Trener Realu Madryt, czyli najtrudniejszy zawód świata

Autor: Kacper Chwedoruk | 28.05.2015 04:00 | komentarzy: 26 | kategoria: Felieton |

Bez wątpienia Real Madryt jest jedną z największych firm piłkarskich. Bardzo ciężko jest odmówić takiemu klubowi, jeśli tylko pojawi się oferta. Być trenerem Realu Madryt to wielkie osiągniecie w karierze każdego szkoleniowca. Oznacza to, że jest się jednym z najlepszych w swoim fachu, jeżeli dostajesz możliwość sterowania takim zespołem. Jest to również ciężkie zadanie i wielka odpowiedzialność, o czym niedawno przekonał się Carlo Ancelotti.

Przeglądając historię szkoleniowców Realu Madryt, możemy zadać sobie pytanie: Do czego dąży Florentino Perez? Prezydent wydaje ogromne pieniądze na transfery każdego roku i wymagania jakie stoją przed trenerem są wysokie, czasami nawet nieosiągalne. Wydając tyle kasy, Perez zapomina, że w innych zespołach również są klasowi zawodnicy, którzy mogą mu zagrozić w wygrywaniu trofeów. Ciągłe zmiany trenerów na pewno w tym nie pomagają, jednak najwyraźniej Perez tego nie rozumie.

 

Obecnie Królewscy pozostają bez menedżera, po tym, jak Perez postanowił zwolnić Carlo Ancelottiego. Pojawiło się już wiele spekulacji na temat następcy Włocha, ale o tym w dalszej części. Teraz chciałbym zwrócić uwagę na to, którym trenerem Realu był Ancelotti za prezydentury Pereza.

 

Najpierw przypomnijmy, że Florentino był prezydentem w latach 2000-06, a następnie objął ster w 2009 roku, gdzie zasiada do dziś. Działacz do tej pory zwolnił aż ośmiu szkoleniowców, co średnio daje nieco ponad rok pracy. W tak krótkim czasie żaden trener nie będzie w stanie stworzyć drużyny, która osiąganie sukcesów będzie miała we krwi i robiła to regularnie.

 

Warto wspomnieć, że trenerami, którzy najdłużej prowadzili Real byli Vicente del Bosque oraz Jose Mourinho. Obecny selekcjoner reprezentacji Hiszpanii spędził w madryckim zespole trochę więcej niż trzy i pół roku, z kolei Portugalczyk nieco ponad trzy lata. Każdy z nich miał wielki wpływ na losy klubu w rozgrywkach ligowych czy też pucharowych. Pierwszy z wymienionych, czyli del Bosque, zdobył z Realem dwa mistrzostwa Hiszpanii, triumfował dwukrotnie w finale Ligi Mistrzów oraz dwukrotnie odpadał w półfinale tych rozgrywek. Natomiast Mourinho wygrał dwa razy z Realem Primera Division i trzykrotnie odpadł w półfinale LM.

 

Skupiłem się tylko na dwóch rozgrywkach, bowiem to one najlepiej oddają pracę szkoleniowca w danym klubie. Obaj mieli wielki wpływ na to, co działo się z Realem. Pierwszy sezon Del Bosque uratował triumfem w Lidze Mistrzów. Warte odnotowania jest to, że nigdy nie udało mu się wygrać Champions League i ligi hiszpańskiej w jednym sezonie (zresztą nie tylko jemu, bo i Mourinho i Ancelottiemu nie udało się tego osiągnąć). Ta sytuacja świetnie pokazuje, że niezwykle ciężko jest zdobyć najważniejsze puchary w jednym sezonie, nawet jeśli dysponuje się takim składem jaki posiadał del Bosque, który do dziś pamiętamy jako ƒ„Galacticos".

 

Perez po sezonie 2002/03 niespodziewanie zwolnił del Bosque. Do dziś tylko on sam wie dlaczego to zrobił. Nie wydaje mi się, żeby jakiś inny właściciel podjął decyzję o zwolnieniu trenera, który w danym roku wygrał swoją ligę, a także awansował do półfinału Ligi Mistrzów. Takie rzeczy tylko w Realu, a jak to się odbiło na przyszłość, każdy kibic Los Blancos doskonale pamięta.

