Duma przez łzy

Dawid Brilowski | 01.07.2016 17:35 | komentarzy: 3 | kategoria: Okiem kibica |

Odpadliśmy z Mistrzostw Europy, pomimo że nie przegrywaliśmy w nich nawet przez sekundę. Tak, futbol bywa okrutny, ale to okrucieństwo przecież zawsze braliśmy za cząstkę jego piękna. Być może przez to, że tak rzadko dotyczyło ono nas.

Tym razem jednak nasi piłkarze do kraju wrócą z podniesionymi głowami, mimo że po meczu dominował żal i smutek, pełen wyrzutów do samych siebie. „Nie pomogłem drużynie” - skwitował po meczu Fabiański, nie chcąc nawet słuchać, że przy idealnych strzałach rywali nie mógł zrobić nic więcej.

 

Nie opuszczamy Francji na tarczy. Ba! Prawdopodobnie zostaniemy sklasyfikowani na 5. miejscu turnieju, co będzie dla nas wręcz nieprawdopodobnym sukcesem. Ale nie zmienia to faktu, że wczorajszy mecz przeciwko Portugalii zapisze się w naszej pamięci dosyć specyficznie. Przyzwyczailiśmy się do tego, że zwykle po porażkach czuliśmy zażenowanie. Tym razem nie awansujemy dalej, a mimo to czujemy emocje wręcz odwrotne – niestety, przez łzy.

 

Radość, duma, łzy

Mecz ćwierćfinałowy rozpoczął się dla nas perfekcyjnie. Jak z marzeń. Od początku przycisnęliśmy rywala, a w drugiej minucie ta akcja. Kamil Grosicki wystrzelił lewą stroną, tak jak tylko on potrafi, jednym kopnięciem zostawił z tyłu Cedrica, a potem dograł wprost na nogę Lewandowskiego. Naszemu gwiazdorowi pozostało już tylko wykończyć akcję. Głębokie „goooooooolllll” rozległo się w moim domu, po chwili rozlewając się na całe osiedle. To „gooooooolllll” długo jeszcze dudniło mi w uszach. Radość była nieprawdopodobna, nigdy nie odczuwałem takiej.

 

Później jednak niepotrzebny myślę powrót, przez większą część obrona, obrona, obrona. I choć nasi piłkarze nie raz na tym turnieju udowodnili już, że na defensorach możemy polegać. Nie wolno zapominać przeciwko komu graliśmy. I nie mówię już o Cristiano Ronaldo, który od kilku miesięcy jest cieniem herosa, którego mamy w głowach, myśląc „CR7”. Jest po prostu człowiekiem, jak każdy z nas, który się stresuje i myli w ważnych sytuacjach. Jest zawodnikiem, który na wiele lat wybił się ponad przeciętność dzięki ciężkiej pracy i chwała mu za to, ale w tym momencie nie wyróżnia się aż tak spośród tłumu. Nie tworzy różnicy takiej, jaką robi choćby Bale, choćby Lewandowski czy... no właśnie – Renato Sanches, będący wczoraj – moim zdaniem – jedynym portugalskim piłkarzem wybitnym. I tak się złożyło, że to właśnie on trafił. Fakt, podawał Ronaldo, ale samo wykończenie należało już do Sanchesa. Piłka jeszcze otarła się o ciało Krychowiaka, po czym, zmieniając kierunek, poleciała w światło bramki.

 

Podobnie jak przy strzale Shaqiriego w poprzednim meczu, tak i teraz Fabiański nie miał najmniejszych szans, aby obronić to uderzenie. Mi jeszcze – również podobnie jak w poprzednim meczu – przemknęła w głowie myśl, że może źle widzę, może to tylko boczna siatka. Niestety, radość ekipy rywali wykluczyła wszystkie wątpliwości. Czym to trafienie różniło się od bramki Szwajcarów? Przede wszystkim tym, że nastąpiło szybciej, co spowodowało, że nie czułem się nim zdołowany. Wręcz przeciwnie – pełen wiary oglądałem dalej. Mój mózg, a serce tym bardziej nie akceptowało nawet innego scenariusza, niż ten, w którym Kuba (o ironio!) zdobędzie bramkę na 2:1 i my ten mecz wygramy.

