Pole, pole. Łyse pole…

Dawid Ziółkowski | 16.11.2018 16:00 | komentarzy: 1 | kategoria: Okiem kibica |

Śpiewali bracia Golec. Tyle że kolejne słowa tamtej piosenki to „Ale mam już plan”. Niestety, wiele wskazuje na to, że po trzech miesiącach pracy Jerzy Brzęczek nadal tego planu na reprezentację nie ma. I nie zanosi się, żeby to się prędko zmieniło.

5 meczów psu w d…

Nie będę kłamał, że po nominacji Brzęczka na selekcjonera byłem tym ukontentowany i przyjąłem to ze spokojem, bo chyba dla każdego to było jednak spore zaskoczenie. Zbigniew Boniek poszedł podobnym tropem jak z Adamem Nawałką. Są to jednak tylko pozory. Nawałka już latem 2013 roku, po kompromitującym remisie w Mołdawii dostał sygnał, że ma się przygotowywać do roli selekcjonera, przyglądać zawodnikom pod tym kątem. Brzęczek wszedł niejako w selekcjonerskie buty z marszu. I szczerze mówiąc początek miał niezły. Otworzył się na media, zaczął tłumaczyć, o co mu jako selekcjonerowi chodzi, przestał używać frazesów. Otworzył okno i wpuścił świeże powietrze do pokoju z napisem „Reprezentacja Polski” na drzwiach, gdzie zaczęło już niemiło pachnieć. Powołania Recy, Dźwigały czy Pietrzaka na pewno szokowały, ale były potraktowane na zasadzie „pierwsze koty za płoty”. Mecz z Włochami w Bolonii utwierdził nas w przekonaniu, że nowy selekcjoner zna się na robocie i będzie już tylko lepiej. Ale tamto spotkanie niestety zamazało nam obraz i zakłamało rzeczywistość. Towarzyskie starcie z Irlandią już było sygnałem ostrzegawczym, a to co się zdarzyło w październiku z Portugalią i Włochami, to już konkretna syrena alarmowa. Dodatkowo mecze, które rozegraliśmy zostały kompletnie zmarnowane na testowanie ustawienia, które w naszych warunkach nie ma racji bytu. Bo jaki sens ma wystawienie Góralskiego, Linettego i Szymańskiego do rywalizacji z Verrattim czy Jorginho? Co może kreatywnego zrobić Góralski oprócz jeżdżenia na du*ie i wykonania x razy wślizgu? Oczywiście, ktoś powie, że nie możemy grać całe życie jednym systemem, że trzeba wprowadzać nowe rozwiązania. Owszem, ale jeśli ma się narzędzia, czy jak w tym przypadku wykonawców. Od lat atutem reprezentacji były skrzydła (i nikt mi nie wmówi, że świat i potencjał naszej drużyny narodowej skończył się wraz z brakiem formy Grosickiego i Błaszczykowskiego) a my bez mrugnięcia okiem go po prostu odrzucamy. Skoro ryzykujemy i eksperymentujemy, czemu nie dać szansy takim zawodnikom jak Frankowski, Kądzior, Sebastian Szymański czy choćby Świderski? Czemu chłopak, który w Dinamie Zagrzeb zanotował 9 asyst przyjeżdża na zgrupowanie i jest wysyłany na trybuny, a gra Kuba, który nie łapie się do składu Wolfsburga? I tu pojawia się kolejny problem...

Gra w klubie? A na co to komu!

Jerzy Brzęczek po objęciu posady selekcjonera zapowiadał, że na dłuższą metę nie ma szans, by występowali w reprezentacji zawodnicy, którzy nie grają w swoich klubach. Przy pierwszych powołaniach takie przypadki były do przełknięcia, przy drugich już było nieco gorzej, a przy trzecich było jasne, że miłościwie panujący nam selekcjoner szybko porzucił swoje ideały. Ba! On stwierdził, że przy powołaniach nie można sugerować się tym, czy ktoś gra w klubie czy nie. Dość odważna teza. Do tego dochodzi jeszcze zaproszenie na zgrupowanie Thiago Cionka, który jeszcze dwa miesiące temu w ogóle nie pasował do koncepcji. Selekcjoner publicznie sam sobie zaprzeczył, a to nie wróży nic dobrego. Powoływanie niegrających na co dzień piłkarzy to jedno, ale zrobienie z nich filarów defensywy to drugie. Dlaczego potem się dziwimy, że nasza obrona ma wylew za wylewem, skoro na najważniejszych pozycjach grają nie schodzący z trybun w Southampton Bednarek i występujący (choć też nie zawsze) w przedostatniej obecnie drużynie Bundesligi Kamiński. Dochodzi do tego stawianie na tego irytującego Krychowiaka, który zachowuje się tak, jakby przeczytał po październikowych meczach, że gorzej zagrać nie można i zdawał się mówić „potrzymaj mi piwo”. Jest wolny, holuje piłkę, notuje mnóstwo strat, głupio fauluje, gra głównie do tyłu… można tak wymieniać i wymieniać. Martwi również to, że przeciwko Czechom nie można było zobaczyć tego, jaki tak naprawdę Brzęczek ma pomysł na ten mecz, jak chce ich „ugryźć”. Niestety, przypominają się ciemne, Fornalikowe wieki, kiedy bramkę strzeliło nam nawet San Marino. Mam wrażenie, że Brzęczkowi niestety nie udało się ani wymyślić i wypracować żadnych nowych rozwiązań, ani dopracować tych, które funkcjonowały dotychczas. Eliminacje ME za chwilę, a my nie zrobiliśmy nawet wykopów pod fundamenty drużyny…

Czytaj więcej o: Polska, Trenerzy, Okiem kibica, Jakub Błaszczykowski, Reprezentacja, Thiago Cionek, Jerzy Brzęczek

Podziel się tym artykułem ze znajomymi

Skomentuj przez Facebooka

Treści o podobnej tematyce:

Komentarze (1)

Komentarze są domyślnie ukryte dla niezalogowanych

Pokaż komentarze