Historia Ligi Mistrzów: Dramatczny i emocjonujący dwumecz Juventusu z Barceloną w ćwierćfinale

Autor: Kacper Chwedoruk | 06.06.2015 13:00 | komentarzy: 0 | kategoria: Historia LM |

Finał Ligi Mistrzów już dzisiaj, napięcie wśród kibiców rośnie z minuty na minutę, a my podgrzewamy atmosferę jeszcze bardziej. Przypominamy sobie sezon 2002/03. Wtedy to w ćwierćfinale Ligi Mistrzów los skojarzył Juventus Turyn i Barcelonę. Po niezwykle emocjonującym dwumeczu górą okazał się klub z włoskiej ekstraklasy.

Wszystko zaczęło się w Turynie. Stolica Piemontu przywitała swoich ulubieńców i piłkarzy Barcelony entuzjastycznym dopingiem. Faworytem tego dwumeczu był włoski zespół, który trzymał bardzo stabilną formę pod wodzą Marcello Lippiego. Natomiast przedstawiciel hiszpańskiej piłki zmagał się ze sporymi zawirowaniami w trakcie sezonu. Posadę trenerską z rąk Luisa van Gaala przejął Radomir Antić. Wszystko to sprawiało, że na awans do półfinału dawano więcej szans drużynie z Turyn, pamiętając przy tym, że Barca w tej edycji Ligi Mistrzów jeszcze nie doznała smaku porażki.

Pierwsze starcie porwało wszystkich kibiców. O ile przed przerwą Juventus dominował i nie pozwalał Barcelonie na stwarzanie dogodnych okazji, to w drugiej części wszystko uległo zmianie. Ale najpierw zacznijmy od początkowych minut tego pojedynku. „Stara Dama” zaatakowała jako pierwsza i wyszła na prowadzenie. Pavel Nedved rozegrał krótko rzut rożny z kolegą z drużyny, piłka wróciła do Czecha, który bez zastanowienia dośrodkował ją w pole karne. O nią w powietrzu powalczył Paolo Montero. Futbolówka spadła na nogę Alessandro Del Piero. Napastnik próbował pokonać golkipera „Dumy Katalonii” przewrotką, ale Roberto Bonano zdołał odbić to uderzenie. Zrobił to tak niefortunnie, że piłka znalazła się tuż obok Montero. Stoper bez zastanowienia wpakował ją mocnym strzałem pod poprzeczkę.

Oba zespoły starały się o kolejne gole w meczu, jednak przed przerwą kibice nie zobaczyli ich więcej. Mało tego, żadna z drużyn nie stworzyła sobie nawet jednej dogodnej sytuacji do tego, co niewątpliwie było zaskoczeniem dla obserwatorów tego widowiska.

Co najlepsze w Turynie zobaczyliśmy dopiero po przerwie. A tam, działy się rzeczy niezwykle interesujące, a Gianluigi Buffon bronił jak w transie.

Drugą połowę od mocnego uderzenia rozpoczęli goście. Marc Overmars podał do wbiegającego w pole karne Xaviego Hernandeza. Legendarny pomocnik próbował zaskoczyć Buffona, jednak jego strzał nie był problemem dla włoskiego golkipera. Kilka sekund później byliśmy pod bramką Bonano. Swoje szanse mieli Davids i Del Piero, ale obaj zmarnowali okazje. O ile nie można mieć żadnych zastrzeżeń do Włocha, to Holender spisał się fatalnie.

Po nieudanych próbach postronni fani piłki nożnej w końcu doczekali się bramki. Na listę strzelców wpisał się Javier Saviola. Argentyńczykowi przy uderzeniu pomógł rykoszet. Piłka odbiła się od nogi... Montero, który jeszcze w pierwszej części był najszczęśliwszym zawodnikiem Juventusu. Przy golu Savioli asystę zanotował lewy defensor „Blaugrany”, Michael Reiziger.

Na tym emocje się nie skończyły, a Barcelona nie była zadowolona z remisowego wyniku na trudnym terenie i szła po kolejne trafienie. Wyborną do tego okazję zaprzepaścił Patrick Kluivert, który przegrał pojedynek sam na sam z Buffonem. Gospodarze odpowiedzieli, jednak dopiero w doliczonym czasie gry. Sprinterską walkę przegrał Carles Puyol, a futbolówkę przejął Marco Di Vaio. Snajper zmarnował dogodną okazję i chwilę później arbiter zakończył pierwszy pojedynek tej pary.

