Na takie losowanie czekał każdy

Autor: Bartłomiej Misztal | 18.03.2017 10:30 | komentarzy: 0 | kategoria: Okiem kibica |

W tym sezonie nie można mieć pretensji do UEFA, bo wynik losowania prawdopodobnie przypadł do gustu każdemu, kto śledzi Ligę Mistrzów. Tym razem poziom się wyrównał, co zapobiegnie, w minimalnym stopniu, przyznania miejsca w 1/2 finału tylko dla drużyn z Niemiec i Hiszpanii.

Przed samym losowaniem zastanawiało mnie, podobnie jak wielu innych, kto zmierzy się z kim w 1/4 finału Ligi Mistrzów. Chciałem tylko uniknąć sytuacji, która rok rocznie jest powielana, a mianowicie dania szansy najsilniejszym do grania z, teoretycznie, słabszymi od siebie. Taki mechanizm powodowałby dalszą wtórność. Tak, zgadza się, wtórność, która sprawia, że te rozgrywki zaczynają się robić nudne. Nie trzeba do tego geniusza, bo wystarczy prześledzić drużyny, które w poprzednich latach docierały daleko w Lidze Mistrzów. Wielu ludzi może się za to obrazić, ale to niczego nie zmieni, bo ta wtórność była widoczna. Aż do teraz.

 

Fani najpopularniejszych reprezentantów w rozgrywkach o Puchar Europy mają łatwiej z tego względu, że ich ulubieńcy z reguły grają jak najdłużej. Padną oczywiście argumenty pokroju: „Zazdrościcie nam fajnej drużyny”, „Zasługujemy na to”, „Nie stać was na dobrych piłkarzy” oraz wiele innych zawierających przekleństwa różnego rodzaju, czy też teorie na poziomie troglodyty. Najgorzej na tym wypadają same kluby, których kibice przynoszą wstyd takimi zachowaniami, nie widząc tego, że coś ewidentnie tutaj nie gra. Dlaczego z roku na rok można być pewnym tego, że niektóre z drużyn będą grać co najmniej w półfinale?

 

Daleki jestem od teorii spiskowych, ale nie wierzę też w przypadki. Przypadkowo nie można grać z tą samą drużyną co roku przez dwa czy trzy lata. Dziwię się, że ambasadorzy finałów w danych sezonach nie poszli do totalizatora, aby postawić duże pieniądze. Przecież z takim prawdopodobieństwem trafienia mogli być pewni wygranej. Niestety, z roku na rok coraz bardziej zacząłem zdawać sobie sprawę, że w fazie finałowej wszystko robione jest pod drużyny z Hiszpanii i Niemiec. Nie jestem antagonistą którejkolwiek z drużyn, czy to z La Liga, Bundesligi, czy z innych lig. Próbuję tylko zwrócić uwagę na to, jak często reprezentanci z wcześniej wymienionych krajów dochodzili daleko w Lidze Mistrzów.

 

Tym razem jest o wiele lepiej. Na etapie 1/4 finału drużyny mają godnych siebie oponentów. Oczywiście, nadal jest szansa na to, że dwie drużyny niemieckie i dwie hiszpańskie awansują do półfinału. Ba, może być nawet jedna z Niemiec, a trzy z Hiszpanii. Mimo wszystko, nadzieja na różnorodność w kolejnej fazie istnieje. Są też teorie, że jeśli ci „słabsi” dostaną się dalej, to mecze nie będą tak elektryzujące, bo są nieznani, bo piłkarzy nikt nie kojarzy, bo trawę mają brzydką na stadionie itp. Szczerze, skoro ktoś zaszedł tak daleko, to musi prezentować konkretne umiejętności, które pozwoliły mu awansować. Teraz jest ciekawie, a może być jeszcze lepiej. Zrzędzenie można odstawić do kąta. Liga Mistrzów ma szansę być ciekawa jak nigdy, o ile tegoroczne losowanie 1/4 finału nie było celowym zabiegiem. Tego się nie dowiemy. Pozostaje delektować się ciekawymi rywalizacjami najlepszych ośmiu drużyn, które będą bić się o najcenniejsze klubowe trofeum w Europie.

Czytaj więcej o: Liga Mistrzów, Hiszpania, Niemcy, Okiem kibica

Podziel się tym artykułem ze znajomymi

Skomentuj przez Facebooka

Treści o podobnej tematyce:

Komentarze (0)

Komentarze są domyślnie ukryte dla niezalogowanych

Pokaż komentarze