Królewskich namaszczenie

Autor: Filip Malinowski | 08.04.2016 12:00 | komentarzy: 1 | kategoria: Okiem kibica |

Jest chłodny, kwietniowy wieczór. Ludność ziem położonych u podnóża Sierra de Guadarrama szykuje się do nocnej stypy. Mrok ogarnia właśnie królewską salę wypełnioną parobkami świeżo namaszczonego władcy. Włosy lnu powoli się wypalają; z pochodni bije jeszcze subtelny ogień, który pozwala na dostrzeżenie zarysu rycerskich łupów. Pot spływa z ciał stojących na baczność wojowników. Ich oczy wypełnia nicość. O czym myślą, co czują czekając na pewny wyrok? Chłosta, pełnokrwiste biczowanie z pewnością ich przecież nie ominie. Nagle powstaje Król. Milczy. Rozgląda się po diamentowej komnacie. Po chwili decyduje się na przemowę. Głos drży mu jak struny na harfie. Chwała, to jeszcze nie koniec! Władca okazał się miłosierny. Wyrok zapadnie po bitwie ostatecznej. Bitwie pod Madrytem.

Vinnie Jones powiedział kiedyś, że wygrywanie nie liczy się tak długo, jak wygrywasz. Miał rację. Te słowa pasują do Realu Madryt, jak papier do tyłka. Szczególnie do wielmożnego prezesa Florentino. Jeżeli wszystko jest cacy to nie ma co przejmować się przyszłością. Jak tylko coś trafi soczysty piorun, to pół zarządu z trenerem na czele ląduje na Syberii. Przykre. „Królewscy" zmieniają szkoleniowców tak szybko, jak Messiemu rozmnażają się pieniążki na Panamie, czy innych Kostarykach. I po co to wszystko? Jak można zdecydować się na wystawienie niedoświadczonego trenera do decydującej walki o trofeum? Niech Perez zdzieli się jeszcze młotkiem w głowę. Przecież i tak swoimi decyzjami celuje prosto we własne, podstarzałe już serce. Nie ma różnicy.

Porażka z Wolfsburgiem to nie wina Zidane'a. Chłop spełnia tylko swoje marzenia. Chciał być trenerem Realu i mu się udało. Wina leży po stronie prezesa klubu, który przedwcześnie pozwolił Francuzowi zrealizować dziecięce plany. Ktoś pewnie powie, że Zidane sam pchał się na to stanowisko. I co z tego? Ja też mogę złożyć aplikację na stanowisko nowego szkoleniowca Manchesteru United. Na bank dostanę poparcie Fergusona. Rooney to nielichy koleś, więc też mnie poprze... Szanowny prezesie: człowiek nie dżdżownica ziemna - musi myśleć. I być odpowiedzialnym za swoje decyzje.

Real przegrał. Zostaje jeszcze mecz rewanżowy. Bitwa o półfinał trwa. Przecież to, że niósł wilk razy kilka nie oznacza, że nie można ponieść i wilka. Trzeba tylko chcieć. Przykro jest patrzeć na tak utytułowany klub, który sam się wyniszcza. Sezon jest jeszcze do uratowania. No chyba, że Perez rekreacyjnie wywali Francuza. Wiecie, za ten papieros tuż po i za szampan tuż przed.

Czytaj więcej o: Liga Mistrzów, LigaMistrzow.com, Real Madryt, Hiszpania, Zinedine Zidane, Florentino Perez

Podziel się tym artykułem ze znajomymi

Skomentuj przez Facebooka

Treści o podobnej tematyce:

Komentarze (1)

Komentarze są domyślnie ukryte dla niezalogowanych

Pokaż komentarze