Z niewolnika nie ma pracownika. Tylko, czy na pewno?

Autor: Kacper Chwedoruk | 06.07.2015 09:00 | komentarzy: 3 | kategoria: Felieton |

Wyświechtane powiedzenie „z niewolnika nie ma pracownika” stało się coraz bardziej obecne w świecie piłki nożnej. Czytając różne fora internetowe można dojść do takiego wniosku, jednak nie zawsze jest to prawdziwe. Dokładnie przyglądając się sytuacji Davida De Gei i podając kilka przykładów wyjaśnię, dlaczego lepiej będzie dla Manchesteru United oraz samego zawodnika, aby ten pozostał co najmniej do końca kontraktu.

Ogromna kasa go nie przekonała

Działacze „Czerwonych Diabłów” byli, a może i nadal są, ogromnie zdesperowani, żeby przekonać Davida De Geę do pozostania na Old Trafford. Chcieli ugadać go wielką tygodniówką, jednak nawet taka kasa nie była w stanie zmienić decyzji reprezentanta Hiszpanii. Włodarze Manchesteru United zaoferowali mu 200 tysięcy funtów tygodniowo, ale ten pozostał nieugięty.

Były bramkarz Atletico Madryt widocznie ma wielkie aspiracje, do których spełnienia nie przekonała go wizja Louisa van Gaala. Jednak jeśli mógłbym mu coś doradzić, to doradziłbym mu, żeby dokładnie się nad tym zastanowił, bowiem Real Madryt z Rafą Benitezem na ławce trenerskiej ma mniejsze szanse na osiąganie dobrych wyników niż United z van Gaalem. Do tego, De Gea mógłby zarobić więcej niż w niejednym katarskim zespole, co pozwoliłoby mu na spokojne przejście na emeryturę za kilkanaście lat.

Van Gaal przeszkodą

Były szkoleniowiec Barcelony i Bayernu chce, aby De Gea stanowił jeden z najważniejszych elementów w jego układance. W poprzednim sezonie Hiszpan uratował jego drużynie mnóstwo punktów, a po genialnym roku, przez wielu, został uznany jednym z najlepszych bramkarzy świata. Louis van Gaal robi wszystko, żeby tylko móc zablokować transfer golkipera do Realu, co na razie wychodzi mu doskonale, jednak okienko transferowe dopiero niedawno się otworzyło.

Każdy kto interesuje się futbolem wie, że Holender nie jest skłonny do udzielania wywiadów. Na temat transferu De Gei udało się porozmawiać dziennikarzom telewizji Cuatro, jednak niczego konkretnego, ani miłego nie usłyszeli:

– Cuatro: Witaj, Louis, co tam u ciebie?

– Van Gaal: Ta, ta, po co dzwonisz?

– Dzwonię w sprawie De Gei. Jesteś wkurzony?

– Tak, ale nie mam żadnego komentarza. Nie ma żadnego problemu.

– Oczekujesz, że wróci do Manchesteru czy myślisz, że przejdzie do Realu?

– Nie, nie chcę odpowiadać, bo nigdy nie rozmawiam z mediami na takie tematy.

Znając ambicje trenera United możemy być przekonani, że za wszelką cenę będzie chciał zostawić De Geę co najmniej do końca kontraktu, który kończy się 30 czerwca 2016 roku.

Zaporowa cena, nawet dla Pereza

Manchester ze swojej strony zrobił wszystko, żeby bramkarz przedłużył kontrakt. Zaoferował gigantyczną tygodniówkę, zagwarantował grę w pierwszej jedenastce, ale to okazało się za mało. W związku z tym, działacze z Old Trafford zażądali od Realu rekordowego transferu.

W przypadku pozycji między słupkami rekord należy do Gianluigiego Buffona, który w 2001 roku zamienił Parmę na Juventus. Wówczas „Stara Dama” zapłaciła za golkipera 32,6 miliona funtów. Oznacza to, że jeśli klub z Madrytu będzie koniecznie chciał sprowadzić De Geę w trwającym okienku transferowym, to za Hiszpana trzeba będzie zapłacić około 33 milionów funtów, czyli nieco ponad 46 milionów euro.

Taką kwotę bez wątpienia jest w stanie wyłożyć prezydent „Królewskich”, Florentino Perez. Zdaje on jednak sobie sprawę, że płacenie takiej sumy klubowi De Gei jest niepoważne, wiedząc, że za rok będzie on dostępny za darmo. Jeśli więc Manchester nie zejdzie z ceny, to możemy być pewni, że Perez kolejny raz nie sypnie olbrzymią gotówką, tym bardziej, że Benitez ma w obwodzie Ikera Casillasa oraz Keylora Navasa.

