Finał LM z Chilijskim podtekstem

Autor: Rafał Bedlewicz | 02.06.2015 19:51 | komentarzy: 4 | kategoria: Felieton |

Gdy z końcem 2011 roku Bayer Leverksuen oddawał go Juventusowi, Włochom wystarczyło wyłożyć na stół 12 mln euro. Dziś urodzony w Santiago de Chile Arturo Vidal to bodaj najdroższy defensywny pomocnik świata - wart 42 mln euro. Niewykluczone, że w sobotę 9. bramkę w sezonie będzie próbował wbić rodakowi - Claudio Bravo.

W lipcu 2014 roku Alexis Sanchez zamienił słoneczną Barceloną na londyński Arsenal. Transfer Mesuta Özila i zgarnięty przed chwilą Puchar Anglii były sygnałem, że po latach posuchy na Emirates ktoś w końcu walnął pięścią w stół. Można było dać wiarę, że niebawem Sanchez będzie pierwszym Chilijczykiem, który sięgnie po Ligę Mistrzów. 

Estadio Monumental David Arellano, siedziba Colo-Colo Santiago de Chile być może była jedynym miejscem, gdzie wierzono, że filigranowy napastnik ma przynajmniej dwóch rodaków o podobnych szansach - wszak wszyscy trzej wyfrunęli spod tej samej klubowej strzechy. 

Tyle że Claudio Bravo dopiero zbierał się do złożenia podpisu pod umową z Barceloną, jego przyszłość była znakiem zapytania. Arturo Vidal starał się tymczasem zapomnieć o kompromitacji Juventusu w LM - Włosi zajęli trzecie miejsce w grupie B, za Galatasarayem. 

Później fanów chilijskiej piłki zaproszono na futbolowy rollercoaster. Arsenal zaskoczył cały świat, ulegając skazywanemu na porażkę Monaco. Wraz z Londyńczykami, z walki o trofeum wypadł Sanchez. Francuzów zatrzymał Juventus z fenomenalnym w tym sezonie Vidalem. Przed półfinałem z Realem Madryt mówił jasno: ,,Wiem, że są najlepszym zespołem na świecie, ale  my też chcemy być w finale. Nasze marzenie to tryumf w Lidze Mistrzów. Nie ma mowy o świętowaniu awansu do półfinału, na radość będzie czas po sezonie''. 

Włosi dopięli swego, a Vidal miał motywację szczególną. Już w pierwszym meczu udział w finale praktycznie zapewniła sobie Barcelona z Claudio Bravo w składzie. Jeżeli to Vidal miał być pierwszym Chilijczykiem, który zgarnie LM, Real nie mógł stanąć mu na drodze. Tym bardziej, że 28-letni pomocnik przez wszystkie już media świata wpychany jest do Manchesteru United. Anglia najpewniej będzie ostatnim przystankiem w jego karierze, a odbudowujący się dopiero zespół z Old Trafford w najbliższych sezonach raczej nie powalczy o Ligę Mistrzów. 

Jeśli finał wygra Barca, sukces Bravo najpewniej będzie tylko symboliczny - golkiper nie wystąpił w tym sezonie w żadnym starciu LM. Rotacja trenera Enrique jest możliwa, ale mało prawdopodobna. Występ dałby mu medal, podobnym nie mógł się poszczycić żaden z wielkich bohaterów chilijskiej piłki - Ivan Zamorano sięgnął z Interem Mediolan po Puchar UEFA, a Marcelo Salas z Lazio Rzym po Superpuchar Europy.

- Bicie faworytów to nasza specjalność. Wielokrotnie w tym sezonie słyszeliśmy, że nie mamy szans, ale to my gramy w finale. Postaramy się wygrać, ja dołożę od siebie tyle, ile będę mógł. Sobotni mecz jest najważniejszym w moim życiu - oświadczył Vidal. 

Najważniejszy może się też okazać w życiu wielu chilijskich fanów. Niewykluczone, że jeden z  tamtejszych piłkarzy będzie gwiazdą sobotniego meczu nr 1 w europejskiej piłce. Nawet jeśli nie - Chilijczycy jednego tryumfatora już mają. 

Czytaj więcej o: Arturo Vidal, Chile, Claudio Bravo, Juventus - Barcelona 2015-06-06

Podziel się tym artykułem ze znajomymi

Skomentuj przez Facebooka

Treści o podobnej tematyce:

Komentarze (4)

Komentarze są domyślnie ukryte dla niezalogowanych

Pokaż komentarze