Cierpienie, idź precz!

Autor: Bartłomiej Misztal | 15.01.2017 14:00 | komentarzy: 0 | kategoria: Okiem kibica |

Tyle rzeczy dzieje się wokół, tyle bólu i zmartwień, które okazują się nie mieć realnego wpływu na nasze życie. Mimo wszystko, identyfikujemy się z tymi elementami codzienności, przez co nasza osobowość cierpi. Jeden uśmiech, tak szczery i ważny może jednak zdziałać cuda i wypędzić zło z nas i naszych postępowań. Tak zwyczajnie.

Słuchając kilka dni temu piosenki zespołu Blackstar, z gościnnym udziałem Commona, pt. „Respiration”, zdałem sobie sprawę, że nikt z nas nie zauważa, jak wiele bólu wdychamy każdego dnia i jak bardzo pobudzamy nasz umysł do pracy nad przeróżnymi rzeczami. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że nie potrafimy się tego wyzbyć sami, tak jakby to wszystko w nas się buntowało i nie chciało nas opuścić, a tylko żerowało na nas, czyli dochodziło do czegoś w rodzaju symbiozy.

 

Takie przekonanie nie wzięło się z kosmosu, bo wystarczy popatrzeć na sport, na coś, co w teorii ma dawać wszystkim przyjemność, a nie powodować konflikty i kłótnie, których jest pełno. Ci nie lubią się z tymi, bo z przykazania trzeba ich nie lubić, on coś powiedział złego na temat czyjegoś ulubieńca lub klubu, to trzeba go znaleźć, skrępować i zakopać żywcem dla przykładu. Zwykła wymiana zdań, która pobudza inteligencję i poprawia jakość języka, jakim się aktualnie ktoś posługuje, sprowadza się do czegoś, co ciężko nazwać rozmową. To bardziej przypomina krzyk, który ma na celu pokazanie, że to właśnie uparte „ja” ma rację, a nie ktoś inny.

 

Rywalizacja czysto sportowa, to zdrowe podejście do ciągłego rozwijania się i polepszania swojego warsztatu. Warto jest mieć kogoś, zwłaszcza po stronie rywala, który odniósł zwycięstwo, kto podejdzie do ciebie i podziękuje za walkę, za odwagę, za chęci i za umiejętności. Oczywiście, łzy towarzyszą smutkowi, ale nie da się nie płakać w takich sytuacjach. Trzeba więc wszystkim pokazać swój ból, a przez łzy, wyzbyć się go z nas samych. Pomoc drugiej osoby jest tutaj na wagę złota, gdyż wewnętrzny balans emocjonalny przychodzi wówczas szybciej.

 

Nie jest zrozumiałe to, że raz ktoś jest bohaterem w oczach wielu, a następnego dnia wyszydzają go wszyscy. Niech za przykład posłuży Arkadiusz Milik ze starcia Polski z Niemcami na Mistrzostwach Europy w 2016 roku. W głowie się nie mieści, jak paskudnie zachowali się polscy fani w stosunku do niego. Ile agresji, ile obrzydliwych słów na jego temat, ile pretensji, bo nie potrafił strzelić gola Niemcom. Kibice, osoby, na które z pewnością liczył, zamiast go wesprzeć, zmieszały z błotem. Wstyd na całego.

 

Wszystkich negatywów nie da się spakować do worka i wyrzucić do śmietnika. Można natomiast walczyć, aby nie zapanowały nad nami. W tym momencie warto jest zrobić re-definicję samego siebie i znaleźć przyczynę wszystkich złych zachowań. Okazuje się, że taki proces bardzo pomaga. Zaskakujące jest również to, jak ktoś, kto zadał ból, jest w stanie pomóc przywrócić uśmiech na czyjejś twarzy. Trzeba więc walczyć o to, aby cierpienie nie pojawiało się w nas, bo to prowadzi do destrukcji. Szczery uśmiech, spojrzenie komuś głęboko w oczy i te słowa pocieszenia od ważnej dla nas osoby mogą jednak zdziałać cuda. Przecież każdy pragnie po prostu być szczęśliwym. Ja chcę i będę o to walczył.

Czytaj więcej o: Polska, Okiem kibica, Kibice, Arkadiusz Milik

Podziel się tym artykułem ze znajomymi

Skomentuj przez Facebooka

Treści o podobnej tematyce:

Komentarze (0)

Brak komentarzy, bądź pierwszym komentującym

Twój komentarz

Zaloguj się, aby komentować. Nie masz konta? Zarejestruj się, szybko i wygodnie.