Roy, explain why we have to deal with pain?

Autor: Bartłomiej Misztal | 12.06.2016 12:00 | komentarzy: 3 | kategoria: Felieton |

Anglia to jedna z najbardziej zaskakujących reprezentacji ze wszystkich. Tyle razy w eliminacjach robili nadzieję swoim rodakom, a finalnie na turniejach spisywali się poniżej oczekiwań.

Piłkarze Angielscy to prawdziwi tyrani. Uwielbiają sprawiać zawód na twarzach swoich fanów i bardzo często nie spełniają pokładanych w nich nadziei. Nie ma co się dziwić, skoro za dużo jest pomysłów na ustawianie piłkarzy, na zmianę taktyki, na podążanie za najnowszymi trendami, a brakuje stabilizacji.

 

Cała Wielka Brytania jest od zarania dziejów skupiona na kreowaniu swojego zamysłu na grę w piłkę nożną. Każdy, kto miał okazję oglądać mecze z ubiegłego stulecia czy początku obecnego wie, czym charakteryzuje się futbol na Wyspach. Siła, technika, kondycja, odporność na ataki, walka do upadłego. Po prostu, Bad Boys.

 

Z czasem zaczęto jednak zauważać, że idea gry w ten sposób na niewiele się zdaje, a tylko pogarsza wszystko. Po nieudanych eliminacjach do EURO 2008, nastąpił powrót do wielkiego turnieju międzynarodowego, tym razem w RPA. Znowu coś nie wypaliło, gdyż w swojej grupie w ogromnych męczarniach wywalczyli awans do 1/8 finału, a tam polegli w starciu z Niemcami. Zapamiętano jednak dwie rzeczy z tych rozgrywek: wymowny komentarz Wayne'a Rooneya do kibiców angielskich i nieuznana bramka Franka Lamparda podobna do tej, którą strzelił Geoff Hurst na Mistrzostwach Świata w 1966 roku.

 

Trzeba było wprowadzić zmiany i te nastąpiły podczas EURO 2012. W grupie mieli Francję, Szwecję i Ukrainę, więc nie było łatwo, ale mieszanka doświadczenia z młodością sprawiły, że „Synowie Albionu” awansowali dalej i w ćwierćfinale...odpadli po serii rzutów karnych z reprezentacją Włoch. Dwa lata później w Brazylii zapowiadano, że będzie o niebo lepiej. Pierwszy mecz przegrany, drugi mecz przegrany. To wystarczyło, aby piłkarze angielscy mogli wrócić do siebie i śledzić ze swoich wielkich telewizorów to, co działo się dalej w kraju 5-krotnych mistrzów świata.

 

O co tam do cholery chodzi? Mają znakomitych piłkarzy, z których można spokojnie ułożyć dwa składy nieróżniące się zbytnio od siebie. Kiedy przychodzi jednak do kulminacyjnego momentu pokazania się całemu światu, dochodzi do wielkiego zdziwienia, jak podczas starcia z Rosją. Rooney wystawiony na lewą stronę, Vardy siedzi na ławce rezerwowych, a Kane wykonawcą rzutów rożnych. Kiedy już okazuje się, że tylko pierwsze posunięcie jest strzałem w dziesiątkę, trener postanawia zdjąć kapitana reprezentacji z boiska, chociaż doskonale wie, że to napastnik Manchesteru United jest najjaśniejszą postacią na murawie. Reszta pozostaje bez komentarza.

 

Kibice robili co mogli, aby wesprzeć angielskich piłkarzy. Nie pomogły okrzyki, przyśpiewki, ani kilka razy odśpiewane „God Save the Queen”. Oni już mają powoli dość. Nie chcą łapać się za głowę i spuszczać jej po zakończonym spotkaniu. Chcą wreszcie poczuć się wielcy jak Brytania, z której pochodzą. Tylko kiedy to nastąpi? Wielu z nich nie ma zamiaru mierzyć się co chwila z bólem porażki. Będą więc chcieli, aby Roy Hodgson wybawił ich od tego fatum. Niestety, z taką grą jak w spotkaniu z Rosją, to szybko nie nastąpi.

Czytaj więcej o: Anglia, Rosja, Wayne Rooney, Roy Hodgson, Euro 2016, Harry Kane, Jamie Vardy

Podziel się tym artykułem ze znajomymi

Skomentuj przez Facebooka

Treści o podobnej tematyce:

Komentarze (3)

Komentarze są domyślnie ukryte dla niezalogowanych

Pokaż komentarze