z dumą pokazywać swoją klasę nie tyle na krajowym, co międzynarodowym podwórku. W Turynie czekają na Puchar Europy od 1996 roku. Jeszcze trzy razy mogli to powtórzyć, ale bezskutecznie. To trofeum na pewno ożywiłoby całą ligę i pokazało, że nie należy skreślać Serie A. Z kolei liga hiszpańska ma się całkiem dobrze, a będzie się miała jeszcze lepiej, jeżeli Real da wspaniały popis umiejętności piłkarskich i obroni trofeum Ligi Mistrzów. Plan jak najbardziej realny, ale najpierw trzeba wygrać z rywalem, z którym zawsze było pod górkę. Być może się uda, ale Juventus łatwo skóry nie sprzeda. I tego się trzymajmy, bo wyrównana walka to coś, co kochają kibice.

Typ LigaMistrzow.com: awans Real Madryt

Czytaj więcej o: Liga Mistrzów, Juventus Turyn, Real Madryt, Hiszpania, Włochy, Juventus - Real Madryt 2015-05-05, Real Madryt - Juventus 2015-05-13

Podziel się tym artykułem ze znajomymi

Skomentuj przez Facebooka

Treści o podobnej tematyce:

Komentarze (13)

Komentarze są domyślnie ukryte dla niezalogowanych

Pokaż komentarze