Mistrzowie odeszli, a następców brak – czyli o tym jak ewoluowała rep. Brazylii (cz.3)

Autor: Karol Brandt | 22.07.2016 12:00 | komentarzy: 0 | kategoria: Analiza |

Samba, Copacabana, piękne kobiety a przy tym wirtuozi futbolu strzelający cudowne bramki i popisujący się efektownymi trikami – z tym większości z nas jeszcze niedawno kojarzyło się to państwo leżące w Ameryce Południowej, a jak jest obecnie? Zapraszam do lektury.

Brawura – tego nigdy nie brakowało piłkarzom reprezentacji Brazylii.

Racjonalizm – wiara we własne umiejętności, to kolejny z ich atutów.

Atrakcyjny futbol – to głównie dzięki Ronaldinho Europejczycy poznali elastico.

Zwycięski duch walki – Brazylia zawsze była groźna do ostatnich chwil spotkania.

Young – w pierwszym składzie zwykle był jeden młodzian, który czarował publikę.

Lekkość – prowadzenie piłki nigdy nie było dla nich problemem.

Idealizm – tak określało się przez wiele lat skład Brazylijczyków.

Ambicja  nie było turnieju, na którym reprezentacja Brazylii nie byłaby wymieniana w gronie faworytów do zwycięstwa. 

Tutaj znajduje Mistrzowie odeszli, a następców brak – czyli o tym jak ewoluowała rep. Brazylii (cz.2)

 W 2005 roku Brazylijczycy kontynuowali zmagania w eliminacjach do Mistrzostw Świata. Ich pierwszym rywalem byli Peruwiańczycy, z którymi podopieczni Carlosa Alberto Parreiry długo się męczyli, lecz wtedy z pomocą przyszedł Ricardo Kaká. Ówczesny pomocnik AC Milan w fantastyczny sposób zamienił podanie Ronaldo na gola. Trzy dni później ich rywalem byli Urugwajczycy. Tym razem nie udało się wygrać, a oba zespoły podzieliły się punktami. Na gola Diego Forlána odpowiedział Emerson Ferreira da Rosa. Na początku czerwca przyszły kolejne spotkania, najpierw z Paragwajem a następnie z Argentyną. Pierwsze starcie „Canarinhos” gładko wygrali 4:1, a jedną z bramek zdobył Robinho, który wówczas zaczął pukać do pierwszego składu reprezentacji. W drugim pojedynku nie było już tak kolorowo, gdyż to „Albicelestes” sięgnęli po trzy punkty zwyciężając 3:1. Honor Brazylijczyków uratował Roberto Carlos.

Kilka dni później reprezentacja Brazylii wzięła udział w Pucharze Konfederacji rozgrywanym w Niemczech, gdzie trafiła do grupy B wraz z Grecją, Meksykiem i Japonią. W kadrze na ten turniej znaleźli się m.in. Cicinho, Júlio Baptista czy też Robinho. 16 czerwca 2005 roku Brazylijczycy rozgrywki zainaugurowali pojedynkiem z Grekami, które wygrali po bramkach Adriano, Robinho i Juninho Pernambucano. Trzy dni później „Canarinhos” zmierzyli się z Meksykiem i ten mecz przegrali po bramce Jareda Borgettiego z 59. minuty. W ostatnim spotkaniu fazy grupowej Brazylia zremisowała 2:2 z Japonią, po strzałach Robinho i Ronaldinho Gaúcho. Ostatecznie piłkarze z Ameryki Południowej wyszli z grupy na drugiej pozycji, gromadząc taką samą ilość punktów, co Japończycy.

W półfinale czekały na nich Niemcy, prowadzone wówczas przez Jürgena Klinsmanna. Mecz zakończył się wygraną Brazylijczyków, którzy zdobyli trzy gole, sami tracąc o jednego mniej. Dwa trafienia zanotował wtedy Adriano. Na 29 czerwca zaplanowano finał rozgrywek, w którym rywalem Brazylii była Argentyna, w barwach której brylował m.in. Juan Román Riquelme. To spotkanie wygrali podopieczni Carlosa Alberto Parreiry, którzy zaaplikowali rywalom aż cztery gole. Dwa z nich po raz kolejny zdobył snajper Interu Mediolan, Adriano. W tym pojedynku trzema asystami popisał się Cicinho. Argentyńczycy odpowiedzieli jedynie honorowym trafieniem Pablo Aimara. Oznaczało to, że reprezentacja Brazylii sięgnęła po Puchar Konfederacji. Złotą Piłkę oraz Złotego Buta turnieju za 5 strzelonych bramek otrzymał Adriano, dla którego była to kolejna udana impreza z rzędu. W Niemczech wyróżniali się także Robinho i Cicinho, nie wspominając już o Ronaldinho i Kace. Choć by znaleźć się finałach mistrzostw rozgrywanych w 2006 roku w Niemczech trzeba było dokończyć eliminacje, to już wtedy Brazylijczycy myśleli jedynie o tym, by zatriumfować również na Mundialu.