 

Decyzja o rozstaniu się z del Bosque była fatalna, a Real płacił za to kilka ładnych sezonów. Klub z Madrytu dopadła klątwa, która sprawiła, że nie potrafili przebrnąć przez 1/8 finału Ligi Mistrzów aż do zatrudnienia Jose Mourinho. Miało to miejsce od sezonu 2004/05 i trwało przez kolejnych sześć lat. Real nie zaistniał również w Europie rok po zwolnieniu del Bosque. Swoją przygodę zakończył na ćwierćfinale. Na krajowym podwórku też mieli problem, bowiem wygrali ligę tylko dwukrotnie, z czego raz dzięki regulaminowi rozgrywek (równa liczba punktów z Barceloną, słabszy bilans bramkowy, ale o mistrzostwie decydowały bezpośrednie starcia, w których Real okazał się lepszy).

 

Rozstanie z del Bosque odbiło się wielką czkawką dla Pereza. Zrezygnował z pełnienia funkcji prezydenta w 2006 roku, ale za trzy lata ponownie objął to stanowisko. Dał sezon szansy Manuelowi Pellegriniemu, jednak ten nie sprostał oczekiwaniom i zastąpił go Jose Mourinho. Perez niesamowicie pompował pieniądze w klub – bijąc rekord transferowy przy sprowadzeniu Cristiano Ronaldo – ale zdało się to na dwa mistrzostwa i przerwanie niechlubnej serii w Lidze Mistrzów. Mourinho zakończył jedną passę, przy okazji rozpoczynając drugą. Portugalczyk nie potrafił przebrnąć przez półfinały, a docierał tam w każdym sezonie pracy na Santiago Bernabeu.

 

Po sezonie 2012/13 rozstał się z Realem. Przez trzy lata trenowania madryckiej drużyny zdobył dwa mistrzostwa Hiszpanii oraz dorzucił Puchar Króla, którego Perez – żeby było jasne, będąc prezydentem – nigdy nie zdobył.

 

Pożegnanie z Mourinho dało szanse kolejnemu doświadczonemu fachowcowi. A więc przyszedł czas na Carlo Ancelottiego. Jego głównym celem było zgarnięcie dziesiątego Pucharu Europy, czyli słynnej La Decimy, która stała się niemal obsesją Pereza. Włoch zapewnił to mu już w pierwszym sezonie swojej pracy. Co prawda, znów kosztem Primiera Division, bowiem Real zakończył rok 2014 na trzecim miejscu, ale z tytułem najlepszej drużyny Europy i zwycięstwem w Pucharze Króla.

 

Kolejny rok Ancelotti rozpoczął od wygranego pojedynku z Sevillą o Superpuchar Europy. Triumf może to i żaden, ale zawsze jeden więcej puchar w gablocie oraz w CV trenera czy zawodników. Następnie przyszła niesamowita seria 22 zwycięstw z rzędu. Po drodze nastąpił historyczny sukces w postaci zgarnięcia Klubowego Mistrzostwa Świata. Historyczny, bowiem nigdy wcześniej Real nie zdobył tego trofeum.

 

Wydawało się, że wszystko idzie w dobrym kierunku. Że Ancelotti może zrobić z tych piłkarzy niesamowitą maszynkę do wygrywania. Jego podopieczni osiągnęli nieziemską formę, ale nastąpiło to w zbyt wczesnej fazie sezonu. Real odpadł w półfinale Ligi Mistrzów, został wicemistrzem Hiszpanii, więc Perez znalazł kozła ofiarnego i zwolnił byłego szkoleniowca, między innymi, Paris Saint-Germain.

 

Po dobrym sezonie w wykonaniu Królewskich przyszedł czas na kolejne zmiany. Zmiany, które na ogół nie wychodzą na lepsze. Tym bardziej, że Perez nie znajdzie lepszego dostępnego trenera. W związku z zaistniałą sytuacją, kibice Realu ciągle mają nadzieję na pozytywny – z dwojga złego – finisz i zatrudnienie Juergena Kloppa. Z dwojga złego, bowiem uważam, że najlepszym wyborem było zostawienie Ancelottiego na miejscu dla niego odpowiednim. Zastąpienie go Kloppem nie musi wyjść na dobre, a zastąpienie go Benitezem okaże się fatalnym posunięciem.

 

Zatrudnić Kloppa nie będzie prosto, ponieważ chce on odpocząć od futbolu co najmniej pół roku. Taką informacje podają niemieckie media. A więc pozostał już tylko jeden kandydat, którym jest Rafael Benitez. Hiszpan to doświadczony i sprawdzony trener, ale nie sądzę, żeby mógł zrobić z piłkarzy Realu więcej niż Ancelotti. Mało tego, jeśli hiszpańskie media się nie mylą, to od nowego sezonu liderem drużyny będzie Gareth Bale. Nie sądzę, żeby taka sytuacja spodobała się Cristiano Ronaldo, który mimo 30 lat nadal jest w wyśmienitej formie fizycznej i sportowej, czego nie można powiedzieć o Walijczyku.

