Świnia jest świnią, lecz nie dla niego

Autor: Karol Brandt | 27.03.2017 12:00 | komentarzy: 1 | kategoria: Felieton |

Białe jest białe, a czarne jest czarne. Tak widzi świat większość z nas. Jednym z nielicznych, który wyróżniał się na tle wszechobecnej nijakości był Paweł Zarzeczny. Człowiek niebaczący na przeciwności losu oraz ograniczenia. Łamał konwenanse i nie naśladował nikogo. Był po prostu sobą.

Niegdyś dla niejednego kibica piłkarskiego poniedziałek był najbardziej wyczekiwanym dniem w tygodniu. Fanatyk mógł pokazać swoje prawdziwe oblicze i nerwowo wyrywać kartki z kalendarza. Pytanie brzmi po co? A no po to, by w pierwszy dzień tygodnia móc odczytać felieton napisany przez Pawła Zarzecznego. Autora, który miał tę lekkość pióra.

25 marca 2017 pożegnaliśmy tę postać. Nagle wszystkie największe portale ogólnotematycze, a także sportowe zaczęły prześcigać się w informowaniu o śmierci wielkiego dziennikarza, Pawła Zarzecznego. Twitter wybuchł. Choć jakby powiedział pewnie Pan Paweł: „Wezuwiusz się odezwał, a było o nim tak cicho”. Widząc to, co obecnie się dzieje w Internecie, można przypuszczać, że były zastępca redaktor naczelnego Przeglądu Sportowego w tym momencie uroniłby łzę, jak niegdyś, gdy Polska ograła Niemcy na Stadionie Narodowym w Warszawie.

Dzieciństwo miał trudne, a los był dla niego okrutny. Na szczęście jego ciotka pisała encyklopedie PWN, do których młody Zarzeczny często zerkał. To dlatego jego wiedza była tak ogromna. Mówi się, że nie ma ludzi wszechwiedzących. On z pewnością aspirował do tego miana. Choć jak sam wielokrotnie powtarzał, większość życiowych mądrości usłyszał od innych, po czym schował je głęboko w pamięci. Znał ich bez liku, dlatego tak często wyciągał je niczym asa z rękawa.

Jego bliscy współpracownicy powtarzają, że ich kolega w ostatnich latach się zmienił, spotulniał, no może nie jak baranek. Co uważniejszy widz mógł to dostrzec. Pazur mu się jednak nie stępił. To dlatego zwracał na siebie wzrok i co za tym idzie, był w ogniu krytyki, głównie internautów, którzy mieli na niego tonę określeń. Z całego grona tych przezwisk zdecydowanie najpopularniejszy był „Grubas”. Paweł Zarzeczny miał to gdzieś, robił po prostu swoje.

On zawsze miał odmienne poglądy na wszystko: sport, muzykę, politykę. Nie był nijaki, małostkowy. Można było zarzucić mu wiele, ale na pewno nie to, że się nie znał na piłce. Miał to świeże spojrzenie na otaczający go świat. Widział to, czego nie dostrzegają inni?

Zmarł w wieku 56 lat. Kochał życie jak mało kto, pomimo niemiłych doświadczeń z młodości. Dla wielu będzie jednak żył wiecznie, niczym George Best.  

Czytaj więcej o: Felietony

Podziel się tym artykułem ze znajomymi

Skomentuj przez Facebooka

Treści o podobnej tematyce:

  • Tramwaj zwany pożądaniem

    Jadę przeludnionym, starym tramwajem. Na dworze upał. Pot spływa mi po czole, bo oczywiste jest to, że w taką pogodę musiała zepsuć się klimatyzacja. Wszyscy czują to samo. Smród. Sytuacja idealna do głębszych przemyśleń; często wypowiadanych na głos. Krysia mówi o promocji w Biedrze, Marysia wspomina o nieudanej randce, Marian natomiast ma problem z samochodem – z jakiś niewyjaśnionych, pewnie kosmicznych przyczyn, nie chce odpalić w sytuacjach kryzysowych. Nie do końca wiem, jakie to są sytuacje. Wiem natomiast, że nie tylko samochód Mariana nie chce ruszyć w takowych kryzysowych momentach.

    czytaj więcej
  • Kac Wawa

    Niech wynik 2:2 nikogo nie zwiedzie. To nie było tak, że Legia odpadła po heroicznym boju, gdzie zabrakło tego jednego gola. To nie było tak, że miała zwyczajnie pecha, jak w ostatnich latach Wisła Kraków. W Warszawie Steaua poprowadziła lekcję gry w piłkę.

    czytaj więcej
  • Strach się bać

    Legia w meczu ze Steauą Bukareszt przypominała nieco reprezentację Polski Franciszka Smudy – dobrze zagrała tylko w jednej połowie. Tym razem ta połowa wystarczyła, by z Rumunii przywieźć naprawdę obiecujący wynik.

    czytaj więcej
  • Hegemon Monachium

    Bayern Monachium rządzi europejską piłką. Ale nie dlatego, że właśnie wygrał Ligę Mistrzów – to byłoby zbyt banalne. Bayern rządzi dlatego, że ma siłę, by stać się hegemonem na lata.

    czytaj więcej

Komentarze (1)

Komentarze są domyślnie ukryte dla niezalogowanych

Pokaż komentarze