Czwartego września rozegrano kolejne spotkanie eliminacyjne, tym razem z Chile. Brazylia nie dała szans rywalom, wbijając im aż pięć bramek. Jak widać formę utrzymali do tego dnia, a do składu powrócili Cafú, Roberto Carlos, Zé Roberto czy Ronaldo. Hat-tricka ustrzelił jednak ktoś inny. Był to Adriano. Mecz ten zapamiętamy z gola Robinho, który padł po świetnej koronkowej akcji.

Ostatnie dwa mecze w eliminacjach do Mistrzostw Świata 2006, zostały rozegrane w październiku. Najpierw „Canarinhos” zremisowali 1:1 z Boliwią, a następnie pokonali 3:0 Wenezuelę. Brazylijczycy do Niemiec pojechali zatem jako mistrzowie Ameryki Południowej. Ich szkoleniowiec zabrał na ten turniej swoje największe gwiazdy, w związku z tym oczekiwania były ogromne. Nim Mundial wystartował, Brazylia ograła jeszcze 4:0 Nowozelandczyków. Pierwszym rywalem w grupie D byli Chorwaci. Spotkanie zostało rozegrane 13 czerwca 2006 roku. Brazylijczycy prowadzeni przez Carlosa Alberto Parreirę wyszli wtedy na boisko w takim oto zestawieniu: Dida – R. Carlos, Lúcio, Juan, Cafú –  Ronaldinho, Emerson, Zé Roberto, Kaká – Ronaldo, Adriano. W tym meczu jedyna bramka padła w 44. minucie, a jej autorem był rozgrywający Milanu, Ricardo Kaká. W następnej kolejności Brazylia przystąpiła do starcia z Australią, które wygrała 2:0 po strzałach Adriano i Freda - wtedy zawodnika Olympique Lyon. Na zakończenie zmagań w grupie D, mistrzowie świata z 2002 roku podejmowali Japończyków, których największą gwiazdą w tamtym momencie był Shunsuke Nakamura. Trener piłkarzy z Kraju Kawy wiedząc, że jego drużyna awans ma już zapewniony, desygnował do gry kilku rezerwowych, wśród których znaleźli się m.in. Robinho i Gilberto Silva. Brazylia nie dała szans graczom z Azji, ogrywając ich 4:1 po dwóch trafieniach snajpera Realu Madryt, Ronaldo. Dzieła zniszczenia dopełnili Juninho Pernambucano i lewy defensor występujący w tamtym okresie w Hercie BSC, Gilberto. 

„Canarinhos” po zdobyciu kompletu punktów we wszystkich trzech meczach awansowali do 1/8 finału z pierwszego miejsca w grupie, a ich rywalem w następnej fazie byli piłkarze prowadzeni przez Ratomira Dujkovicia, a więc reprezentanci Ghany. Brazylijczycy wygrali to spotkanie 3:0, a bramki strzelali kolejno: Ronaldo, Adriano i Zé Roberto. W ćwierćfinale napotkali jednak na dużo bardziej wymagającego rywala mającego w składzie powracającego do kadry „Zizou” czy Thierry’ego Henry’ego. Mecz zaplanowano na 1 lipca. Tego dnia dużo lepiej na boisku prezentowali się podopieczni Raymonda Domenecha i to oni znaleźli się w półfinale po trafieniu napastnika „Kanonierów”, który w późniejszych okresie zacznie przywdziewać trykot „Dumy Katalonii”. Carlos Alberto Parreira w tym starciu postawił tylko na jednego nominalnego snajpera, którym był Ronaldo. Ostatecznie ten zabieg nie wypalił, a Brazylijczycy sprawili ogromną niespodziankę odpadając już w ćwierćfinale Mistrzostw Świata w Niemczech.

Zarzucano im wówczas, że są zbieraniną indywidualności, którą nie miał kto spoić. Pomimo tego fakt, że reprezentacja z tak silną kadrą pożegnała się z Mundialem, był dla całego piłkarskiego świata nie małym szokiem. Na domiar złego z gry w niej zrezygnowali Roberto Carlos i Juninho Pernambucano. W tamtym momencie kibice pięciokrotnych mistrzów świata popadli w rozpacz, natomiast media w Brazylii oczekiwały zmiany pokoleniowej. Tylko czy byłaby to rozsądna decyzja ze strony federacji oraz trenera, mając na uwadze zdobyte trofea na przestrzeni ostatnich lat? Czy to mogło się powieźć? I najważniejsze: czy Brazylia miała w tamtym momencie piłkarzy godnych zastąpienia Nélsona Didy czy też Zé Roberto? Ten temat poruszę już w następnej części.

Czytaj więcej o: Ronaldo, Brazylia, Robinho, Roberto Carlos, Juninho Pernambucano, Ronaldinho, Fred, Cafu, Adriano Leite Ribeiro, cicinho

Podziel się tym artykułem ze znajomymi

Skomentuj przez Facebooka

Treści o podobnej tematyce:

Komentarze (0)

Komentarze są domyślnie ukryte dla niezalogowanych

Pokaż komentarze