Niby znów o Kopciuszku, ale bajka zupełnie inna

Autor: Rafał Bedlewicz | 07.07.2015 10:00 | komentarzy: 1 | kategoria: Felieton |

22 maja 2011 roku, piłkarska Europa żyje finałem Ligi Mistrzów, który tuż za rogiem. Hiszpańsko – angielska bitwa nie interesuje Włochów, którzy właśnie wyłonili mistrza. Po 7 latach trofeum wyszarpał Milan. W składzie – czterech Brazylijczyków: Pato, Robinho, Thiago Silva i Ronaldinho. Żaden tak szczęśliwy jak Mario Yepes, z sąsiedniej Kolumbii. Zagrał tylko 13 razy, ale to wtedy zdobył najważniejszą klubową statuetkę w karierze. Ze ,,Złotej Kolumbii’’, która w 2001 roku wygrała Copa America lepiej nie poszło nikomu.

Europa trip

Oscar Cordoba – bramkarz. Jersson Gonzalez – defensywny pomocnik. I Yepes – obrońca. Po sukcesie sprzed 14 lat europejskie kluby tylko po nich wyciągnęły ręce. Choć Kolumbia w sześciu meczach strzeliła 11 bramek, respekt wzbudziła grą na tyłach. Nie straciła ani punktu, ba – ani bramki!

Gwiazdy tamtej kadry za zwycięski los na loterii wzięły oferty z Brazylii i Argentyny – tak zrobił Victor Aristizabal, król strzelców. Przygarnęła go Vitoria. Szybko wyrzuciła, a ten w trzy lata zwiedził trzy różne kluby. Jersson, Cordoba i Yepes poszli o krok dalej, w 2002 roku przyjmując oferty z Europy.

Ten pierwszy trafił do Galatasaray, gdzie meczów rozegrał okrągłe zero i szybko pofrunął do Argentyny. Z Cordobą i Yepesem było lepiej – pewnie dlatego, że piłkarskiej sztuki uczyli się odpowiednio w Boca Juniors i River Plate. Oscar Cordoba na moment trafił do Perugii, ale dom znalazł tam, skąd wypędzili Jerssona – w Turcji. Dla Besiktasu i Antalyasporu bronił przeszło 160 razy, aż w końcu zatęsknił za Kolumbią.

Najdłużej za wygraną nie dawał Yepes, zwiedził Nantes, PSG, Chievo, Milan, Atalantę by dopiero przed rokiem udać się na sportową emeryturę do argentyńskiego San Lorenzo. Puchar Francji i Mistrzostwo Włoch to w skrócie wszystko, na co było stać najszerzej znanego spośród kolumbijskich mistrzów Ameryki Południowej.

Farbowany czarny koń

Odrobina dziecięcej naiwności, którą każdy w sobie nosi, karze wierzyć, że skoro chłopaki z Chile turniej wygrały nieoczekiwanie, to Jorge Sampaoli musiał ich znaleźć na przydomowych pastwiskach. Bo przecież przed Mistrzostwami 2001 tryumfatorzy tylko Ivana Cordobę musieli ściągać spoza Ameryki. Reszta tułała się po klubach kolumbijskich, kilku – argentyńskich.

Tymczasem obecna kadra Chile wygląda tak: 7 z Włoch, 3 z Niemiec i Brazylii, 2 z Anglii, po jednym z Belgii, Hiszpanii, Argentyny, Holandii. W 23-osobowym składzie gra (bądź zapełnia ławkę) żywcem czwórka wyłapana w klubach chilijskich. Serwis ca2015.com do najlepszej 11 wybrał pięciu graczy z zespołu mistrzów – w tym Bravo, Medela, Vidala i Vargasa. Każdy od dawna w Europie, każdy obrósł już tu w pióra.

Jeśli kontynentalne zawody wygrywają zlepki gwiazd już rozbłysłych, pomału znika główny walor takich mistrzostw. Wygrywasz, gdy na stół rzucasz wór talentów, już ometkowanych i wycenionych. Jeśli proponujesz młodość, nieopierzenie, ambicję i determinację, wówczas – jak w LM - narażasz się na śmieszność. O tryumfie mowy nie ma.

Przekartkowanie składu Chilijczyków daje maleńką nadzieję, że przynajmniej w dwóch przypadkach, Copa America, jak przed laty, pokaże się piłkarzom jako brama do lepszego świata. Pierwszy to wspomniany już Marcelo Diaz. Trzy lata temu, pełen marzeń przyleciał do Europy, cumując w szwajcarskim Basel. Utknął (w 3 lata zagrał 58 razy), ale w lutym przeniósł się do Hamburgera SV.

Drugim jest pominięty przez ca2015.com Charles Aranguiz. Dla Brazylijskiego Internacional występuje regularnie. Chodzą słuchy, że jest wart około 10 mln euro. Może znajdą się w Europie chętni, by wyłożyć tę sumkę za 26-latka i przekonać go do podboju piłkarsko astronomicznego kontynentu. Choćby po to, by nie umarła w nas wiara, że Copa America otwiera jeszcze komuś drzwi. 

Czytaj więcej o: Chile, Copa America

Podziel się tym artykułem ze znajomymi

Skomentuj przez Facebooka

Treści o podobnej tematyce:

Komentarze (1)

Komentarze są domyślnie ukryte dla niezalogowanych

Pokaż komentarze