De Gea chce jak najszybszego transferu

United nie chcą przyjąć oferty Realu, a De Gea mógłby się tam przenieść nawet teraz. Hiszpan jest niemal pewny swojego przejścia do stolicy rodzimego kraju. Postanowił wystawić na sprzedaż swój dom, który znajduje się w Manchesterze. Jeśli ktoś byłby zainteresowany, to kwota, jakiej żąda za mieszkanie uzdolniony zawodnik, wynosi 2,75 miliona funtów.

24-latek chce zakończenia sagi jak najszybciej i ma nadzieję, że nastąpi to przed szóstym lipca. Wtedy to, „Czerwone Diabły” spotykają się w miasteczku Carrington w celu rozpoczęcia przygotowań do nadchodzącego sezonu. De Gea osiągnął już wstępne porozumienie z Realem w sprawie kontraktu i wynagrodzenia. Miałby podpisać pięcioletnią umowę na mocy której zgarniałby 5,5 miliona euro za rok gry w barwach „Los Blancos”.

Chociaż reprezentant mistrzów Europy nie wiąże swojej najbliższej przyszłości z ekipą z Old Trafford, to jednak chce zachować szacunek do tego klubu. Nie zamierza bowiem nalegać na zmianę otoczenia i zgłaszać „transfer request", czyli oficjalnej prośby o pozwolenie na odejście.

Podobnie do bramkarza sytuację widzi Rafa Benitez. Nowy szkoleniowiec Realu chce zobaczyć go w Madrycie przed rozpoczęciem przygotowań do rozgrywek, które wicemistrzowie Hiszpanii rozpoczną dziesiątego czerwca.

Uczyć się od odwiecznego rywala

Manchester powinien wziąć przykład z Liverpoolu i przypadku Luisa Suareza. Przed kampanią w sezonie 13/14, Urugwajczyk mocno nalegał na transfer do Arsenalu Londyn. „The Reds” pozostali nieugięci i nie było sumy, która mogłaby przekonać właścicieli do zmiany decyzji. Jak się ostatecznie okazało, klub z Merseyside zyskał na tym więcej niż przypuszczano.

Suarez niemal w pojedynkę wprowadził zespół Brendana Rodgersa do fazy grupowej Ligi Mistrzów. Mało tego, był on bliski pociągnięcia drużyny na szczyt i Liverpool do ostatniej kolejki bił się o mistrzostwo Anglii. Genialny rok „El Pistolero” był wart więcej niż 40 milionów funtów, jakie oferował Arsene Wenger, a przed sezonem 2014/15 przeniósł się do Barcelony za znacznie większą sumę. 

Podobna sytuacja jest w przypadku De Gei, jednak za niego United nie otrzymają nawet złamanego funta, jeżeli w tym okienku go nie sprzedadzą. W tym momencie, w mediach pojawia się informacja, jakoby Florentino Perez był skłonny do zapłacenia około 30 milionów euro za hiszpańskiego golkipera. Doliczmy do tego pensję, jaką inkasuje zawodnik na Old Trafford, to wyjdzie nam, że Manchester United „straci” jakieś 35-36 milionów euro.

Jestem w stu procentach przekonany, że jeśli De Gea zostanie w zespole Louisa van Gaala, to zdecydowanie zyskają obie strony. Bramkarz wskoczy na jeszcze wyższy poziom. „Czerwone Diabły" dzięki niemu zgarną kilka, jak nie kilkanaście punktów w lidze więcej oraz na pewno zajdą dalej w Champions League z nim niż bez niego.

Upartość władz Manchesteru United jest przemyślana, bowiem ten klub zyska zdecydowanie więcej pieniędzy na tym, że De Gea zostanie i za rok odejdzie za darmo do Realu, niż sprzeda go za taką sumę, jaką jest w stanie zaoferować Perez. Z przysłowiowego niewolnika może być niesamowity pracownik i pokazał to Luis Suarez w zespole odwiecznego rywala. Jeśli 24-latek marzy o grze w drużynie z Estadio Santiago Bernabeu, to nie może zejść poniżej poziomu, który prezentował w ubiegłej kampanii Premier League, więc odpuszczania, nawet na chwilę, z jego strony być nie może.

Czytaj więcej o: Manchester United, Real Madryt, Anglia, Hiszpania, Louis van Gaal, Rafael Benitez, David De Gea, Florentino Perez

Podziel się tym artykułem ze znajomymi

Skomentuj przez Facebooka

Treści o podobnej tematyce:

Komentarze (3)

Komentarze są domyślnie ukryte dla niezalogowanych

Pokaż komentarze