Historia finału z 1998 roku. Juventus FC - Real Madryt

Tomasz Kurpiewski | 01.06.2017 08:00 | komentarzy: 0 | kategoria: Historia LM |

Prawie dwie dekady temu, 20 maja stadion Amsterdam Arena wypełnił się po brzegi. Nic w tym dziwnego, bo właśnie wtedy miejsce miało największe piłkarskie święto – finał Ligi Mistrzów.

Sezon 1997/1998 był w historii tych rozgrywek szczególny, ponieważ po raz pierwszy zdecydowano się na poszerzenie liczby uczestników. W turnieju udział wzięły 24 drużyny rozmieszczone w sześciu grupach. Spośród nich wszystkich tylko dwie mogły dotrzeć na sam szczyt. Tymi wybrańcami okazały się zespoły Juventusu FC i Realu Madryt. W fazie pucharowej na drodze włoskiego klubu stanęły Dynamo Kijów i AS Monaco. Hiszpańskiemu zespołowi przyszło zmierzyć się z Bayerem Leverkusen i Borussią Dortmund.

Po turniejowych bojach przyszedł w końcu czas na ostateczne rozstrzygnięcie. Puchar Ligi Mistrzów mógł przypaść tylko jednemu klubowi i tym razem trafił w ręce Realu Madryt. W obu ekipach grali wówczas znakomici piłkarze. Juventus z zabójczo skutecznym atakiem Inzaghi-Del Piero oraz reżyserem gry Zinedinem Zidanem starł się z madryckimi gwiazdami – Clarencem Seedorfem, Raulem Gonzalezem czy Roberto Carlosem.

Włosko-hiszpański pojedynek był niezwykle zacięty i wyrównany, o czym świadczą statystyki. Częściej przy piłce utrzymywali się gracze Realu Madryt, ale nieznaczni słabsi w tym elemencie byli ich rywale (49%-51%). Obie drużyny oddały dużą liczbę strzałów na bramkę. Dziewięć razy zagrozić bramce próbowali piłkarze turyńskiego klubu, natomiast ich przeciwnicy byli o jeden strzał gorsi. Rzuty rożne, celne strzały, popełnione faule – te wszystkie statystyki były niemal identyczne.

Przez długi czas meczu utrzymywał się bezbramkowy remis, ale wszystko uległo zmianie w 66 minucie. Zwycięskiego, jak się później okazało, gola zdobył Predrag Mijatović. Kto wie, czy nie było to najważniejsze trafienie w całej jego karierze. Po dośrodkowaniu Roberto Carlosa piłka odbiła się od jednego z defensorów Juve i trafiła wprost pod nogi Jugosłowianina, który ominął interweniującego bramkarza i wbił ją do siatki. Ta bramka wzbudziła wiele kontrowersji, ponieważ w momencie podania Mijatović znajdował się na pozycji spalonej. Sędzia uznał jednak, że gol został zdobyty prawidłowo. Podobnie z resztą jak sam bohater tego meczu, który udzielając niedawno wypowiedzi dla Corriere dello Sport nie miał cienia wątpliwości. Było to jedyne, ale jakże cenne trafienie w tym pojedynku. Po 32 latach Real Madryt zdobył upragniony puchar i nawiązał do okresu z lat 50 i 60, gdzie „Królewscy” dominowali.

3 czerwca w Cardiff Juventus i Real ponownie staną naprzeciwko siebie. Oba kluby będą miały szansę na historyczne sukcesy. „Los Blancos” są obrońcami tytułu i w przypadku wygranej dokonają czegoś wyjątkowego. Klub z Piemontu ma natomiast możliwość zdobycia potrójnej korony. W tym pojedynku obecnych jest wiele podtekstów. Chęć rewanżu i szansa na zapisanie się złotymi zgłoskami na kartach historii będą przyświecać obu drużynom. Starcie Juve-Real będzie też przypływem wspomnień dla trenera „Królewskich”. Zinedine Zidane w 1998 roku był po stronie przegranej. Po której znajdzie się w sobotę? Przekonajmy się wszyscy już niebawem. 

Czytaj więcej o: Liga Mistrzów, Juventus Turyn, Real Madryt, Hiszpania, Włochy

Podziel się tym artykułem ze znajomymi

Skomentuj przez Facebooka

Treści o podobnej tematyce:

Komentarze (0)

Komentarze są domyślnie ukryte dla niezalogowanych

Pokaż komentarze