Bramka, która zmieniła wszystko...

Dawid Brilowski | 09.07.2016 17:55 | komentarzy: 10 | kategoria: Okiem kibica |

Francja zagra z Portugalią, a mecz sędziować będzie Anglik – Mark Clattenburg. Brzmi jak ćwierćfinał EURO. A jednak, to finał, choć... ćwierćfinałem mógł być. Pierwsze 24-zespołowe Mistrzostwa Europy doprowadzają do dosyć dziwnych sytuacji. Piękno czy przypadek? O wszystkim zadecydowała... jedna bramka.

No ale dobrze. Często o losach medalu (ba! Nawet o losach złota!) decydował jeden gol. Tym razem możemy powiedzieć, że mamy do czynienia jednak z sytuacją wyjątkową. Finał ustawiła nam jedna bramka? Okej. Dodajmy, że padła ona w 95. minucie. Dobra, takie rzeczy się zdarzają. Ale tu chodzi o bramkę... w fazie grupowej, w meczu Islandia – Austria, czyli spotkaniu, które zgodnie z najprostszą logiką nie powinno decydować o niczym.

 

A jednak! Wróćmy do dnia 22. czerwca. Był to ostatni dzień rozgrywek grupowych. Można by powiedzieć, że karty są odkryte, leżą na stole. Po porażkach Anglii i Hiszpanii, drabinka zaczyna dzielić się wyraźnie na dwie części – część niespodzianek oraz część faworytów. W tej pierwszej znajdują się m.in. Polska, Walia, Szwajcaria czy Chorwacja. W drugiej zaś są już Francuzi, Anglicy, Niemcy, Hiszpanie i Włosi.

 

Dobiegają końca już także ostatniej pojedynki grupy F. Węgry remisują 3:3 w szalonym pojedynku z Portugalią. Wiemy już – Madziarzy wygrali grupę, trafią do teoretycznie łatwiejszej części drabinki. Do rozdania pozostają dwa miejsca – drugie zagra przeciwko faworytom, trzecie trafi tam, gdzie Węgry, do części niespodzianek.

 

Sytuacja w tabeli nie jest zawiła. Islandia remisuje w tym momencie z Austrią 1:1. Jest 93. minuta. Taki stan rzeczy daje 2. miejsce Portugalii, na 3. spycha Islandię, Austria zaś ospada z turnieju. Jakakolwiek bramka, daje zwycięzcy meczu (niezależnie czy byłaby to Islandia czy Austria) awans na 2. miejsce w grupie. Trwają zażarte ataki Alaby i spółki. To Austriakom zależy, oni strzelić muszą, Islandii do awansu z 3. miejsca wystarcza remis.

 

Nagle dzieje się rzecz niespodziewana – piłkarze z kraju Mozarta tracą piłkę, a rywale rozpoczynają kontratak, który całkowicie zmieni dalszy przebieg Mistrzostw Europy. Rajd prawą stroną, Austriacy już odpuścili powrót. Czekają w beznadziei, wiedząc, że niezależnie od wszytskiego jest to ostatnia akcja w meczu. Dośrodkowanie, wślizg rezerwowego Arnora Traustasona i gol. Sędzia Szymon Marciniak wskazuje na środek boiska, a po chwili kończy spotkanie. Islandia sprawia ogromną sensację, wygrywając z Austrią 2:1.

 

Zagrali zgodnie z zasadami fair-play i chwała im za to. Daleki jestem od krytyki zachowania Traustasona, którego jednak chyba bardziej serce niż rozum pognało w kierunku piłki. Strzelając bramkę Islandczyk wywrócił bowiem tabelę. Jego zespół zajął 2. miejsce i trafił przy tym do teoretycznie silniejszej części drabinki. Portugalia natomiast, na swoje szczęście, zepchnięta została na miejsce 3., trafiając przy tym do teoretycznie słabszej części drabinki.

 

Ten gol zmienił wszystko. Dalszą historię wszyscy znamy. A jak być mogło? Cofnijmy na moment czas i wymażmy bramkę Traustasona z pamięci. Islandia – Austria kończy się 1:1. Islandczycy w 1/8 finału trafiają w takim przypadku na Chorwatów, w ćwierćfinale zaś grają z Polską. Finału Francja – Portugalia nie będzie. Dlaczego? Ponieważ Francuzi i Portugalczycy wpadną na siebie już w ćwierćfinale. No, oczywiście jeśli ci drudzy będą na tyle silni, żeby w 1/8 finału uporać się z Anglią.