Juventus Turyn – FC Barcelona 1:1 (1:0) Montero 15' Saviola 78'

Po emocjonującym pojedynku we Włoszech, rywalizacja przeniosła się na Camp Nou. Barcelona spotkanie mogła zacząć zdecydowanie spokojniej, mając przywieziony dobry rezultat z Turynu. Inicjatywa była po stronie zawodników Anticia, którzy mogli kontrolować wydarzenia boiskowe za sprawą de facto oddania piłki rywalowi.

W pierwszej połowie Juventus i Barcelona nie potrafiły pokonać bramkarzy przeciwników. Obie drużyny konstruowały ładne dla oka akcje, ale czegoś brakowało, tego ostatniego zagrania, które otworzyłoby drogę do bramki. Co się jednak nie stało przed przerwą, zobaczyliśmy po piętnastominutowym odpoczynku.

Oczywiście atakowanie zacząć musiał Juventus. Włosi zrobili to konkretnie, bowiem jedna z pierwszych akcji drugiej połowy przyniosła im prowadzenie. Sprawy w swoje ręce wziął Pavel Nedved. Czeski pomocnik minął Patrika Anderssona i mając dwóch Katalończyków na plecach, mocnym strzałem wzdłuż bliskiego słupka, pokonał Roberto Bonano.

Odpowiedź Barcelony była najlepsza z możliwych. Już trzynaście minut później (jak widać trzynastka nie zawsze jest pechowa) za sprawą Xaviego Hernandeza był remis, dla którego był to pierwszy gol w Lidze Mistrzów w tym sezonie. „Blaugrana” wróciła do walki o półfinał Ligi Mistrzów bardzo szybko, co niewątpliwie cechowało i nadal cechuje wielkie zespoły. Hiszpański pomocnik pokonał Gianluigiego Buffona potężnym uderzeniem z linii pola karnego. Tym razem włoski golkiper nie miał najmniejszych szans.

W 79 minucie rewanżowego spotkania sytuacja Juventusu skomplikowała się jeszcze bardziej. Zupełnie bezmyślnego faulu dopuścił się Edgar Davids. Pomocnik blisko środka boiska sfaulował Mendietę za co został ukarany drugą żółtą kartką, a w konsekwencji oznaczało to czerwoną. Od tego momentu Turyńczycy musieli skupić się na obronie wyniku 1:1, który gwarantował im ewentualne rzuty karne.

Włochom część planu zrealizować się udało. Doprowadzili oni bowiem do dogrywki, która zapadła w pamięci wszystkim kibicom Juventusu do dziś. Najpierw jednak losy spotkania rozstrzygnąć powinien Patrick Kluivert. Tak klasowy napastnik nie powinien marnować dwóch stuprocentowych okazji w dwumeczu o półfinał Ligi Mistrzów, bo bardzo szybko się to Barcelonie odbiło.

Heroicznie broniący się podopieczni Marcello Lippiego przeprowadzili jedną kontrę, ale za to jaką. Na początku rozegrali ją miedzy sobą Nedved i Zalayeta, który wypatrzył włączającego się po prawej stronie Alessandro Birindelliego. Formalnie boczny obrońca dośrodkował perfekcyjnie na nogę Urugwajczyka. Ten, zupełnie w odmiennym stylu niż Kluivert, pokonał bezradnego Bonano.

Po golu Zalayety, Barcelona potrzebowała aż dwóch w sześć minut, żeby awansować do półfinału Champions League. Świetnie broniący się Juventus nie pozwolił wbić sobie ani jednej bramki i po ostatnim gwizdku świętował awans do najlepszej czwórki w Europie.

FC Barcelona – Juventus Turyn 1:2 (0:0, 1:1, 1:1) Xavi 66' Nedved 53', Zalayeta 114'

Po wyeliminowaniu Barcelony, Juventus w półfinale zmierzył się z odwiecznym rywalem Katalończyków, czyli Realem Madryt. Drużyna z Turynu poradziła sobie również i z tym przedstawicielem ligi hiszpańskiej, a w finale zmierzyła się z AC Milan. Przygoda piłkarzy Lippiego zakończyła się przegraną w ostatnim spotkaniu Ligi Mistrzów 2002/03 po rzutach karnych.

Czytaj więcej o: Liga Mistrzów, FC Barcelona, Juventus Turyn, Hiszpania, Włochy

Podziel się tym artykułem ze znajomymi

Skomentuj przez Facebooka

Treści o podobnej tematyce:

Komentarze (0)

Komentarze są domyślnie ukryte dla niezalogowanych

Pokaż komentarze