Do krytyków Magiery

Dawid Ziółkowski | 03.08.2017 20:45 | komentarzy: 4 | kategoria: Okiem kibica |

Chyba jak każdy kibic Legii nie sądziłem, że nasza przygoda z Ligą Mistrzów zakończy się już 2 sierpnia, i to przed rozpoczęciem ostatniej rundy kwalifikacji. W ostatnich latach zespół, nas, kibiców trochę rozpieścił. Dobre występy w Lidze Europy, rok temu wreszcie awans do Champions League i do tego gra w pucharach na wiosnę. Nadal mam nieodparte wrażenie, że odpadliśmy z zespołem mocno przeciętnym, ale najwidoczniej Legia z wczoraj to na ten moment maksimum naszych (ofensywnych) możliwości.

Czytając niektóre opinie na Twitterze, to jedynym rozwiązaniem dla wielu osób byłoby zaoranie murawy, wyrzucenie sztabu szkoleniowego i rozwiązanie drużyny. A tak poważnie, to głównym postulatem jest ,,zwolnić Magierę!”. Niektórzy domagają się tego już, natychmiast, bo trener się „nie nadaje”. W wielu przypadkach to zapewne ci sami, których słychać na filmie opublikowanym przez Kubę Rzeźniczaka. Właśnie ci, którzy zdzierali gardło krzycząc „Jaaaceeek! Maaagieeeraaa!” po zdobyciu mistrzostwa Polski i na każdym kroku poklepywali po plechach naszego szkoleniowca za osiągnięty sukces. Zważywszy na możliwości i zawirowania personalne już zdobycie tytułu można uznać za ,,mały cud”. 

Zimą sprzedany został król strzelców, zdobywca 28 bramek w sezonie 2015/2016 i 12 w rundzie jesiennej 2016/2017 czyli Nemanja Nikolić. Jego naturalnym następcą w podstawowej „11” miał być Prijović, któremu jednak niespodziewanie zaświtała w głowie rządza pieniądza i przy użyciu odpowiednich argumentów (jak np. wizyta kolegów z Serbii w przypadku odmowy zgody na transfer) również opuścił Łazienkowską. Tak oto w przeciągu kilku tygodni zespół został całkowicie pozbawiony „siły rażenia”, bo umówmy się, że Daniel Chima Chukwu i Tomas Necid (z całym szacunkiem dla nich) byli transferami tak udanymi jak strzał kulą w płot. Oparcie ataku o Miro Radovicia czy Kaspera Hamalainena ostatecznie przyniosło skutek w postaci wygrania ligi, ale taka sytuacja nie mogła być rozwiązaniem na dłuższą metę. Jeśli chodzi o odejście Bartka Bereszyńskiego, to można stwierdzić, że pozyskanie Artura Jędrzejczyka w jego miejsce było akurat transferem 1:1, choć wiosną „Jędza” mocno obniżył loty. Poza tym, nasza gra ofensywna była w dużej mierze oparta przede wszystkim na umiejętnościach Vadisa Odjidji-Ofoe, który idealnie dyrygował grą w środku pola i prostopadłymi podaniami potrafił rozerwać każdą defensywę. Jacek Magiera zbudował ciekawy mechanizm, który u progu nowego sezonu szybko mu rozmontowano. Dlatego pytam każdego z tych naczelnych krytyków Jacka Magiery, skąd u was zaskoczenie, że nie gramy tak jak wiosną? Odpowiadam. Bo nie ma już z nami faceta, który robił całą robotę w drugiej linii.