 

Nie wiadomo jakby się potoczyło, jakby mecz Islandii z Austrią zakończył się minutę szybciej, remisem. Czy Islandczycy byliby aż takimi bohaterami? Nie wyeliminowali by przecież Anglii, a co najwyżej Chorwację czy Polskę. A już na pewno bohaterem nie byłby strzelec sensacyjnej bramki - Arnor Traustason. A tak jego bramka już na zawsze pozostanie jedną z legend północy, włożona gdzieś między baśnie o elfach i krasnoludach, a kroniki Wikingów.

 

Traustason jednym dołożeniem nogi ściągnął na siebie wieczną chwałę. Na nas zaś przemyślenia dotyczące 24-zespołowego EURO. I nie chodzi tu już nawet o samą liczbę drużyn, a o format gier i awans z 3. miejsc. Takie rzeczy do tej pory obserwowaliśmy tylko w Copa America.

 

Nie ukrywajmy – przez poszerzenie EURO w takim formacie, faza grupowa jest po prostu nudniejsza. Ale za to... bardzo ważna, bo przecież to ona ustawia nam resztę turnieju. Nieprzewidywalność jest częścią składniową piękna futbolu. Ale tylko wtedy, gdy jest anomalią, a nie regułą. Z resztą ciężko jest utworzyć regułę z nieprzewidywalności. A zatem musimy zadać sobie pytanie czy taki przypadek to anomalia? A może od teraz każde Mistrzostwa Europy będą „ustawiane” przez takie przypadki?

 

Jednego możemy być pewni – reprezentant Islandii strzelił bramkę, która całkowicie i nieodwracalnie odmieniła oblicze tegorocznych Mistrzostw Europy. Czy gdyby Traustason wiedział, co stanie się w przyszłości, strzeliłby do bramki, czy może wybiłby piłkę na aut? Wydaje mi się, że mimo wszystko strzeliłby. Islandczycy nie są tymi, którzy lubią kombinować. Mimo wszystko to dziwne, że jednym z głównych scenarzystów spektaklu pod tytułem „EURO 2016” został rezerwowy drużyny debiutującej w turnieju. A wszystko wydarzyło się w meczu grupowym, z ekipą, która w tej grupie zakończyła swoją przygodę z turniejem.

 

Dziwne? Dziwne. Magiczne? Może trochę, jak na opowieści o Wikingach i elfach przystało. Turniej z 2020 roku pokaże nam czy taka sytuacja to odosobniony przypadek.

Czytaj więcej o: Francja , Polska, Portugalia, Euro 2016, Islandia

Podziel się tym artykułem ze znajomymi

Skomentuj przez Facebooka

Treści o podobnej tematyce:

  • Oficjalnie: Rami piłkarzem Olympique Marseille!

    Francuski klub zapłacił za zawodnika Sevilli 6 milionów euro. Były obrońca "Sevillistas" podpisał 3-letni kontrakt z OM. Umowa zawiera opcję jej przedłużenia o kolejne 12 miesięcy.

    czytaj więcej
  • Koniec transferowej sagi. Mączyński w Legii!

    Kontrowersyjny transfer stał się faktem. Reprezentant polski podpisał z "Wojskowymi" dwuletni kontrakt z automatyczną opcją przedłużenia go o kolejny rok. Legia Warszawa zapłaciła za pomocnika Wisły Kraków 500 tyś. euro plus bonusy za awans "Legionistów" do Ligi Mistrzów.

    czytaj więcej
  • Lewandowski po raz kolejny wyróżniony

    Robert Lewandowski znowu wygrał tytuł dla najlepszego zawodnika w Polsce. Dla napastnika Bayernu Monachium był to już szósty triumf z rzędu. W zeszłym roku pokonał takich rodaków jak: Kamil Glik, Grzegorz Krychowiak, Arkadiusz Milik czy Michał Pazdan.

    czytaj więcej
  • Podsumowanie roku 2016

    Miniony rok obfitował w wiele niezapomnianych momentów piłkarskich. Zobaczmy więc, jakie to były momenty.

    czytaj więcej
  • Ronaldo zagra z Osasuną

    Cristiano Ronaldo ujawnił, że wróci do składu Realu Madryt w sobotnim meczu z Osasuną. 31-latek leczył uraz kolana, którego nabawił się w finale Euro 2016 przeciwko Francji. W tym tygodniu Portugalczyk wznowił treningi z resztą zespołu.

    czytaj więcej

Komentarze (10)

Komentarze są domyślnie ukryte dla niezalogowanych

Pokaż komentarze