Quo Vadis Legio?

Autor: Filip Malinowski | 19.08.2016 15:00 | komentarzy: 2 | kategoria: Okiem kibica |

Pesymizm, ciekawość, nutka adrenaliny, a może strach? Nie potrafię dokładnie określić nastroju, który ogarniał mnie tuż przed pierwszym gwizdkiem sędziego meczu Dundalk – Legia. Bałem się kompromitacji, ale liczyłem na pogrom. Dwa,tak bardzo różne przeczucia wyśrodkowały się. Uzyskały kompromis. Mistrzowie Polski wygrali 2:0. Nikt nie ma powodów do radości. Przynajmniej mieć nie powinien.

Przyznajmy szczerze: Legia zagrała słabe zawody. Pierwsza bramka padła po rzucie karnym, druga już w doliczonym czasie gry. Poczynania „Legionistów” na boisku zupełnie odbiegały od oczekiwań optymistycznie nastawionych kibiców. O ile defensywa zagrała dość przyzwoicie, o tyle gra w ofensywie nie powalała. Większość powie, że w ostatecznym rozrachunku liczy się zwycięstwo. Pewnie, że tak. Wygrana w pierwszym meczu przybliża Legię do upragnionej fazy grupowej Ligi Mistrzów. Co dalej? Co po awansie? Oczywiście pojedynki z drużynami z absolutnej czołówki futbolu. Chociaż w tym przypadku słowo „pojedynek” może okazać się trochę nieodpowiednie.  

„Legioniści” nie radzą sobie w Ekstraklasie. Z trudem zdobywają gole z drużyną z Irlandii, której poziom i styl nie są powalające. Oczywiście, zawodnicy Dundalk wyeliminowali BATE Borysów, czyli ekipę, która dość regularnie pojawia się w fazie grupowej Champions League. Jeden „moment” nie określa jednak klasy zespołu. Irlandczycy są bardzo ambitni i waleczni. I chwała im za to. Takimi pięknymi historiami żyje każdy kibic futbolu. Wszyscy chcielibyśmy zobaczyć Dundalk w fazie grupowej. No, ale jest jeszcze Legia. Skrzyżował ich los. Jeżeli klub ze stolicy Polski chciałby wreszcie zagrać w Lidze Mistrzów, to musi pokonać zadziornego „Kopciuszka”. Innej rady nie ma. Nie każda historia musi kończyć się happy endem. Legia musi pokazać charakter i zakończyć piękny sen ekipy z Irlandii. Obecnie wygląda to słabo. 

Wszystko wskazuje na to, że Legia, pomimo słabej gry, awansuje do fazy grupowej. Tam trafi na zespoły pokroju FC Barcelony, Realu Madryt, czy Bayernu Monachium. I będzie Euro...łomot. Hajs się będzie zgadzał, owszem. Cała Europa będzie jednak patrzyła na nieporadnych „Legionistów”. Legia odpadnie, bez strzelonej bramki, bez zdobytego punktu i z workiem osmolonego wstydu. Realny scenariusz? Na ten czas jak najbardziej. Osoby chcące na siłę bronić postawy Legii twierdzą, iż żadna silna drużyna nie buduje formy na początek sezonu. Fakt. Tylko, że takie spostrzeżenia powinny tyczyć się raczej spotkań z silniejszymi od mistrza Irlandii rywalami.  

Coś musi się zmienić. Pytanie tylko co? Może problem tkwi w nowym trenerze, który jest dopiero w trakcie wdrażania swojej wizji. Może atmosfera w ekipie Legii nie jest do końca „przyjazna”. Może wciąż brakuje wzmocnień. Może.

Czytaj więcej o: Liga Mistrzów, Polska, Legia Warszawa

Podziel się tym artykułem ze znajomymi

Skomentuj przez Facebooka

Treści o podobnej tematyce:

  • Liga Mistrzów: Raport ligowy #3

    W ciągu ostatnich dwóch tygodniach wiele działo się na stadionach w Europie. Nie tylko w najlepszych ligach i najlepszych zespołach. Jak wyglądały pojedynki pozostałych klubów biorących udział w tegorocznej edycji Ligi Mistrzów?

    czytaj więcej
  • De Laurentiis: Nigdy nie wymieniłbym Sarriego na Guardiolę

    Prezydent SSC Napoli, Aurelio De Laurentiis powiedział, że nigdy nie zwolniłby Maurizio Sarriego, aby zatrudnić Josepa Guardiolę. Włoski zespół przeszedł do historii jako pierwszy klub w Serie A, który wygrał pierwsze siedem meczów w sezonie i zdobył 25 bramek. Za tydzień, we wtorek SSC Napoli poleci do Anglii, gdzie zagra w Lidze Mistrzów z Manchesterem City.

    czytaj więcej

Komentarze (2)

Komentarze są domyślnie ukryte dla niezalogowanych

Pokaż komentarze