 

Niestety, mecz potoczył się inaczej. Jestem daleki od gdybania co byłoby, gdyby to nie wpadło. To nie była nawet połowa meczu. To nie jest przecież tak, że wyeliminowując tę bramkę, wygralibyśmy 1:0. Moglibyśmy tak mówić, jakby strzelili nam w 90. minucie. Ale nie w pierwszej połowie. Przecież wszystko byłoby inne. Zacząłby Fabiański od bramki, a nie Lewandowski od środka. Od tego momentu meczu każde kopnięcie piłki byłoby inne, niż widzieliśmy wczoraj. Abstrakcja? Może, ale taki właśnie jest futbol.

 

Wracając zatem do niego – nie potoczyło się po naszej myśli. Mimo iż zmienników specjalnie nie mamy, co trzeba niestety przyznać, Polacy wytrzymali motorycznie do końca. Co więcej – był to pierwszy mecz naszej kadry, w której widziałem biało-czerwonych tak dobrze przygotowanych kondycyjnie. Aż do końca nie pozwoliliśmy rywalom dominować. Przecież sami nawet mieliśmy swoje doskonałe okazje na podwyższenie. Bramki jednak nie padały, a rzuty karne wkrótce stały się nieuniknione.

 

Na początku ogromny stres, nerwy. Odpuściło nieco, gdy Milik strzelił. Myślę sobie: Glik jest najpewniejszy. Później Kuba i Krychowiak – to Portugalczycy muszą się martwić. Potoczyło się jednak inaczej. Do bramki nie trafił walczak, zawodnik, którego śmiało można uznać najlepszym w naszej kadrze podczas tegorocznego EURO – Kuba Błaszczykowski. Z jednej strony wielka szkoda, że na niego właśnie trafiło. Z drugiej... może i lepiej? Przecież Jemu akurat nikt nic zarzucać nie będzie, nie po takim turnieju. Gorzej byłoby jakby spudłował Lewandowski albo – nie daj Boże – Milik.

 

Podejście Ricardo Quaresmy do piłki było niczym przeciąganie się wyroku. W końcu strzelił, bramka, moja twarz zniknęła w biało-czerwonym szaliku, łzy mimowolnie poleciały po policzku, rozmazując namalowane flagi. To koniec – nie mogłem w to uwierzyć i nie mogę uwierzyć aż do teraz. Koniec pięknego turnieju, który zostanie zapamiętany na długo. Turnieju, w którym nareszcie to oni bali się nas, a nie na odwrót. Po chwili podniosłem głowę, a duma widoczna w oczach doskonale kontrastowała na niej ze łzami rozmazującymi kompletnie meczowy make-up. Taka jest piłka...

 

Jesteśmy jak Kostaryka - kamyczek do ogródka Ronaldo

Od początku szukałem porównania naszej sytuacji z czymkolwiek. Próbowałem zestawić nas z Niemcami, Włochami czy Duńczykami. Jednak największe podobieństwo dostrzegam z Kostaryką sprzed dwóch lat. Na mundialu sensacja turnieju również przegrała po karnych, również z drużyną która zdobyła później brąz. Różnica? Drużyna, z którą odpadli, wcześniej wygrała chociaż jakiś mecz.

 

Przepraszam za tą drobną złośliwość. Pardon, nawet za dwie. Ale naprawdę usilnie próbuję zrozumieć co mają w głowie osoby, które wczoraj, z uwagi na osobę Ronaldo, kibicowały Portugalii. Jak można być aż tak zapatrzonym w swojego idola, aby nie dostrzegać nie tylko jego wad, ale także jakichkolwiek wartości? Zostałem porażony pewnym felietonem, znalezionym na realmadryt.pl. Stąd ta mała dygresja, którą zdecyduję się rozwinąć.

 

O wartościach mówić nie będę – o nich dowiecie się więcej (mam nadzieję) w domu i w szkole. O wadach Ronaldo mogę, nawet chętnie. Czy jestem obiektywny? Na pierwszym roku studiów dziennikarskich dowiedziałem się, że nikt nie jest. Szczególnie, że jestem (o zgrozo) osobą, która nie dość, że woli Messiego od Ronaldo, to jeszcze w dodatku uważa, że obaj panowie nie zasłużyli sobie na tyle nagród. Mamy wielu wybitnych piłkarzy, czarujących nieraz bardziej od tej dwójki.