Nie mamy niestety gracza, który pośle prostopadłą piłkę między kilkoma obrońcami zaadresowaną do wbiegającego w pole karne napastnika (owszem, w meczu z Koroną doskonale zrobił to Kasper Hamalainen, ale Vadis posyłał tych piłek co najmniej kilka w meczu, a nie jedną na kilka meczów), stąd nasza gra po obwodzie i liczenie na stworzenie akcji ze skrzydła, które mimo wszystko mamy dość szybkie i dryblingogenne. Do tematu napastnika pozwolę sobie jeszcze wrócić. Magiera dostaje po głowie za rzeczy, na które nie ma wpływu. Pretensje powinny być raczej skierowane do ludzi odpowiedzialnych za transfery, którzy króla strzelców chcą zastąpić takim ananasem jak Necid. Mam nieodparte wrażenie, że transferowo zaspaliśmy jeśli chodzi o pozycję nr „10”. Każdy był święcie przekonany, że Vadis zostanie, a jeśli nie, to jakoś to będzie. Oczywiście nie da się „Dzidzi” zastąpić w stosunku 1:1, ale martwi brak strategii, planu awaryjnego, planu C czy D. Czegokolwiek. Na pewno na plus jest transfer Krzysztofa Mączyńskiego, ale to nie jest zawodnik grający w stylu Belga i nie liczmy, że będzie on kreował naszą grę do przodu, bo to nie jego zadanie. Nasza sytuacja wygląda trochę tak, że wiosną trener siedział za kierownicą Ferrari, z którego latem wyjęto silnik, a następnie zastąpiono go jednostką poloneza i dziwimy się, że nie jedziemy już tak szybko. Powracając na moment do kwestii napastnika, to mocno dostało mi się za Tweeta nt. Armadno Sadiku, gdzie poddałem pod wątpliwość jego „moc sprawczą”, jeśli chodzi o bramki, które mają dać Ligę Mistrzów. Albańczyk niestety nie jest typem kilera jakim był Niko (przynajmniej na razie), co dobitnie wczoraj pokazał. Świetna wrzutka Hlouska z lewej strony została wykończona w najgorszy możliwy sposób, potem jeszcze niepotrzebne sprzątnięcie Guiemu piłki sprzed nosa. W II połowie Sadiku zaginął i dostrzegliśmy go dopiero, kiedy zbiegał do zmiany.

Dużo rozmawiamy ostatnio o przygotowaniu fizycznym drużyny. Narzekania na sztab szkoleniowy oraz Sebastiana Krzepotę również nie mają końca. Przypomnę tylko, że w tym samym momencie poprzedniego sezonu Legia wyglądała równie słabo, choć pierwszym trenerem był Besnik Hasi, a trenerem przygotowania fizycznego Geert Emmerechts. Mało tego. Tak samo źle Legia fizycznie prezentowała się 2 i 3 lata temu, kiedy szkoleniowcem był Henning Berg. Moim zdaniem klucz jest gdzie indziej. Ostatni raz w sezon z dobrymi wynikami i „świeżością” drużyna weszła w 2013 roku. Powód? W lidze nie obowiązywała jeszcze reforma, więc zagraliśmy 30 a nie 37 spotkań plus mecze w Pucharze Polski, nie graliśmy także w fazie grupowej europejskich pucharów. Na pewno podniosą się głosy, że w topowych ligach europejskich również grają dużo. Zgadza się, tylko w Anglii, Włoszech czy Niemczech ligi zaczynają się w połowie bądź pod koniec sierpnia, podczas gdy u nas o tej porze sezon jest w pełni. Brak czasu na regenerację również ma ogromne znaczenie. Nie można więc w tej kwestii oceniać sztabu szkoleniowego zero-jedynkowo.

Na koniec trochę o stabilizacji. Porównując mecze z Astaną i Trenczynem sprzed roku (ten sam etap eliminacji Ligi Mistrzów) z Legii odeszło 5 zawodników, którzy wówczas rozpoczynali mecz od 1. minuty. Dziś w kadrze mistrza Polski pozostało 11 piłkarzy, którzy walczyli o Ligę Mistrzów rok temu. Trzon obecnej drużyny tworzą nowi gracze, którzy w klubie nie są nawet pełen rok albo przyszli „przed chwilą” – Czerwiński, Dąbrowski, Nagy, Mączyński. Nie da się skutecznie walczyć o Champions League, jeśli co roku wymienia się 4 - 5 piłkarzy i w 1/3 zmienia się podstawowy skład. Strategia budowana przez ostatnie pół roku przez Jacka Magierę posypała się jak domek z kart u progu walki w pucharach i lidze, więc musiał tworzyć skład z takiego „materiału” jaki posiada. Uzupełnienie powstałych ubytków wcale nie okazało się takie proste. Sytuacja w jakiej się znaleźliśmy jest także, poniekąd, pokłosiem tego, że w okresie niespełna 24 miesięcy w klubie pracuje już czwarty trener i na wspomnianą stabilizację również nie wpłynęło to najlepiej. Pomyślcie o tym, drodzy kibice zanim znów ochoczo „zakrzykniecie” na Twitterze „Magiera won!”. 

Czytaj więcej o: Liga Mistrzów, Polska, Legia Warszawa, Eliminacje, Astana - Legia 2017-07-26, Legia - Astana 2017-08-02

Podziel się tym artykułem ze znajomymi

Skomentuj przez Facebooka

Treści o podobnej tematyce:

Komentarze (4)

Komentarze są domyślnie ukryte dla niezalogowanych

Pokaż komentarze