A ja kocham Ligę Mistrzów

Autor: Karol Brandt | 11.09.2017 22:00 | komentarzy: 0 | kategoria: Felieton |

Już jutro „kaszanka” wybrzmi po raz kolejny, a na boiska rozsiane po całej Europie wybiegną piłkarze tak różni od siebie, jak warunki atmosferyczne panujące we wszechświecie. Łączy ich jeden cel: chęć zwycięstwa. Jednak w meczu po trzy punkty może sięgnąć tylko jeden zespół, ale spokojnie, w Champions League zawsze jest szansa na rewanż. Zatem zaczynamy!

Real Madryt w poprzednim sezonie dokonał tego, co wydawało się nierealne. Przełamał magię tych rozgrywek, sięgnął po drugi puchar z rzędu, odebrał go Buffonowi, który czeka na niego od lat. Nie ma się jednak czym martwić. W tym świecie jest miejsce zarówno dla wygranych, jak i przegranych. Juventus FC, choć zszedł z boiska pokonany, to we wtorek otrzyma szansę na odkupienie win. Tego dnia zmierzy się z odwiecznym rywalem „Królewskich”, Barceloną. Czy wyładuje na nim swoje emocje, czy sprawi, że Camp Nou umilknie, nasłuchując okrzyków piłkarzy, którzy „giną” na polu chwały, we własnej mekce? To jeden z hitów pierwszej kolejki fazy grupowej, ale spokojnie, z pewnością będzie ich więcej. Już osoby odpowiedzialne za losowania się o to postarają. To pewne, jak to, że frankowicze spłacą kiedyś swoje długi.

W gronie 32 zespołów znalazło się dwóch debiutantów: RB Leipzig oraz Qarabağ FK. Drugi z wymienionych, ku uciesze Ilhama Alijewa, dostąpi zaszczytu gry w Lidze Mistrzów. To klub, który reprezentuje państwo obfitujące w wszechobecną propagandę. Przed pierwszym meczem w najważniejszych rozgrywkach klubowych mistrzowie Azerbejdżanu nie rozegrali nawet spotkania ligowego, które zostało przełożone na grudzień. Wszystko po to, by piłkarze odpowiednio przygotowali się do potyczki z Chelsea FC. Co więcej, mecze będą rozgrywane na największym stadionie w tym kraju, który może pomieścić 75 tysięcy fanów. Jak patrzę na to wszystko, dochodzę do wniosku, że tam można wszystko, o ile władza nie ma nic przeciwko. Jakub Rzeźniczak ceni sobie życie w Ağdamie. Polski defensor po raz drugi zagra w Lidze Mistrzów. Tym razem, będzie pojedynkował się z piłkarzami Romy, Atlético czy wspomnianej Chelsea. Kuba, witam ponownie i życzę powodzenia, serio!

W tym sezonie mamy do czynienia z kilkoma powrotami. Na ich czele znajduje się Manchester United, który po wygraniu Ligi Europy, może ze spokojem rywalizować w o wiele bardziej prestiżowym Pucharze Europy. Swoją drogą, sprytny lis z tego Mourinho. Przez cały czas powtarzał, że Liga Europy go nie interesuje, jednak z czasem Portugalczyk zmienił zdanie, a jego klub, pomimo niepowodzeń w Premier League, znalazł się Champions League, w których Mou tryumfował dwukrotnie. Czy uniesie puchar po raz trzeci? Śmiało, w końcu jesteś w swoim wymarzonym klubie, do którego dołączyłeś po ponownej przygodzie z wielkim rywalem „Czerwonych Diabłów”, londyńską Chelsea.

O Rzeźniku już wspomniałem, ale to przecież niejedyny Polak w tym rozgrywkach. W Napoli mamy Milika i Zielińskiego, a w Bayernie Lewego, w Borussii Piszczka, w Monaco Glika, zaś barwy Anderlechtu reprezentuje Teo. I co najważniejsze, każdy ma duże szanse na częstą grę. Najrzadziej możemy oglądać rodaków z Neapolu, a więc Arka i Piotrka, obaj mają mocnych rywali do walki o pierwszy skład „Błękitnych”. Wszystko jednak leży w ich rękach, a w zasadzie, nogach. O zaprezentowanie własnych umiejętności niezwykle ciężko będzie miał Łukasz Skorupski, gdyż w bramce Romy niepodważalne miejsce ma Alisson. Wojtek Szczęsny (Juventus FC) może liczyć na to, że otrzyma kilka szans w Pucharze Europy. Piłkarzy z polskim paszportem mogło być więcej, lecz Legia nie zdołała pokonać Astany. Tym samym, zawodnicy mistrza Polski Ligę Mistrzów obejrzą w telewizji. 