 

Żeby była jasność - mam wielki szacunek do Ronaldo za to, co osiągnął. To chłopak, który mega ciężką pracą doszedł na sam szczyt. Czapki z głów także za dotychczasowy wynik na tym EURO, dający mu 2 gole i 3 asysty. Ale...tu już przypomnę, że obie bramki boski CR7 zdobył przeciwko Węgrom, którzy wyszli na Portugalię niemal rezerwowym składem. Nie uważam tego wyczynu za wybitny. Co więcej, w decydujących momentach Portugalczyk zawodzi. Gdzieś odcina prąd, brakuje magii. Karny przeciwko Austrii strzelony w słupek, we wczorajszym meczu piłka meczowa, w którą...nawet nie trafił. A ktoś aspirujący do roli Boga Futbolu trafić przecież powinien. Czy Bogom wypada się mylić? Raczej nie. Ronaldo jest tylko i aż człowiekiem. Jest wspaniałym piłkarzem, jednym z najlepszych na świecie, ale w tej chwili i tej sytuacji nie najlepszym. Jest wielu, którzy grają na jego poziomie lub poziomie wyższym, jak choćby wspomniany wcześniej Renato Sanches czy Robert Lewandowski.

 

Tym bardziej zatem nie rozumiem jak można do tego stopnia być zapatrzonym w tego pana. Pana, który wczoraj pokazał więcej nurkowania i symulowania niż jakiejkolwiek dobrej gry. Jak można z jego powodu nawet pomyśleć o sprzeniewierzeniu się orzełkowi i biało-czerwonym barwom? Po prostu nie rozumiem...

 

Okej, dobra, koniec, bo czuję, że kibice Realu i Ronaldo właśnie powoli przestają czytać. Zostańcie! Wracam do meritum, już bez złośliwości, obiecuję.

 

Duma jak nigdy – dziękujemy

Tak jak pisałem na początku – z Francji nie wracamy na tarczy. Podobną do tej dumę odczuwałem tylko wówczas, gdy siatkarze zdobywali złoto, a piłkarze ręczni srebro Mistrzostw Świata. Choć i to nie wiem czy nie było płytsze uczucie od tego, które czuję teraz.

 

Proszę Państwa – w naszej drużynie nie będzie króla strzelców. Ale przez chwilę za to mieliśmy najlepszą obronę w historii EURO. Pierwszą bramkę straciliśmy bowiem dopiero w 82. minucie swojego 4. meczu. Pobiliśmy w ten sposób rekord Włochów z 1980 roku, którzy pierwszego gola dali sobie strzelić w 54. minucie 4. meczu. Oprócz naszych Orłów i Italii, jedyną nacją, jaka minimum 3 spotkania z rzędu na EURO ukończyła bez strat są Niemcy. Oni w 1996 roku zachowali czyste konto do 51. munuty 4. spotkania. Teraz niestety pobili nasz rekord i wiele wskazuje, że ciężko będzie zatrzymać ich w jego śrubowaniu. Nie powoduje to jednak, że duma jest mniejsza. Nasza defensywa, na którą tak narzekaliśmy przed turniejem, złotymi zgłoskami zapisała się w jego historii.

 

Nie pobiliśmy za to innego rekordu – nie zwyciężyliśmy dwóch serii rzutów karnych w dwóch kolejnych meczach. Ta sztuka nie udała się jeszcze nikomu. Ogólnie zasada jest taka – gdy ktoś raz wygra po karnych, lepiej żeby w następnym spotkaniu kwestię awansu rozstrzygnął w 120 minutach. Dobitnie przekonali się o tym półfinaliści na EURO 1996. Wydawało się, że Anglicy i Francuzi „jedenastki” wykonują bezbłędnie. W ćwierćfinale nie spudłowali, awansując dalej. W półfinale podobnie pierwsze piątki trafiły bezbłędnie. Później jednak zarówno Anglicy jak i Francuzi zawodzili i odpadali po wielkich emocjach. Zastanawia mnie jak wielką barierę psychologiczną trzeba pokonać, aby takiej rzeczy (tj. wygrania dwóch serii karnych z rzędu) dokonać.

