A ja wolę moją mamę...

Autor: Filip Malinowski | 01.08.2016 18:00 | komentarzy: 0 | kategoria: Okiem kibica |

Rana wyrżnięta tępym narzędziem w głowie. Nie można jej zszyć. Ciągle krwawi, dostarcza codziennej dawki porządnego cierpienia. Nie pomagają opatrunki, leki. Sen, który w teorii ma przynieść ukojenie, sprawia, że jest jeszcze gorzej. Koszmary przypominają o tym najgorszym momencie, o bólu. Chodzisz strudzony. Każdy przedmiot, głupia łyżka, miska od zupy z kimś ci się kojarzą. Doskonale wiesz z kim. Próbujesz zapomnieć, ale nie możesz. Może nie potrafisz, ale chyba bardziej nie chcesz. Najgorszy jest jednak widok najbliższych. W oczach swoich uśmiechniętych, bawiących się dzieci widzisz ją. Płaczesz i zastanawiasz się, czy są to łzy spowodowane szczęściem twoich pociech, czy łzy smutku. Bo przecież każdy może je zobaczyć. Każdy oprócz niej. Tak bardzo chciała.

1996 rok. Spokojna, mała miejscowość na Śląsku. Chmury falowały na niebie w rytmie wiatru. Gałęzie na drzewach powodowały przyjemny dla ucha szelest. Dwie przyjaciółki jak w każdy, normalny dzień plotkowały na boku piaskowej drogi. Nikt nie spodziewał się tak wielkiej tragedii w domu Błaszczykowskich. Młody, 10-letni Kuba bawił się klockami w swoim pokoju. Od zabawy oderwały go przeraźliwe krzyki. Wybiegł z domu i zobaczył coś, co odmieniło jego życie na zawsze. Mama Kuby leżała zakrwawiona w rowie.

– Wziąłem ją za rękę, a moje dwa czy trzy palce wpadły do rany. Wtedy wiedziałem, że jest źle. Wydaje mi się, że mama zmarła mi na rękach. Trzy ostatnie wdechy wzięła i już nic. Cisza. Pobiegłem w skarpetkach, bo nawet butów nie założyłem, zadzwonić po pogotowie. Jak wróciłem, wszyscy już tam byli. A potem to już wszystko było obok mnie. Byłem oszołomiony. Nie ma nic. Nic nie pamiętam – z ogromnym bólem opisuje ten tragiczny moment w swoim życiu Kuba Błaszczykowski.

 Przez pierwsze dni nie mógł jeść, pić, rozmawiać. Nie potrafił normalnie funkcjonować. Dopiero po pewnym czasie zrozumiał, co tak naprawdę się stało. Dotarło do niego, że własny ojciec, ktoś kogo znał, ufał, odebrał mu matkę. Z pomocą przyszła mu babcia i wujek – lider srebrnej drużyny olimpijskiej z Barcelony. Początkowo Kuba nie mógł patrzeć na piłkę, nie myślał o niej. Z czasem wrócił jednak do treningów. Obecnie jest gwiazdą reprezentacji, cenionym pomocnikiem na rynku światowym. Ma silny charakter, jednak, jak sam stwierdził, nawet to nie pomaga mu w walce z codziennym bólem. Na twarzy Kuby często możemy ujrzeć promienny uśmiech, który jest dobrym kamuflażem pustki w jego sercu.

 Błaszczykowski odrodził się jak Feniks z popiołów. Upadł, ale powstał. Wspiął się tak wysoko, jak tylko się dało. Nie dla siebie, lecz dla mamy. Każdy gol zdobyty przez Kubę jest dedykowany właśnie jej. Unosi ręce ku górze z myślą „tak, to ty mi pomogłaś, tam na samej górze”. Mama uśmiecha się, siedząc gdzieś w wygodnym bujanym fotelu i czuwa nad swoim małym synkiem. Kuba o tym wie, ale przecież i tak jest mu ciężko. Bo matka to osoba, która zastąpi ci każdego, ale nikt nie jest w stanie zastąpić jej.  

Czytaj więcej o: LigaMistrzow.com, Polska, Okiem kibica, Jakub Błaszczykowski

Podziel się tym artykułem ze znajomymi

Skomentuj przez Facebooka

Treści o podobnej tematyce:

Komentarze (0)

Brak komentarzy, bądź pierwszym komentującym

Twój komentarz

Zaloguj się, aby komentować. Nie masz konta? Zarejestruj się, szybko i wygodnie.