Kibic piłkarski – najdziwniejsza istota na świecie

Autor: Bartłomiej Misztal | 18.11.2015 18:00 | komentarzy: 11 | kategoria: Felieton |

Miłość do futbolu z biegiem lat przeistoczyła się nie tyle w fanatyzm, ile w modę, która – jak każda – przemija. Zamierzam przedstawić postać zwykłego kibica piłki nożnej moimi oczyma. Przedstawię pozytywne i negatywne strony tej osobowości, by całość zamknąć w tekście. Z jakim skutkiem? Zapraszam do lektury.

Pod pojęciem kibiców rozumiem tych, którzy dopingują ulubioną drużynę, z wysokości trybun oglądają ją w telewizji, słuchają meczów przez radioodbiorniki, śledzą relacje „minuta po minucie”. W gronie tym są, ci którzy utożsamiają się z danym klubem, choć zaczęli dopiero swoją przygodę z piłką nożną, jak również zapiekli fanatycy tego pięknego sportu. Krótko mówiąc: kibicem piłkarskim określę tutaj każdego, kto ma styczność z futbolem. Być może to zbyt duże uogólnienie, ale lektura kolejnych akapitów pozwoli zrozumieć, dlaczego zdecydowałem się na taki ruch.

Kibic kocha swoich, lubi nienawidzić pozostałych

Tolerancja praktycznie wymarła wraz z pojawieniem się Internetu. No dobrze, może nie wymarła, ale prawo do komentowania wszystkiego powoli przygniata tę materię, dzięki której zdrowa rywalizacja była silnie związana z piłką nożną, zarówno u piłkarzy, jak i u kibiców. Obecnie tylko „biegający po boisku” zachowali tę cnotę.

U kibiców dopingowanie swojej drużyny przerodziło się w fobię. To, że ktoś zostaje sympatykiem danego klubu, automatycznie oznacza, że nikt inny nawet nie ma prawa mówić źle na jego temat. Dlaczego? Gdy widać gołym okiem, że drużyna sobie nie radzi, to nie można tego ukrywać i twierdzić, że dany zespół gra dobrze. Każdy z nas ma prawo do własnej opinii, jednak warto zachować przy tym zdroworozsądkowe granice.

Najgorzej jest, gdy zostaje się fanem danej drużyny, ale od razu przeciwnikiem innej. Chodzi tutaj o przykłady osób, które będąc zwolennikami jednych, obrażają, opluwają i wyzywają od najgorszych drugich. Na co to komu?

Kibice mają taką tendencję, że – oględnie mówiąc – nie lubią z reguły tych, którym się powodzi. Najlepiej obrazują to wszelkiego rodzaju turnieje międzynarodowe. Co prawda nie przypominam sobie, aby po zakończeniu sezonu 2009/2010 rzucono się na FC Internazionale, ale Manchester United, FC Barcelona czy reprezentacja Hiszpanii już padły ofiarą tego dziwnego napiętnowania.

Kibic kocha mieć rację, lubi nie zgadzać się z innymi

Wszyscy kibice są „ekspertami”. Oczywiście, każdy w różnym stopniu zna się na piłce. Jedni faktycznie mają olbrzymią wiedzę, ale są też tacy, którzy raz na rok obejrzą mecz i tyle im do szczęścia wystarczy.

 Każdy z kibic ma swoje zdanie na wiele futbolowych tematów. Po raz kolejny kłania się Internet, który daje swobodę komentowana przy okazji wszelkiego rodzaju wydarzeń piłkarskich. Sieć daje też możliwość besztania kogoś i to najczęściej anonimowo, bo ktoś śmiał mieć inne zdanie na dany temat. Nieraz już zetknąłem się z ogromem nienawiści jednych do drugich z powodu przegranego meczu. To chyba najczęstszy powód, dla którego jedni nienawidzą innych. Gorycz porażki jest trudniejsza do przełknięcia niż się niektórym wydaje. Łatwiej jest obwinić przeciwnika za to, że wygrał.

 Nieakceptowane jest też wyrażanie swojego zdania publicznie, jeżeli opinia ta jest sprzeczna z ogólnie przyjętą. Czy to aby już nie jest przesada? To, że ktoś uważa inaczej niż reszta, nie musi oznaczać, że jest gorszy. Szkoda tylko, że najpierw się obraża, a później ewentualnie myśli nad tym, co się powiedziało lub napisało.

Kibic uwielbia tryumfować, ale nienawidzi porażek

Jak to jest możliwe, żeby nie trzymać się swojego klubu  w momencie porażki? Kto normalny tak robi? Te i wiele innych głosów zapewne bym usłyszał głosząc prawdę zawartą w powyższym tytule. Niestety, tak się składa, że kibicowanie przeobraziło się w modę. Niech wyznacznikiem będzie fakt, że bardzo duża ilość kobiet kibicuje reprezentacji Hiszpanii lub, że młodzi dzielą się na fanów Realu Madryt i FC Barcelony, ponieważ marketingowo nikt nie jest w stanie ich przebić.