„(...) Byłaś dla mnie wszystkim (...) Ligi Mistrzów meczem (...) Teraz, gdy po wszystkim, wszystko jest już niczym”. Ulubiony utwór wszystkich kibiców najbardziej prestiżowych rozgrywek europejskich wybrzmi dzień po finale, który tym razem zaplanowano na 28 maja. A tymczasem „(...) zacznijmy od nowa, od tych małych rzeczy (...)”. Raczmy się każdą chwilą spędzoną z Champions League, tym bardziej, że to ostatni sezon, w którym spotkania będą rozpoczynały się o godzinie tak magicznej dla wielu osób. Aż chcę się krzyknąć: odczepcie się od 20:45, nie zabierajcie jej, zostawcie. Jako dziecko wyczekiwało się aż wiadomości i ulubiony serial rodziców odejdą do lamusa i wybrzmi „kaszanka”, wtedy ujrzymy jeden, jedyny mecz, który nadawca publiczny nam wybrał, a my wcale nie protestowaliśmy, tylko cieszyliśmy się półtoragodzinną rozrywką, o której mogliśmy później dyskutować w szkole. Ach te czasy. Teraz, kto ma zmieniarkę, ten ma władze. Pytanie, czy rozgrywki nie stracą swojej niepowtarzalności, gdy przyjdzie nam oglądać dwa mecze: jeden o 19, drugi o 21? Śmiem wątpić. 

Czytaj więcej o: Liga Mistrzów, Felietony, Polska, Łukasz Piszczek, Robert Lewandowski, Wojciech Szczęsny, Arkadiusz Milik, Kamil Glik, Łukasz Skorupski, Jakub Rzeźniczak, piotr zieliński, Łukasz Teodorczyk

Podziel się tym artykułem ze znajomymi

Skomentuj przez Facebooka

Treści o podobnej tematyce:

  • Zapowiedź grupy A: Benfica vs. Man. Utd, CSKA vs. Basel

    „Orły” staną przed szansą na odkupienie win za dwie porażki z rzędu. Ich rywalem będzie rozpędzony Manchester United. W drugim pojedynku zmierzą się ze sobą zespoły, które jak dotąd zgromadziły po trzy „oczka”.

    czytaj więcej
  • Liga Mistrzów: Komplet wyników wtorkowych spotkań fazy grupowej

    Najwyższa wyjazdowa wygrana Liverpoolu w historii Ligi Mistrzów, wysokie zwycięstwo Spartaka – dziś zespoły mierzące się w najważniejszych rozgrywkach europejskich po raz kolejny przyprawiły o ból głowy obstawiających wyniki u bukmacherów.

    czytaj więcej
  • RB Leipzig lepszy o jedną bramkę od FC Porto

    Według ekspertów wicemistrz Niemiec w obecnym sezonie Ligi Mistrzów był skazany na pożarcie. Tymczasem podopieczni trenera Ralpha Hasenhüttla tworzą historię, którą z pewnością zapamiętamy na długie lata. Tymczasem w obozie FC Porto panuje spokojna atmosfera, jednak to nie znaczy, że piłkarze trenera Sérgio Conceição odpuszczą mecz z „Bykami”.

    czytaj więcej
  • Najwyższe w historii zwycięstwo Liverpoolu! Maribor zdeklasowany

    Liverpool FC powoli wraca do optymalnej formy. Potwierdził to weekendowy mecz z Manchesterem United, a we wtorkowy wieczór rozgromili rywala aż 7:0. Było to najwyższe w historii wyjazdowe zwycięstwo "The Reds" w Lidze Mistrzów.

    czytaj więcej

Komentarze (0)

Brak komentarzy, bądź pierwszym komentującym

Twój komentarz

Zaloguj się, aby komentować. Nie masz konta? Zarejestruj się, szybko i wygodnie.