 

I mimo tego, że odpadliśmy, ja jestem dumny. Dumny z tego, że jestem Polakiem i mam taką reprezentację, która nie boi się grać w piłkę. Pomimo łez, cieknących z oczy na policzki, a potem dalej po szyi...nie mam zamiaru się poddawać. Wyeliminowali nas, ale my tego EURO nie przegraliśmy. Nie przegrywaliśmy na nim ani przez sekundę. Cześć, chwała i honor będą wieczne.

 

Koronacja

I choć każdy napisał już o tej reprezentacji chyba wszystko co możliwe, ja dziś nucę sobie pod nosem: I choć każdy powiedział to, co wiedział, wysłucha niech dobrze jeszcze mnie. Wszyscy zgodzimy się ze sobą i oby nadal było, tak jak jest...

 

A ja 30. czerwca wprowadzam sobie święto czternastu króli. I choć może ta koronacja naszych piłkarzy jest nad wyrost, najlepiej przedstawi to, co zrobili oni podczas tego historycznego turnieju. A zatem na koniec już: Ja, Dawid Brilowski, z mocy nadanej mi przez samego siebie, koronuję czternastu piłkarzy reprezentacji Polski na władców murawy, przyznając im przy tym oceny (skala 1-10) za udział w EURO 2016. Oto oni:

 

Król Łukasz XXII Skoczny – 9.5

Łukasz Fabiański sam nie był zadowolony ze swojej dyspozycji. Choć jego rozgoryczenie bardziej związane jest raczej z odpadnięciem z turnieju, niż dogłębnymi przemyśleniami. Ciężko jest wejść w turniej bramkarzowi, który wchodzi jako „ten drugi”. „Fabian” zastąpił kontuzjowanego Wojtka Szczęsnego i szybko stał się „tym pierwszym”. Bronił fenomenalnie. Wybronił nam ćwierćfinał. Gdyby nie on nie zaszlibyśmy tak daleko. Wpuścił to, czego obronić się absolutnie nie dało. Nie miał szczęścia przy karnych, stąd 9.5, a nie 10.

 

Król Artur III Wierny – 8.5

Artur Jędrzejczyk – być może najbardziej niepozorny z naszych obrońców. A to on właśnie potrafił iść mocno do przodu, do ataku. To przez niego miałem prawo wydzierać się przed telewizorem „Boże, Jędza, gdzie Ty tam biegniesz?!”. A ostatecznie okazało się, że nie miałem powodów do nerwów. Z przodu Artur był równie niebezpieczny, co Łukasz Piszczek. Takiego Jędrzejczyka nie widziałem jeszcze nigdy. Piękna gra!

 

Król Kamil XV Nieustraszony – 8.5

Klasa Kamila Glika od wielu lat jest niepodważalna. Teraz, przy niezwykle dobrej asyście Michała Pazdana, kapitan Torino udowadniał ją w każdym spotkaniu. Swojemu koledze ze środka pola ustępował tylko agresywnością przy wejściach w piłkę. Mimo to każda interwencja Kamila Glika była niezwykle pewna. Poza tym dwa świetnie wykonane karne. On nie czuje stresu!

 

Król Michał II Mocny – 9

O Michale Pazdanie podczas tego turnieju było głośno. Łączono go już z każdym, włączając w to całe ześwirowanie transferowe nawet FC Barcelonę. Cóż, zawodnik, którego 2 tygodnie temu w piłkarskiej Europie nikt jeszcze nie znał, dziś zaskakuje. Na środku obrony przyćmił nawet Kamila Glika, wielokrotnie będąc zaporą nie do przejścia. Zasłużył się szczególnie w meczu z Niemcami, a z Portugalią kończył mecz jadąc dosłownie na oparach. A niech będzie – życzę mu tej Barcelony! Tak trzymać!

 

Król Łukasz XX Czarodziej – 8.5

Łukaszowi Piszczkowi dużo można zarzucić za mecz z Niemcami, który – przyznajmy szczerze – nie wyszedł mu. Była to jednak jedyna chwila słabości naszego doświadczonego, prawego obrońcy. Piszczek jest chyba najbardziej ofensywnym z polskich defensorów. Tym razem również brylował przy bieganiu do przodu, a jego liczne dośrodkowania siały zamęt. Nie gorzej zaprezentował się w obronie. Tam był nie do przejścia. Krótko mówiąc – fenomenalny!