Niech dobrym przykładem na to, jak odróżnić kibica od tzw. sezonowca będzie półfinał Ligi Mistrzów z sezonu 2009/2010 pomiędzy FC Internazionale a FC Barceloną. Po zakończeniu rewanżowego starcia na Camp Nou zaczęła się naturalna selekcja. Wiele krzyków, wyrazów oburzenia, okazów rozpaczy i ogólnego niezadowolenia z powodu odpadnięcia ówczesnego obrońcy trofeum Ligi Mistrzów poskutkowało tym, że odpadli Ci, którzy uważali się za kibiców, ale przestali nimi być, bo „Blaugrana” przegrała, a zostali kibice, którzy faktycznie nimi byli.

Niestety, nic na to nie można poradzić. Dlaczego? Takie mamy czasy. Trzeba się dostosować, że takich przypadków będzie więcej. Prawdopodobnie nie skończy się na dwóch najbardziej znanych drużynach hiszpańskich, a ta „zaraza” dotrze do innych krajów. Największym wyznacznikiem takiego zachowania jest popularność. Na pytanie, dlaczego Borussia Dortmund nagle zdobyła taką rzeszę fanów, nie łatwiej jest teraz odpowiedzieć? Trudniejsza z kolei jest weryfikacja długości ich przynależenia do grona sympatyków klubu. Dopiero w słabszym okresie gry BVB można było wynaleźć, dla kogo wspieranie tej drużyny przestało być fajne. Okazuje się prawdą, że kto chowa głowę w piasek, ten wystawia się na cel.

Kibic chłonie informacje, ale szydzi z jej autorów

Niedawno natknąłem się na stwierdzenie, że dziennikarz powinien być bezstronny. Może nie jestem jakimś wielkim znawcą, ale takiej bzdury już dawno nie zdarzyło mi się przeczytać. Oczywiście, opisując informacje, które mają tylko jeden scenariusz, trzeba trzymać się tej zasady bezstronności i podawać je „na sucho”, czyli bez własnych wywodów.

A co w przypadku, gdy ktoś chce skomentować w postaci dłuższej wypowiedzi jakieś wydarzenie? W tym momencie, jeżeli ma się trzymać stwierdzenia z pierwszego akapitu, staje się niewolnikiem, gdyż nie tego oczekują od niego czytelnicy. Niestety, nikt już nie chce czytać co, ktoś ma do powiedzenia, jeżeli nadarzy się taka sytuacja. Przesada? Nie do końca. Czytelnik chce, aby to, co za chwile zarejestrują jego oczy i odczyta mózg było zgodne z jego tokiem rozumowania i podejściem do danej dziedziny. W tym momencie autor może porzucić swoją pracę i zająć się czymś innym. A co z informacjami? Skoro czytelnicy są zawsze lepiej poinformowani i wiedzą wszystko lepiej, to niech sami się dowiadują o tym, co się dzieje nowego, albo zaczną sami pisać. Nic nie stoi na przeszkodzie. Może wtedy ktoś sobie przypomni, że przecież ograniczanie czyjegoś prawa do swobodnej wypowiedzi i własnego zdania prowadzi donikąd.

Kibic kocha kibicować, ale nieraz przesadza

Każdy z fanów uwielbia wszystko, co jest związane z jego klubem. Uwielbia oglądać mecze tej drużyny, ubierać się w stroje, które noszą jego ulubieni piłkarze, kolekcjonować gadżety klubowe, wieszać w pokoju plakaty piłkarskie itp. Zdrowe podejście do piłki nożnej, które wynika z prostego założenia, że jeżeli kibicujesz, sprawia Tobie to ogromną przyjemność.

Łatwo jest przesadzić? Zdecydowanie tak. Najłatwiej, gdy chodzi o relacje międzyludzkie. W tym momencie kibice zaczynają traktować piłkę nożną jak politykę. Zaczynają się upierać, że tylko ze zwolennikami danej drużyny można obcować, a reszta niech się lepiej schowa. Gorzej jest na płaszczyźnie kobieta-mężczyzna. Skoro o wyborze partnerki/partnera ma decydować przynależność do tego samego klubu, to gdzie w tym momencie zniknęły uczucia?

 Do tego wszystkiego dochodzą dziwne zachowania nawet w gronie znajomych i rodziny. Sam byłem świadkiem, jak kibice jednej drużyny, która przegrała ważny mecz, zamiast pogodzić się po ludzku z porażką, woleli szydzić z przeciwnika mówiąc, że „dekadę temu to oni dostali lanie”. Jakie przełożenie na obecne wyniki spotkań ma mecz rozegrany dawno temu? Żadne. Niestety, nie każdy potrafi schować dumę do kieszeni.

Czytaj więcej o: FC Barcelona, Inter Mediolan, Manchester United, Real Madryt, Borussia Dortmund, Kibice

Podziel się tym artykułem ze znajomymi

Skomentuj przez Facebooka

Treści o podobnej tematyce:

Komentarze (11)

Komentarze są domyślnie ukryte dla niezalogowanych

Pokaż komentarze