Zapomniane gwiazdy: Robinho cz. 1

Karol Brandt | 13.10.2015 12:00 | komentarzy: 6 | kategoria: Zapomniane gwiazdy |

Jest rok 1984. Dokładnie 25 stycznia na świat przychodzi Robson de Souza, którego za jakiś czas cały piłkarski świat będzie znać jako Robinho. Jeszcze nikt nie wiedział tego, że urodził się właśnie dzieciak, który pewnego dnia zagra m.in. w Realu Madryt.

Syn opiekującej się domem Mariny i biednego hydraulika Gilgana, już od najmłodszych lat miał obsesję na punkcie futbolu. Dorastał w São Vicente, a dokładniej w dzielnicy Parque Biharu, gdzie grywał na ulicy. Wtedy też narodził się jego przydomek, Robinho. Określał on jego warunki fizyczne, które nie były jego zbyt wielkim atutem. Róbson był wiecznie uśmiechniętym młodym chłopcem, z wielkim talentem do dryblingu. Już w wieku 5 lat zgłosiła się do niego drużyna futsalowa, Beira Mar. Odnalazł go jeden ze skautów tego klubu, który widząc, jak Róbson panuje nad piłką, postanowił dać mu szansę. Rodzice podekscytowanego wtedy młodzieńca, wyrazili zgodę na grę w tym klubie bez wahania. To właśnie wtedy Robinho zamienił osiedlowe boisko na halę. Wieść o nieprzeciętnie obdarzonym techniką młodziku rozeszła się bardzo szybko. Hale wypełniały się co do ostatniego  miejsca, by podziwiać poczynania młodego Brazylijczyka. Piął się on w hierarchii klubowej, aż do czasu zmiany klubu na ten mający swoją siedzibę w Santosie. Tą drużyną był Portuarios, gdzie rozwinął się jeszcze bardziej, by po jakimś czasie przenieść się do drużyny Santosu FC. Oczywiście była to sekcja futsalu. Dzięki temu ruchowi, mógł pomóc swojej rodzinie, która nadal mieszkała w São Vicente. Na hali grał jeszcze rok, by następnie spróbować swoich sił na prawdziwym boisku piłkarskim. 

Już jako 12-latek dołączył do składu Santosu. Wtedy został też pochwalony, przez wielką legendę brazylijskiej i światowej piłki, Pelé. W 2002 roku dołączył do pierwszej drużyny, od początku oczarowując publikę. W pierwszym sezonie zdobył 10 bramek w 30 spotkaniach, co było wynikiem co najmniej dobrym. Zasłynął wtedy także ze zwodu, który wykonywał bardzo często. Była to przekładanka, którą robił z niesamowitą szybkością, dzięki czemu z łatwością mijał kolejnych obrońców. Pokazał to w finale przeciwko Corinthians, tym samym wywalczając rzut karny dla swojego zespołu. Santos wygrał,  a Robinho  był na ustach wszystkich kibiców zgromadzonych tego dnia na stadionie. 

W 2003 roku Brazylijczyk popadł w konflikt z trenerem Emersonem Leão. Ten sadzał go bardzo często na ławce i krytykował otwarcie w prasie. Młody piłkarz myślał wtedy o odejściu. Nie przeszkodziło mu to jednak w zdobyciu 12 bramek. Trenerem Santosu został Vanderlei Luxemburgo. W 2004 roku poprawił swój dorobek do 29 trafień we wszystkich rozgrywkach, zdobył też wtedy tytuł najlepszego piłkarza sezonu. 

To w dużej mierze przyczyniło się do powołania go na Mistrzostwa Południowoamerykańskie. Wtedy też, zaczęto się zastanawiać gdzie wyląduje Robinho. Łączono go zarówno z FC Barceloną, jak i z Realem Madryt. Róbsonowi zaczęto grozić, porwano jego matkę, a ojciec musiał odejść z pracy. To miało ogromny wpływ na odejście do Europy, która mogła zapewnić rodzinie Brazylijczyka bezpieczeństwo.

25 sierpnia 2005 roku, Robinho zameldował się w Madrycie. Tym samym dołączył do Realu Madryt i stał się kolejnym „Galaktycznym”. Kwota jaką zapłacono za 21-latka wynosiła 24 miliony euro, a on sam podpisał pięcioletni kontrakt z drużyną „Królewskich”. Robinho witała na stadionie Santiago Bernabeu około 10-tysięczna publika. 

Czytaj więcej o: Real Madryt, Hiszpania, Brazylia, Robinho, Santos FC, Zapomniane gwiazdy

Podziel się tym artykułem ze znajomymi

Skomentuj przez Facebooka

Treści o podobnej tematyce:

Komentarze (6)

Komentarze są domyślnie ukryte dla niezalogowanych

Pokaż komentarze