Sen o Victorii

Autor: Filip Malinowski | 20.05.2016 21:00 | komentarzy: 1 | kategoria: Okiem kibica |

Chciałbym przelać myśli na wirtualny papier. Wyskrobać kilka słów komputerowym piórem. Usiąść i stworzyć fantastyczną opowieść o herosach, piłkarzach, ludziach. Wykorzystać gotowy materiał. Nie potrafię. Wciąż jestem w transie. Czarodzieje z miasta Leicester mnie zaczarowali. Oczarowali. Obdarowali mocą, której nie potrafię wykorzystać. Piłka nożna dawno nie podarowała dziennikarzowi takiego tematu, takiej perełki, już w pełni oszlifowanej. Historia nowych mistrzów Anglii powaliła mnie na łopatki, a stała się jeszcze głębsza, gdy odkryłem karty przeszłości każdego z zawodników świeżego czempiona.

„Lisy” zjednoczyły Anglię. Wszystkich. Piłkarski świat z uśmiechem zazdrości Premier League nowego mistrza. Mistrza bez pieniędzy, bez sukcesów; zazdrości prawdziwego „kopciuszka”, który wreszcie odnalazł pantofelek. Zazwyczaj ludzie jednoczą się na skutek wielkich tragedii. Tu jest inaczej. Sukces połączył każdego, bez wyjątku. Kibice Realu serdecznie pozdrawiają z gorącej Hiszpanii, gdzieś z Chin dobiega odgłos głośnego „Czong czang”, co w wolnym tłumaczeniu oznacza z pewnością „GRATULACJE, BRACIA”.

Ja, kibic Liverpoolu, który od lat nie czuł smaku mistrzostwa cieszyłem się jak diabli, gdy „Wasyl” wznosił zdobyty niedawno puchar. Wiedziałem co przeżył, z czym się zmagał. Absolutnie nie myślałem o tym, że w tym sezonie nie spędził na boisku zbyt wiele czasu. Nie obchodziło mnie to. Marcin Wasilewski jak nikt zasłużył na to trofeum. Weteran, prawie sportowy emeryt, ale dzik. Gladiator, którego los wyznaczył do walki z okropną kontuzją. Otwartym złamaniem nogi, która dla piłkarza jest tym samym, czym dla dyrygenta są dłonie. Inni nigdy nie powróciliby już na swój dawny poziom. Ale nie on. Ten cholerny uraz popełnił spory błąd, że skrzyżował miecze właśnie z „Wasylem”. Defensor wstał. Wygrał bitwę. Wasilewski to Chuck Norris piłki nożnej. Marcin jest mistrzem Anglii. Naszym mistrzem.

 Kasper Schmeichel. Wiecznie porównywany do swojego ojca, bardziej utytułowanego i rozpoznawalnego. Kasper zawsze był w jego cieniu. Nie mógł się przebić. Nie potrafił. Czuł presję, która zmuszała go do, bądź co bądź niesprawiedliwej, rywalizacji z osobą, która już dawno odwiesiła buty na kołek. Marzył tylko o jednym: chciał kiedyś zdobyć mistrzostwo Anglii – dla siebie. Do niedawna wydawało się, że jego marzenia to kompletne science fiction. Teraz Schmeichel wyszedł z cienia i zbudował własny pomnik. To jedno trofeum odmieniło jego życie. Mistrzostwo z Leicester znaczy więcej niż wszystkie sukcesy ojca razem wzięte.

 Kolejna piękna, bajkowa historia. Jamie Vardy – piłkarz, który miał zakończyć karierę już w wieku 16 lat. Wtedy właśnie Sheffield Wednesday wyrzuciło go na zbity pysk. Vardy został piłkarzem – amatorem. Pracował w fabryce produkującej szyny medyczne z włókna węglowego, gdzie harował po 12 godzin dziennie. Po pracy szedł na trening. W międzyczasie przyszło mu bronić przyjaciela przed zaczepkami lokalnych chuliganów w pubie. Został skazany na pół roku ograniczenia wolności - po godzinie 18 nie wolno mu było opuszczać domu. Vardy mimo wszystko nie zrezygnował z piłki. Jak sam wspomina „Musiałem liczyć na to, że będziemy prowadzić w spotkaniu, a ja będę mógł zejść w okolicach 60. minuty i zdążyć wrócić do domu przed szóstą”. Wola walki doprowadziła go po pewnym czasie do Leicester City. Vardy został najlepszym strzelcem mistrzowskiej ekipy.

Mistrzowska feta. Coś wspaniałego. Patrzyłem na świętowanie i pomyślałem: „Kurcze, ci zawodnicy są naprawdę zgrani". Tworzą rodzinę. Muszkieterowie - jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. I za Ranieriego. Trenera. Ojca sukcesu klubu. Nieszanowanego. Biednego staruszka, który wreszcie udowodnił wszystkim, że ma jaja. Ranieri pokazał, że mimo krytyki jest fachowcem. Utarł nosa katarskim szejkom i rosyjskim milionerom. Na całe szczęście dał światu do zrozumienia, że pieniądze w piłce nożnej wcale nie są najważniejsze. Zbudował coś z, wydawałoby się, niczego. I chwała mu za to. 

 Leicester po prostu wspaniali ludzie, którzy są idealnym przykładem dla młodych. Pokazują, jak walczyć o swoje marzenia. Udowadniają, że warto iść pod górkę. Mimo wiatru, upadków, potłuczonych kolan. Każda z tych historii nadaje się na filmowy scenariusz. Czasami warto czekać. Nikt nie wie, co przygotował dla nas los. Być może w naszej osobistej Kinder Niespodziance znajdziemy marną podróbkę Kubusia Puchatka, ale nikt nie powiedział, że w następnej nie natrafimy na złotego zęba któregoś z pracowników fabryki czekolady. 

Czytaj więcej o: Rubin Kazań, Anglia, Okiem kibica, Marcin Wasilewski, Leicester City, Jamie Vardy

Podziel się tym artykułem ze znajomymi

Skomentuj przez Facebooka

Treści o podobnej tematyce:

Komentarze (1)

Komentarze są domyślnie ukryte dla niezalogowanych

Pokaż komentarze