 

Kolejnym przykładem na to, że Benitez zostanie trenerem Realu mogą świadczyć doniesienia z angielskich mediów. Może i wiedzą na temat madryckiej drużyny tyle co ja, ale podobno Benitez chce za sobą pociągnąć Raheema Sterlinga.

 

Jeśli większość spekulacji się sprawdzi i rzeczywiście Benitez zostanie nowym trenerem wicemistrza Hiszpanii, to Barcelona mistrzostwa w kolejnym sezonie może być pewna już teraz. Jeśli Perez zdecyduje się zmienić Carlo Ancelottiego na Beniteza, będzie to głupszy ruch transferowy niż wydanie 20 milionów funtów przez Brendana Rodgersa na Dejana Lovrena i upieranie się przez większość sezonu, że będzie on liderem defensywy.

 

Każdy zdaje sobie sprawę, że Real Madryt zawsze musi grać efektownie i efektywnie. Połączenie tych dwóch cech nie pasuje mi do Beniteza, którego zespoły prezentują zupełnie inny styl. Myślę, że były menedżer Liverpoolu – jeśli obejmie Los Blancos – nie spędzi tam więcej niż jeden sezon, patrząc na to z jaką łatwością Perez rozstaje się z kolejnymi trenerami. Pod wodzą Beniteza nie wróżę Realowi obfitego w trofea przyszłego sezonu, jednak na ocenę jego ewentualnej pracy przyjdzie jeszcze czas.

Czytaj więcej o: Real Madryt, Hiszpania, Rafael Benitez, Jurgen Klopp, Florentino Perez

Podziel się tym artykułem ze znajomymi

Skomentuj przez Facebooka

Treści o podobnej tematyce:

  • Demontaż APOEL-u; dublety Ronaldo i Benzemy!

    „Los Blancos” nie dali najmniejszych szans mistrzom Cypru, strzelając im w pierwszej połowie cztery gole. Po przerwie podopieczni Zinédine’a Zidane’a kontynuowali strzelaninę.

    czytaj więcej
  • Zapowiedź grupy H: Borussia vs. Tottenham, APOEL vs. Real

    W 5. kolejce fazy grupowej czeka nas szlagierowe starcie BVB z „Kogutami”. Obie ekipy w tabeli dzieli aż osiem punktów. W innym pojedynku tej grupy, „Los Blancos” na Cyprze zmierzą się z mistrzem kraju, APOEL-em.

    czytaj więcej
  • Kane: Moim celem jest spędzenie całej kariery w Tottenhamie

    Napastnik Tottenhamu, Harry Kane znalazł się na radarze Realu Madryt, który przed przerwą międzynarodową ograł w bezpośrednim meczu w Lidze Mistrzów 3:1. Anglik zapewnił, że nigdy nie mówił o chęci odejścia i zamierza z "Kogutami" przeżyć całą swoją karierę.

    czytaj więcej
  • Bezkrólewie w Madrycie; Bezbramkowy remis na Wanda Metropolitano

    Ostatni raz obie „jedenastki” mierzyły się ze sobą w półfinale Ligi Mistrzów, wówczas górą byli „Królewscy”, którzy wygrali dwumecz 4:3. Dzisiejsze spotkanie przeszło do historii „Atleti”, bowiem to pierwsze derby Madrytu rozegrane na nowym stadionie „Los Colchoneros” - Wanda Metropolitano. A sam mecz stał na naprawdę wysokim poziomie. Niestety zabrakło w nim bramek.

    czytaj więcej
  • Zapowiedź: Atlético Madryt vs. Real Madryt

    280. „El Derbi Madrileño” to bez wątpienia gratka dla wszystkich kibiców najpopularniejszego sportu na świecie. W ubiegłym sezonie podopieczni Zinédine’a Zidane’a dali pstryczka w nos piłkarzom Diego Pablo Simeone, eliminując ich w półfinale Ligi Mistrzów. Czy gospodarze tego starcia odegrają się na swoim przeciwniku, a może to „Los Blancos” po raz kolejny udowodnią swoją wyższość nad rywalem?

    czytaj więcej

Komentarze (26)

Komentarze są domyślnie ukryte dla niezalogowanych

Pokaż komentarze