Lament po Leonidasie

Autor: Filip Malinowski | 27.06.2016 15:00 | komentarzy: 21 | kategoria: Okiem kibica |

Szok? Niekoniecznie. Żal? Może trochę. Strata? Ogromna. Messi został wyautowany z kadry przez samego siebie. Gwiazdor nie wytrzymał psychicznie. Argentyńczycy płaczą po kolejnym przegranym finale. Nóż w rozkrwawione serca wbił im dodatkowo ich lider, Bóg, ale nie zbawiciel.

Trzy finały w trzy lata. Zero sukcesów. I on – symbol niespełnionych marzeń Argentyńczyków. Leo Messi już do końca życia będzie kojarzony w swojej ojczyźnie nie z powodu wielkich osiągnięć z FC Barceloną, ale właśnie z blamażem w trzech finałach wielkich turniejów międzynarodowych z rzędu. Sam o tym zadecydował. Sam powiedział „stop”. Nie będzie już próbował. To dla niego za wiele.

 Fani Argentyny są wściekli. Mówią, że Messi jest tchórzem, słabeuszem. Jadą swoim towarem eksportowym jak szmatą po podłodze. Nie tylko oni. Za oknem ani widu, ani słychu grzmotów. Za to w polskich mediach społecznościowych od rana wielka burza. Janusze kibicowania już wyklikali setki postów na temat braku wierności i braku ambicji „następcy Maradony”. Bo przecież oni znają go najlepiej i doskonale wiedzą, co czuje zawodnik w takiej chwili. Wielokrotnie grali już w przegranych finałach, widzieli tysiące wściekłych, smutnych i zapłakanych twarzy na stadionie, które mówią „Znowu nam to zrobiłeś!”.

 Mamy oskarżonego, mamy świadków, mamy ofiary. Sędzia ukrywa się gdzieś w pubie. Ława obrony coś szepcze, ale za cicho, niepewnie. Wyrok sądowy pada przed oficjalną rozprawą. Winny. Lider mafii skazany. Przyznał się do winy, wziął wszystko na swoje barki. Uchronił kolegów, jak na prawdziwego przywódcę przystało. Inni schowali się za jego plecami i milczą. Nie mają nic do powiedzenia. Oni skończą z wyrokiem w zawieszeniu. Boss'a czeka najcięższy los.  

Najgorsze jest to, że Messiemu zarzuca się „strzelenie focha". Na co on niby ma się „fochać"? Na to, że znów przegrał? Na to, że zawodzi swoje własne ambicje? Powiedzcie jeszcze, że nie umie przegrywać, że jego psychika jest tak krucha, jak laleczka z saskiej porcelany. Postawcie się na jego miejscu. Pomyślcie jak to jest.

Jak zawsze i wszędzie nie obyło się bez porównań do Ronaldo. „Gdyby Messi grał w reprezentacji Portugalii to już dawno zrezygnowałby z gry w kadrze" brzmi jeden z wpisów na Facebooku. "Ronaldo też przegrywał w reprezentacji i jakoś nadal w niej gra" głosi kolejny znawca futbolu. To nic innego, jak porównywanie lata do zimy. Bo zima potrafi zrobić śnieg, a lato nie. Bo w lato są wakacje a w zimę tylko ferie. Nie przypominam sobie żeby Ronaldo grał w trzech przegranych finałach z reprezentacją i to w ciągu trzech lat. 

Podziwiam Messiego. Odważył się na ten krok mając świadomość jego konsekwencji. Przecież mógł grać dalej. Ciągle gra na bardzo wysokim poziomie. I właśnie o to chodzi. Ciągłe wymagania rodzą presje. Nie na reprezentacji Argentyny, ale na jednym z jej elementów, którym był Messi. Świadomość, że w razie porażki będzie się jedynym winnym to ogromny ciężar. Gwiazdor i tak wytrzymał bardzo długo z nożem przystawionym do gardła. Teraz musiał jednak podciąć sobie krtań. Rana krwawi, ale przestanie. Miejmy nadzieje, że po pewnym czasie nikt nie będzie pamiętał o tym, że Messi przegrał z Argentyną trzy finały z rzędu i wszyscy zapamiętają fakt, że to on był liderem kadry, która zagrała w aż trzech finałach turniejów międzynarodowych. Bo Messi to argentyńskie dziecko szczęścia, które wciąż czeka za zaległymi alimentami. 

Czytaj więcej o: Okiem kibica, Lionel Messi, Argentyna

Podziel się tym artykułem ze znajomymi

Skomentuj przez Facebooka

Treści o podobnej tematyce:

Komentarze (21)

Komentarze są domyślnie ukryte dla niezalogowanych

Pokaż komentarze