Idźcie po swoje i radujcie się z gry w piłkę nożną

Autor: Bartłomiej Misztal | 08.04.2016 15:00 | komentarzy: 4 | kategoria: Felieton |

Choćby wydano nie wiadomo jak dużą ilość pieniędzy, pokazano niezliczoną ilość reklam i stworzono niesamowitą oprawę, zarówno fanów, jak i samych piłkarzy będzie interesować najprostszy z elementów każdego meczu: piłka nożna.

– Tsubasa, czy wiesz dlaczego gra w piłkę sprawia taką radość? To ulubiony sport na całym świecie. Moim zdaniem dlatego, że to najprostszy i najbardziej wolny sport. Kiedy jesteś na boisku nie słyszysz uwag trenera, myślisz i rozgrywasz sam. Grasz z dziesięcioma kolegami. To jest właśnie piłka nożna.(…)Piłka jest wolna Tsubasa i dlatego kocham grę w piłkę nożną. Chcę, żebyś Ty też pokochał tę grę – to bodajże najpiękniejsze słowa z kreskówki „Kapitan Tsubasa”, która ukształtowała stan psychosportowy wielu młodych ludzi. Śledząc poczynania młodego Tsubasy Ōzory, mogli pojąć wiele przydatnych elementów świata futbolu jak „piłka jest zawsze moim przyjacielem” albo „piłka nożna nie jest sportem dla solistów”. Ta bajka, jak każda inna, była nastawiona na pobudzanie wyobraźni, a finalnym jej celem było uświadomienie każdemu, że warto walczyć o marzenia.

W pewnym momencie piłka nożna na poziomie Ligi Mistrzów zaczyna nudzić. Fani drużyn, które regularnie zapewniają sobie miejsce w fazie finałowej i odpadają przed samym końcem lub w samym finale z pewnością nie chcieliby zmian. Na próżno dociekać ile jest przypadkowości podczas losowania w Nyonie, a ile celowego wybierania najpopularniejszym zespołom „słabeuszy”. Jedno jest jednak pewne: ci drudzy mają już dość.

Pierwsza runda ćwierćfinałowa pokazała, że coś się zaczyna dziać. FC Barcelona pokonała Atletico, ale dopiero mając przewagę liczebną. Na Vicente Calderon będzie bardzo ciężko zdobyć korzystny wynik „Blaugranie”. Bayern dość szybko wywalczył prowadzenie i…na tym koniec. Benfica ma teraz historyczną szansę dostać się do półfinału, bo „Bawarczycy” niespecjalnie się przyłożyli na własnym terenie. Paris Saint-Germain mieli zdmuchnąć Manchester City. „Paryżanie” musieli jednak zmierzyć się z brutalną prawdą, że z „The Citizens” będą się strasznie męczyć . Vfl Wolfsburg dał Realowi Madryt porządną lekcję gry w piłkę nożną. Dalszy komentarz jest zbędny.

Tak pokrótce prezentuje się sytuacja po pierwszych spotkaniach 1/4 finału Ligi Mistrzów. Oczywiście, dopiero rewanże wskażą zwycięzców, ale to nie przypadek, że faworyci nie pokazali pełni swoich możliwości. Frustracja i chęć zmian sprawiły, że te z pozoru słabsze drużyny, czy też stawiane w roli przegranych, postanowiły zawalczyć o siebie, choćby przez chwilę. Mają tę przewagę, że wiedzą o tym, jak się ich postrzega wśród kibiców. Umniejszanie ich szans na awans do kolejnej fazy Ligi Mistrzów sprawia, że są mocniejsi, bo walcząc o marzenia, są w stanie osiągnąć więcej. Faworyzowane zespoły także mają wizję zwycięstwa w rozgrywkach o Puchar Europy, ale w ich przypadku ten element został sprowadzony do rangi obowiązku. Przykładowo, piłkarze Vfl Wolfsburg wiedzieli, że przyjeżdża do nich wielki Real Madryt, ale dla nich nie była to bariera nie do przejścia. Chcieli wygrać i okazali się lepsi w pierwszym starciu. To pozwoliło im zrobić ogromny krok w stronę półfinału Champions League.

Czy faworyci pożegnają się z Ligą Mistrzów już w przyszłym tygodniu? A jeżeli tak, to jak to wpłynie na jakość tegorocznych rozgrywek? O to nie powinien się nikt martwić. Tak jak Tsubasa Ōzora chciał po prostu grać w piłkę i spełniać marzenia z nią związane, tak i „słabeusze” powinni iść po swoje i cieszyć się z możliwości uprawiania tej dyscypliny. Tylko wtedy będą mieć szansę osiągania, z pozoru, niemożliwego.

Czytaj więcej o: Liga Mistrzów, Atletico Madryt, FC Barcelona, Bayern Monachium, Real Madryt, Anglia, Hiszpania, Francja , Niemcy, Portugalia, Benfica Lizbona, Manchester City, Paris Saint-Germain, VfL Wolfsburg

Podziel się tym artykułem ze znajomymi

Skomentuj przez Facebooka

Treści o podobnej tematyce:

Komentarze (4)

Komentarze są domyślnie ukryte dla niezalogowanych

Pokaż komentarze