 

Król Jakub XVI Wspaniały – 10.5

O Kubie Błaszczykowskim po tych Mistrzostwach można by napisać książkę. Człowiek, co do którego większość zastanawiała się jaki jest sens brania go w ogóle na EURO, pokazał że... po prostu było warto. Kuba przede wszystkim fenomenalnie walczył przy odbiorze piłki, ale potrafił także ruszyć do ataku. Oddał tylko 3 strzały, z czego 2 zakończyły się bramką. Poza tym zanotował aż 9 kluczowych podań, co daje wynik lepszy od Lewandowskiego czy Krychowiaka. Szkoda tego ostatniego karnego z meczu z Portugalią, ale mimo to, to właśnie Jemu należą się ogromne brawa. Zrobił coś bezapelacyjnie wielkiego! Fenomenalna gra!

 

Król Krzysztof V Fenomenalny – 10

To co wyprawiał na tych mistrzostwach Krzysztof Mączyński przechodzi ludzkie pojęcie! A mimo to był wiecznie niedoceniany. Krzysiek wykonywał fenomenalną robotę „sklejając” całą polską grę defensywną. Biegał za dwóch, miał świetny przegląd pola i walnie przyczynił się do tego, aby nie tracić bramek.

 

Król Tomasz VI Zmiennik – 9

Tomasz Jodłowiec, czyli ten, który na boisku pojawiał się w momencie, gdy Krzyśkowi Mączyńskiemu nie pozwalały już na grę siły. W obydwu rozegranych przez biało-czerwonych dogrywkach, to on właśnie był jednym z kluczowych zawodników. Jako jeden z niewielu rozkręcał akcje ofensywne, szukał podaniami napastników. Był rzeczywiście tym, kogo w dogrywce akurat najbardziej potrzebowaliśmy.

 

Król Kamil XI Szybki – 9.5

Trudno znaleźć zawodnika takiego jak On. Kamil Grosicki w lidze francuskiej pokazuje już jak umie biegać i strzelać. U nas w reprezentacji również jest nie do zatrzymania. Szczególnie było to widać w meczu ćwierćfinałowym, gdy biegał obok Cedrica jak chciał. W poprzednich spotkaniach również dawał oglądać rywalom tylko swoje plecy. Nieprawdopodobna dynamika, wspaniała szybkość i przegląd pola. Szkoda, że nie zdecydował się na strzał po trójkowej akcji w 22. minucie meczu z Portugalią. Ale nie gdybajmy – zagrał bardzo dobre mistrzostwa.

 

Król Grzegorz X Kreatywny – 9.5

Po przed-turniejowych meczach towarzyskich mieliśmy wątpliwości co do tego, czy na EURO będzie zdrowy. Grzegorz Krychowiak pokazał jednak, że w takich chwilach on nie zawodzi. W środku pola, niezależnie od tego czy grał razem z Mączyńskim czy z Jodłowcem, był tym zawodnikiem, który potrafił kreować grę. To on tworzył różnicę, wyprowadzając polskie ataki. Poza tym... gołym okiem było widać, że w środku pola większość czasu rządziliśmy.

 

Król Bartosz XXI Kartkowicz – 9

Wszyscy zachwycali się nim po pierwszym spotkaniu z Irlandią Północną. Później, po powrocie Kamila Grosickiego, musiał usiąść jednak na ławce rezerwowych. Wchodził tylko na końcówki spotkań, przy czym nie zamazał dobrego pierwszego wrażenia. Pomocnik (jeszcze) Cracovii na pewno na długo pozostanie w sercach i myślach europejskich kibiców. Po pierwsze – dobrą grą, po drugie – średnią otrzymania jednej kartki na mecz.

 

Król Robert IX Niezastąpiony – 9

Trudno wyobrazić sobie reprezentację Polski bez Roberta Lewandowskiego. Nasz kapitan strzelił „tylko” jedną bramkę, ale za to w jakim momencie. Nie brakło wiele, aby właśnie to trafienie wprowadziło nas do strefy medalowej EURO 2016. Lewandowski brał na siebie po kilku graczy defensywnych rywali, odciągając ich od reszty naszego napadu i tworząc przy tym miejsce dla reszty drużyny. Mission completed, kapitanie. Zrobiłeś to, co do Ciebie należało.

 

Król Arkadiusz VII Niedoceniony – 9

Tak, ocena się zgadza. Arek Milik był zawodnikiem, grającym bardzo dobrze. Pomimo fatalnej skuteczności, którą wszyscy zauważali (i niestety tylko ją), strzelił bramkę, która dała nam zwycięstwo w meczu z Irlandią Północną. Poza tym w ciągu wszystkich naszych meczów zanotował aż 11 kluczowych podań, czyli takich, po których padł strzał na bramkę. Według mnie taka statystyka tylko tym różni się od asyst, że przy asystach strzelec wykorzystywał okazję (a to czy wykorzysta nie mieści się w gestii podającego). Milik ma w tej chwili 9. miejsce w statystyce kluczowych podań, a dodatkowo prowadzi w tej klasyfikacji wśród reprezentantów Polski.

Przy tym zanotował dokładnie tyle samo strzałów celnych (6) i zablokowanych (3) co Robert Lewandowski, co również daje pozycję lidera naszej kadry. Szkoda co prawda tych 10 uderzeń niecelnych, ale... taka jest piłka.

 

Król Adam I Mądry – 11

Przyznaję, w momencie kiedy Adam Nawałka obejmował kadrę, nie wierzyłem w niego. Po kiepskim trenerze z Ruchu Chorzów, przychodził trenerski no name z Górnika Zabrze. Szybko jednak kupił mnie, gdy po kilku na pozór nielogicznych decyzjach stworzył zespół, który potrafił wygrać z Niemcami. Później było tylko lepiej. Nie mamy już Lewandowskiego i doklejonych do niego 10 chłopaków. Mamy Drużynę. Do tego dochodzą decyzje, które choć na pozór dziwne, wychodzą nam na dobre. Pamięta ktoś kiedy przegraliśmy ostatnio mecz o punkty? Panie Trenerze, jest Pan GENIUSZEM. Chapeau bas!

 

This is 10% luck,
20% skill,
15% concentrated power of will,
5% pleasure,
50% pain
and 100% reason to remember the name”

 

I to tyle ode mnie. Głowy do góry, bo już za dwa lata...bo już za dwa lata Polska będzie Mistrzem Świata. Wierzę w to, jak nigdy dotąd.

Czytaj więcej o: Polska, Euro 2016

Podziel się tym artykułem ze znajomymi

Skomentuj przez Facebooka

Treści o podobnej tematyce:

  • Oficjalnie: Rami piłkarzem Olympique Marseille!

    Francuski klub zapłacił za zawodnika Sevilli 6 milionów euro. Były obrońca "Sevillistas" podpisał 3-letni kontrakt z OM. Umowa zawiera opcję jej przedłużenia o kolejne 12 miesięcy.

    czytaj więcej
  • Koniec transferowej sagi. Mączyński w Legii!

    Kontrowersyjny transfer stał się faktem. Reprezentant polski podpisał z "Wojskowymi" dwuletni kontrakt z automatyczną opcją przedłużenia go o kolejny rok. Legia Warszawa zapłaciła za pomocnika Wisły Kraków 500 tyś. euro plus bonusy za awans "Legionistów" do Ligi Mistrzów.

    czytaj więcej
  • Lewandowski po raz kolejny wyróżniony

    Robert Lewandowski znowu wygrał tytuł dla najlepszego zawodnika w Polsce. Dla napastnika Bayernu Monachium był to już szósty triumf z rzędu. W zeszłym roku pokonał takich rodaków jak: Kamil Glik, Grzegorz Krychowiak, Arkadiusz Milik czy Michał Pazdan.

    czytaj więcej
  • Podsumowanie roku 2016

    Miniony rok obfitował w wiele niezapomnianych momentów piłkarskich. Zobaczmy więc, jakie to były momenty.

    czytaj więcej
  • Ronaldo zagra z Osasuną

    Cristiano Ronaldo ujawnił, że wróci do składu Realu Madryt w sobotnim meczu z Osasuną. 31-latek leczył uraz kolana, którego nabawił się w finale Euro 2016 przeciwko Francji. W tym tygodniu Portugalczyk wznowił treningi z resztą zespołu.

    czytaj więcej

Komentarze (3)

Komentarze są domyślnie ukryte dla niezalogowanych

Pokaż komentarze